Prawo i sprawiedliwość

„Niech prawo zawsze prawo znaczy, A sprawiedliwość – sprawiedliwość”.

 

Ten tytuł nie jest spowodowany bynajmniej chęcią pisania o prezesie Kaczyńskim i jego drużynie. Powód jest prozaiczny: chcę zastanowić się nad obecnością tych dwóch bytów, zagadnień w polskim systemie sprawiedliwości. Odnosząc je do komentarzy i opinii dotyczących tragedii w Kamieniu Pomorskim.

Mamy do czynienia z istnym festiwalem politycznym i prawniczym, dotyczącym sposobów karania ludzi jeżdżących po pijaku, ze szczególnym uwzględnieniem samochodowych zabójców. I na plan pierwsze wybija się jedna opcja: prawo jest wystarczająco surowe, trzeba je tylko skutecznie stosować, ponieważ sądy są dla pijanych kierowców wyjątkowo pobłażliwe. Pozwolę sobie zgodzić się z ostatnią częścią poprzedniego zdania, ale już z pierwsza częścią, dotyczącą „wystarczającej surowości prawa”, nie zgadzam się absolutnie.

Tak się bowiem składa, że w polskim wymiarze sprawiedliwości niemal sto procent uwagi kierowane jest w stronę prawa. Musi być ono skuteczne, musi być humanitarne, rozsądne, skazanych trzeba leczyć, resocjalizować, itd., itd., itd. I wszystko kręci się wokół sprawcy. Mamy do czynienia z koncertem życzeń, pomysłów, propozycji ustaw i zmian w kodeksie.

Jeśli idzie zaś o sprawiedliwość, w zasadzie sprowadza się ona do jednego: kara musi być nieuchronna, bo to ma sprawić, że będzie sprawiedliwie, pięknie i będziemy państwem prawa jak się patrzy.

„Pięknie” podsumował to premier Tusk stwierdzając: „Sprawcy będzie obojętne, czy zostanie skazany na 15, czy 20 lat. Najważniejsze da nas jest to, żeby kara była nieuchronna”. I premier niestety ma rację – sprawcy będzie to obojętne.

Nikt jednak nie zastanowi się, czy będzie to obojętne dla rodzin ofiar, przyjaciół, znajomych i w ogóle zbulwersowanej opinii publicznej. A ja, nieśmiało, śmiem stwierdzić, że im to obojętne nie będzie w żadnym razie.

65b47031c8b836ecad44bf6bcd3f1e90.jpg

Będzie to wyglądać po zapadnięciu wyroku trochę tak – oczywiście przerysowuję sprawę, ale nie bez powodu: „Bliscy ofiar! Czego wy jeszcze chcecie? Został skazany? Został. Dostał piętnaście lat? Dostał. Nie wywinął się? Nie wywinął. No to o co wam jeszcze chodzi? Jaka to dla was różnica, czy dostanie 8 lat czy 15, czy 25? Przecież najważniejsze, że poszedł siedzieć!”.

Śmiem twierdzić, że różnica jest i to zasadnicza, bo tą różnicą jest zadośćuczynienie, albo nie poczuciu sprawiedliwości!!! W naszym wymiarze sprawiedliwości, pojęcie poczucia sprawiedliwości praktycznie nie istnieje i to, ze sędziowie orzekają w zdecydowanej większości wszelkich możliwych orzeczeń najniższy, lub niski wymiar kary jest tu sprawą wtórną. Bo nie dość, ze sądy są najbardziej chyba wyrozumiałe dla sprawców na świecie, to wyroki zapisane w kodeksach, nawet te teoretyczne, prawie niestosowane, nijak nie wypełniają poczucia sprawiedliwości.

Jeśli w Polsce bandyta zastrzeli człowieka, może dostać dożywocie. Piszę „może”, bo za pojedyncze zabójstwo praktycznie dożywocie orzekane nie jest. Ale załóżmy, że delikwent je dostaje. Jednak kiedy inny bandyta zastrzeli 5 osób, też dostaje dożywocie. Kiedy zaszlachtuje 25, też dostanie dożywocie. Oczywiście pomijam „młodocianych przestępców”, czyli takich… dwudziestoparoletnich, którym obligatoryjnie dożywocia się nie aplikuje tylko „ćwiarę”. Można by spytać matki, żony i dzieci tych 5. zabitych: „No i co? Zadowolone? Dostał dożywocie! Ma to, na co zasłużył!”. No i faktycznie, zabójca ma to, na co zasłużył. Tyle tylko, że owe matki i dzieci nie dostały tego, co im się należy z powodu zadośćuczynienia poczuciu sprawiedliwości.

Można by się zastanowić, dlaczego, po co za poczwórne zabójstwo w Stanach Zjednoczonych skazuje się sprawcę na poczwórne dożywocie. Przecież to głupota – dożywocie to dożywocie, czy pojedyncze, czy poczwórne, to już bez znaczenia. Otóż nic bardziej mylnego. W Stanach działa to tak:

– Pani Brown, za zabicie pańskiego syna, sprawca, John Wolf otrzymał karę dożywocia. Właśnie za to, że zabił Pani syna.

– Panie Wilson, John Wolf dostał też dożywocie za zabicie Pańskiego brata.

– Pani Peterson, za zamordowanie pańskiego ojca John Wolf również otrzymał karę dożywocia i taką samą karę dostał za zabicie Pani męża, Pani Clark.

I zadośćuczyniona została sprawiedliwość zarówno wobec Pani Brown, jak i wobec Pana Wilsona, podobnie jak wobec Pani Peterson i Pani Clark. Każde z tych ludzi, każde z osobna, doczekało się zadośćuczynienia w postaci pochylenia się nad jego, jej osobistą tragedią. Nikt nie został wrzucony do wspólnego, anonimowego jakiegoś wora, nikt nie został pominięty czy potraktowany gorzej.

W Polsce ofiary stają się anonimowe, wobec „anonimowego” w rezultacie skazania takiego Johna Wolfa na dożywocie. Zresztą, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zobaczy jeszcze świat spoza więziennych krat, bo w Polsce, jeśli więzień nie zabije współwięźnia, to znaczy, że „dobrze się sprawuje” i nie ma powodów, żeby w nagrodę za łaskawe niezabicie kogoś w kryminale, wyszedł na wolność szybciej, niż zdecydował sąd. Przecież mamy przepełnione więzienia. Nie jestem pewien, ale w Polsce chyba nie ma możliwości orzeczenia: „… bez możliwości przedterminowego zwolnienia”. A jeśli jest, to tym gorzej, bo ja nigdy o takim przypadku nie słyszałem a to oznacza, że się go nie stosuje.

Co by było, gdyby ten zabójca z Kamienia Pomorskiego, zamiast 15. lat dostał 15 lat razy 6? Czy to nie oznaczało by, że zadośćuczyniono poczuciu sprawiedliwości np. nie tylko rodzicom tego zabitego policjanta i jego bratu, ale również rodzicom i rodzeństwu jego żony i dziadkom ich dzieci? Czy to nie było by zadośćuczynieniem poczucia sprawiedliwości rodzicom i rodzeństwo tego drugiego małżeństwa, rodzinie i żony i męża? Czy to nie oznaczałoby wymierzenia sprawiedliwości satysfakcjonującego rodzinie przypadkowego przechodnia, który również został zabity?

A wobec kary 15 lat pozbawienia wolności, co o tym zadecydowało? Dlaczego „dostał” (załóżmy, że już jest po wyroku) najwyższy wymiar kary, a nie „dolne widełki”? Czy to, że jedną z ofiar był policjant? A może to, że ofiarami były dzieci? Pytania się kołaczą, bo nic nie zostało dookreślone, nazwane z imienia i nazwiska, włożono wszystko do jednego (pojedynczego) wydarzenia. I ilość ofiar staje się jedynie cyfrą „6”, a nie „1” czy „9”.

Oczywiście wymagałoby to zmiany naszego prawa i zmiany gruntownej. Zmiany filozofii karania sprawców przestępstw. I oczywiście to się nie stanie, bo my mamy inny system, inne tradycje prawodawstwa niż systemy anglosaskie. Cóż, u nas tradycją prawodawstwa jest prawo, a nie sprawiedliwość. Może jednak najwyższy czas, aby ową tradycję porzucić. I wprowadzić nową:

„Niech prawo zawsze prawo znaczy,                                                                                                                                                                A sprawiedliwość – sprawiedliwość”.

I niech zarówno prawo, jak i sprawiedliwość znalazły miejsce w naszym prawodawstwie.