Emiliar. Brzytwa.

:)))

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 af7323c4f601575b0d6d0b1ea1bacd76.jpg

 

 

Gdy wróciłem do domu, siedziała na kanapie zaczytana w jakąś kobiecą gazetkę. Gładziła się po lewej skroni, także od wejścia wiedziałem, że nad czymś intensywnie myśli.

- Czyżby pojawiła się jakaś nowość na rynku? Nowy masażer do twarzy czy jakieś elektryczne separatorki? - zapytałem.

- Elektryczne separatorki? - zmarszczyła czoło. - Nie ma takiego czegoś. Ale...

I tu zacząłem się martwić. Bo jej "ale" nigdy nie jest zwykłym "ale i kończy się zawsze źle, do tego z minusem na moim koncie.

- Ale przeszłam dziś gazetowy kurs golenia brzytwą - uśmiechnęła się najpiękniej jak tylko potrafiła - i kupiłam brzytwę!

- Nie, Andżeliko - zaprotestowałem, bo wiedziałem już, czego ode mnie chce.

- To naprawdę świetny kurs i wiem, że potrafię. Do tego mam fart, bo jesteś nieogolony. - Wstała i podała mi torebeczkę, w której, dam sobie rękę uciąć, była ta brzytwa. - To taki mały powrót do przeszłości. Do tego, Emiliarze kochany, to takie męskie... brzytwy są takie męskie.

Jej mruczenie sprawiło, że nie potrafiłem powiedzieć "nie".

- Tylko wypiję kawę.

- Dziękuję ci, jesteś kochany - podskakiwała radośnie.

Piłem kawę i patrzyłem na brzytwę. Przyznaję - była męska. Wręcz mam wrażenie, że była bardziej męska niż ja, bo ona mnie przyprawiała o dreszcze, a jej nie.

***

Siedziałem już bardzo spięty. Podobno w salonie jest lepsze światło niż w łazience, czego ja nigdy nie zauważyłem, więc miska z wodą, diabelskie narzędzie i reszta ekwipunku golarza, w tym ja, zawędrowały do salonu.

- Andżeliko, może jednak nie...

- Cichutko...odpręż się i zaufaj mi.

Szczerze, nie wiem komu ufałem mniej - brzytwie czy Andżelice. Znam ją od lat i wiem czym z reguły kończyły się jej eksperymenty.

Moja twarz była już prawie cała w kremie. Czułem nawet w ustach jego chemiczny smak.

- Zaczynamy! - powiedziała spokojnie.

Zaczęła sobie nucić Alanis Morisset "Not as we". Poznałem, bo słucha jej na okrągło.

Pierwszy ruch brzytwą z dołu do góry zaliczony. Uff...

Była mocno przejęta i skupiona. Chyba tym razem wiedziała, że to nie przelewki, że nie zabawa. Raz za razem płynnymi ruchami goliła mnie brzytwą.

Skąd ona bierze te pomysły? Brzytwa, robienie na drutach - o mało oka wtedy nie straciłem, mam tylko nadzieję, że nigdy nie zachce przyrządu do tatuażu. Jedyny widok jaki miałem przed sobą, to kolekcja kolorowych elfów Andżeliki. Z tych nerwów zacząłem je w myślach liczyć. Czterdzieści dwa. Plus siedem w łazience, plus dwa w sypialni. Razem pięćdziesiąt jeden kolorowych elfów.

- Teraz lewa strona - uśmiechnęła się.

Już byłem spokojniejszy. Połowa twarzy za mną.

Ten krem bardzo kręcił mnie w nosie. Dmuchnąłem, żeby pozbyć się go, po czym automatycznie wciągnąłem powietrze.

- A psik! - kichnąłem, aż mi głowa odskoczyła.

- Emiliar! - krzyknęła Andżelika i podążała przestraszonym wzrokiem za czymś, co upadało na ziemię.

Za czymś, co po chwili okazało się dla mnie moim własnym uchem.

Poczułem w tym samym momencie wielki ból.

- Obcięłaś mi ucho!!! Na Boga, kobieto, moje własne ucho!

Czułem tylko jak moje ubranie przesiąka wilgocią. Wilgocią mojej własnej krwi.Obraz robił się coraz bardziej zamazany, a ja bezwładny. Czułem, że upadam na ziemię.

***

W dali słyszałem kroki i dźwięki urządzeń. Moje oczy otwierały się bardzo powoli. Nie miałem siły. Nie wiedziałem gdzie jestem i co się stało. Docierało do mnie, że to chyba szpital, a po truskawkowym, słodkim zapachu wiedziałem, że Andżelika jest tu ze mną.

Olśnienie.

- Ucho! Moje ucho... Andżelika!

- Spokojnie, kochanie. Już jest dobrze. Jesteś w szpitalu i przyszyli ci uszy. Teraz odpoczywaj.

Jej ciepły głos uspokoił mnie. Mam przyszyte uszy, więc wszystko jest dobrze.

Zaraz. Nie jest dobrze! Przecież odcięła mi tylko jedno ucho, więc czemu teraz mówi, że przyszyli mi uszy!

- Jak to uszy??? - zapytałem nerwowo. Nie miałem jeszcze siły na nerwy, ale chyba uruchomiła się jakaś zapasowa energia.

- Jesteśmy w klinice chirurgii plastycznej. Opiekuje się tobą doktor Kolec, więc nie masz się czym martwić. Nabierz jeszcze sił, a jeszcze dziś zobaczysz w lustrze, że wszystko jest dobrze - mówiła spokojnie, głaszcząc mnie po dłoni.

- Jak to uszy???

- Bo wiesz... była promocja. Operują dwoje uszu w cenie jednego, pomyślałam, że fajnie tak wykorzystać promocję...

- Jaką promocję?! - moje zapasy energii teraz już szalały.

Wstałem. Trochę kręciło mi się w głowie, ale dałem radę. Podszedłem do lustra. Andżelika podtrzymywała mnie za rękę, czułem, że jest zdenerwowana.

Nerwowo ściągałem bandaże. Zawinęli mnie w nie jak mumię. Marnotrawstwo bandaży.

- Nie wierzę!!! Co ty mi zrobiłaś!

- Kochanie, to piękne - uśmiechnęła się niepewnie.

- Co to jest?! Mam uszy jak jakiś pieprzony elf!!!!

- Kocham elfy... no i była promocja.

Znów czułem, że padam z hukiem na ziemię. Ja i moje nowe elfie uszy.