Wojna

Musiałem do gówniarza dotrzeć jasnym, zdecydowanym przekazem. I nie ma, że boli. Niech boli.

 

Miałem nadzieję, że uda mi się tego uniknąć. Tak, wiedziałem, że może nie być łatwo, bo Kuba ma charakter. Jest twardy. W którejś z pierwszych klas szkoły podstawowej otrzymał dyplom “za zasługi”, których już nie pomnę, ale zakończenie wpisu siedzi mi w głowie: “ I za to, że nie jesteś tchórzem”.

Przyznam, że nieco mnie ten, odbiegający od szkolnych standardów, wpis, zdumiał. Nie bardzo go rozumiałem. Musiałem sprawę, dyskretnie, wyjasnić. I wychowawca syna opowiedział mi, w rzeczy samej, niewiarygodną historię. Gówniarz zachował się, w pewnej sytuacji tak, że kopara mi opadła. I byłem cholernie dumny i cholernie szczęśliwy.
Ale nigdy nie rozmawiałem z nim o tym. On nigdy mi nic nie powiedział. A ja, szanując jego prywatność, nigdy do sprawy nie nawiązałem.
…..................................................................................................................................................................................................................................

W ostatnich miesiącach, tak od jesieni ub. roku, zaczął się zjazd po równi pochyłej i “ostra jazda, na krawędzi, bez trzymanki...” Skończyła się pasja kolarstwa górskiego, wspinaczka skałkowa, kajakarstwo. Skończyła się też nauka. Bo nagle wszystko okazało sie głupie i bez sensu. I wszyscy stali się głupcami. A, że cokolwiek w życiu robił, robił to z pasją i “do spodu”, aktualne “zaineresowania” realizował tak samo. Z pasją i “do spodu”. Zakochał się, po raz pierwszy, do szaleństwa i w nocy “wychodził” z domu. Przez okno. Chlał, nie jakieś śmieszne browary, tylko “smirnoffa”. Do utraty przytomności. Nie palił skrętów tylko “camel’e”. A co? Jak szaleć to szaleć... Nie uznawał i nie uznaje półśrodków. W niczym.

I bardzo szybko, wśród mieszkających w okolicy młodych Polaków i Szkotów, stał się “gwiazdą”, swojakiem, “cool” gościem. Kimś.

Kiedy zorientowałem się, że moje z nim rozmowy nic nie dają, przyznam, złapałem wqurwa. Wielkiego. Tyle, że on, sam w sobie, jest równie głupi jak wielki. I niczego nie rozwiązuje. Więc trwał krótko. Na szczęście.

Wiedziałem, że muszę to przerwać. Przerwać radykalnie. Ale i jasno, z otwartą przyłbicą. Uczciwie. Musiałem do gówniarza dotrzeć jasnym, zdecydowanym przekazem. I nie ma, że boli. Niech boli.
…...................................................................................................................................................................................................................................

Spędziliśmy sześć dni w chatynce, nad przepięknym, górskim jeziorem. W porażających okolicznościach przyrody. Mieliśmy czas tylko dla siebie. No i psa, najmądrzejszą istotę w rodzinie...
0958da529bbb73c4ac5ed832b84caa7d.jpg
Kuba wie już, co zrobię, jeśli nie da mi wyboru. I wie, że nie będzie od tego, co postanowiłem, odwołania. Bo wie też, że jak u mnie klamka zapadnie, to nie ma siły, żeby to zmienić. Tak, tak. Nie, nie. I nie ma zmiłuj.
…....................................................................................................................................................................................................................................

Mam jednak nadzieję, że “straszny los” Go nie dotknie. Przypomniałem mu historię, która zdarzyła się w wiele lat temu. Był zdumiony, że o niej wiem. I, że byłem z Niego dumny. I, że do dumy tej miałem tytuł. Bo on zachował się wspaniale. Nie wiem, czy stać by mnie było na to co On zrobił.
To wówczas był wielki, to wówczas był “cool” gościem, to wówczas był “Kimś”. Bo są sytuacje, kiedy powiedzenie “nie”, wbrew i na przekór mają wartość. Wielką wartość. Ale tylko wówczas gdy za słowem idą czyny. Inaczej sa kłamstwem, nikczemnością, tchórzostwem.

A przecież, Synu, “ nie jesteś tchórzem”. I nigdy nie uciekałeś przed nikim. Nie uciekaj więc przed sobą. Bo przed sobą uciec się nie da.