felieton siwego c.d.

Z cyklu: Felietony Siwego

Insurance Story -  ciąg dalszy 

 

Przypadki Agenta Maliny niewątpliwie mogłyby stanowić memento w rozwoju zawodowym okaleczonego transformacją inteligenta, którego pasja i okoliczności uprawiania tego zawodu, o nie najwyższej społecznej konotacji, zawsze silnie mnie wzrusza.

 

Startował na „zimno” - tym razem do drzwi z wizytówką Ireneusz Pustułka.

Dzwonek. Żadnych referencji. Tylko gdzieś przez ścianę dochodziły go słowa znanej piosenki...wszystko się może zdarzyć gdy głowa pełna marzeń...Jego wąskie usta były już przygotowane do wstępnego ataku zdawkowymi uprzejmościami.

To metoda trudna, ryzykowna, wśród agentów niepopularna, choćby z uwagi na często zatrzaskiwane drzwi lub co gorsza nietolerancyjnego psa. Ale zalecana przez managerów
i statystycznie możliwa. Niejeden z liderów ubezpieczeniowej akwizycji powoływał się na nią odbierając z dumą dyplom uznania i uścisk Prezesa.

Za drzwiami usłyszał szmer w okolicy wizjera. Zdążył poprawić krawat i przylepić uśmiech do warg.

Zamek szczęknął. W małym ciemnym korytarzyku stał niski obły osobnik nieokreślonego wieku z okularami na nosie i obcęgami w ręku.

·spacer.gif    Pan inżynier Pustułka? -zadał rutynowe pytanie.

·spacer.gif    Słucham.

·spacer.gif    Pan wybaczy, że niepokoję wieczorową porą. Nazywam się Malina. Reprezentuję Holding Cooperative Insurance Live. Byłem praktycznie umówiony z jednym z pańskich sąsiadów (tu wskazał bliżej nieokreślony kierunek) ale widocznie coś go zatrzymało na mieście.  (to niewinne kłamstewko miał przećwiczone).

·      Pozwoli pan, że chwilę zaczekam, a korzystając z okazji przekażę i panu zalety wręcz niepowtarzalnej usługi.

Inżynier Pustułka łypnął podejrzliwie okiem. Przestąpił z nogi na nogę, wyrażając tym niezdecydowane zainteresowanie.

·spacer.gif    Chce pan zostawić ulotkę?

·spacer.gif    I prosić o szklankę wody drogi panie, jeśli nie sprawię kłopotu. Wysoko tu a winda ciągle zajęta.

·spacer.gif    To pan do mnie?

·      Między innymi panie inżynierze, między innymi...

Poczuł, że Pustułka ocenia go szybkim, taksującym spojrzeniem.

Wypadł widocznie poprawnie, bo ten zrobił krok do tyłu, dając mu tym samym nieme przyzwolenie na zakłócenie jego terytorialnej strefy.

Agent Malina wsunął się zręcznie do ciasnego korytarzyka jak wąż. Błysnął firmowym znaczkiem w klapie w smudze światła wydobywającego się z łazienki. Czuł, że dobrze ozdabia go również garnitur, który nabył z przeceny, gdy trafił na sklep w likwidacji. Ubiór ten podkreślał jego niezaprzeczalny wdzięk i elegancję.

·spacer.gif    Pan wybaczy inżynierze tę niezręczną sytuację. Staram się na ogół być rekomendowany jako ekspert od tego tak ważnego dla nas tematu, ale myślę, że cel uświęca nie tylko środki, ale rozwiewa całkowicie wątpliwości. A skoro już tu jestem odpowiem i panu na kilka najważniejszych pytań, jakie sobie dziś stawiamy, jeśli idzie o poczucie bezpieczeństwa i komfortu finansowego.

·      To pan nie Jehowa?

·spacer.gif    Uchowaj Boże! Reprezentuję (powtórzył) Holding Cooperative Insurance Live. Znów dyskretnie wskazał na znaczek w klapie.

·spacer.gif    Nic mi to nie mówi - mruknął nadal podejrzliwie Pustułka. Nalał szklankę, nie tracąc agenta z zasięgu oka.

·spacer.gif    No dobra, nawijaj pan - wskazał zydelek - a ja w tym czasie będę przewijał silniczek do wiertarki.

·spacer.gif    Przepraszam za niedyskretne pytanie inżynierze, czy jest pan żonaty?

·spacer.gif    Pogoniłem sukę (Pustułka szamotał się ze zwojem drutu).

·spacer.gif    A dzieci zostały z matką?- pytanie było dość ryzykowne.

·      Poszły w świat do ojca się nie przyznają.

Teraz dopiero agent Malina zauważył, że mieszkanie inżyniera Pustułki jak na jego statut rozwodnika, było względnie zadbane. Makatki, pościerane kurze, czyste firanki, kwiatki
w wazonie.

·             Gratuluję panu. Widzę, że nieźle pan sobie radzi.

·             Mam zmianę -zadowcipkował uśmiechając się rubasznie inżynier. Lusia - narzeczona, wyjaśnił żeby sprawa nie podlegała żadnej dyskusji. Czekałem, gdy pan zadzwonił.

·             To świetnie - agent Malina poczuł się w swoim żywiole - nasza oferta jest kompleksowa i również niewątpliwie zainteresuje pańską narzeczoną. Dla naszych kobiet poczucie bezpieczeństwa to sprawa nadrzędna. Czasy są trudne. Nawet rząd nie pozostawia złudzeń, że emerytalne ochrony będą już niedługo wysoce niewystarczające.

Słowa układały mu się w coraz lepsze, pewne, logiczne argumentacje. Tym celniejsze, im częściej inżynier Pustułka po każdym jego -rozumie pan? - przytakiwał zachęcająco.

Po godzinie agent Malina czuł się nieomal zwycięzcą. Panem sytuacji. Już absolutnie nie żałował swej decyzji wystartowania „na zimno.”

Z wdziękiem spuentował – rozumiem, że jest pan skłonny...

W tym momencie szczęknął zamek. W drzwiach mieszkania inżyniera Pustułki pojawił się blady, łysy dryblas. Jego twarz wyrażała nieme zdziwienie, degradujące z takim trudem wypracowaną, przetargową  pozycję agenta Maliny.

·spacer.gif    Poznajcie się panowie, to właśnie Lusia - wyjąkał niepewnie inżynier plącząc się
w zwojach drutu.

  • Pan w sprawie ubezpieczeń - dodał usprawiedliwiająco.

Lusia spojrzał na niego a następnie z wyrzutem i przyganą na Pustułkę.

·      Wiesz Irku, że nie lubię obcych mężczyzn w naszym mieszkaniu – głos miał ciepły nieomal aksamitny. I otwierając drzwi dorzucił - Pan wybaczy,  ale już późno..

Opuszczając klatkę schodową agent Malina poczuł przejmujące zimno. Nie był nawet pewien, czy nie zostawił szalika. Wiedział, że już po niego nie wróci. Otulił się mocniej połami płaszcza wlokąc swoją ciężką teczkę w kierunku parkingu.

Przymrozek zaskrzypiał podeszwami butów. Rozgwieżdżone ciemne niebo migało chłodem nad bladą ciszą miasta.

Wzrok agenta Maliny poszybował na krawędzie czerwonego jeszcze ostatniego horyzontu. Nagle stanął jak wryty.

Serce skoczyło mu do gardła. Pod nogami przebiegł mu duży czarny kot...

Na wieży pobliskiego kościoła zegar jęknął zachrypniętym przerywanym głosem..

 

c.d.n.