Praca

Nadeiszła wiekopomna chwila jak to mówił Pawlak i w końcu poszłam do pracy. Oczywiście nie dobrowolnie, bo gdzie tam, ale jęczenie rodziców pod tytułem „cały dzień nic nie robisz, tylko siedzisz przy tym komputerze” w końcu mnie do tego zmusiły.

Wybrałam najmniej uciążliwa, najkrótszą i w ogóle najbardziej lajcikową- czyli rozdawanie gazetek na ulicy. Tak gazetek. Ulotek bym nie zniosła. Stoi się za marne grosze po sześć, osiem godzin i próbuje wcisnąć coś czego nikt brać nie chce. A nawet jeśli weźmie to doniesie dwa śmietniki dalej.

Co prawda mogłam iść na doradcę finansowego. W końcu przeszłam wstępną rekrutacje, rozmowę kwalifikacyjną i już mnie zaproszono na szkolenie, ale jakoś nie bardzo widziałam siebie wciskającą oferty banków ludziom. To coś trochę jak akwizycja. Pukasz, przedstawiasz się i zamykają Ci drzwi przed nosem. Niby zarobki nieporównywalnie większe, ale znając mnie i moje lenistwo oraz wstręt do narzucania się dobiłabym do dolnej granicy i na tym by stanęło.

No dobra. Wróćmy do aktualnej pracy. Na początku stałam po drugiej stronie miasta i to w stronę obrzeży zamiast centrum. Tak więc musiałam wstawać wcześnie i wydawać na bilety. A stanowisko nie sprzyjało moim wynikom. Nie rozdałam wszystkiego…

Tak było pierwszego dnia. Drugiego spóźniłam się do pracy godzinę. A dlaczego? Bo nikt nie był mi łaskaw powiedzieć,  że tylko w poniedziałki pracujemy godzinę później, a cały tydzień wcześniej.  Z braku czasu, pomimo moich starań znów zostało mi trochę makulatury.

Później byłam już zawsze na czas. Z resztą… Trzeciego dnia stal się cud i rozdałam wszystko! Cóż… nie bez pomocy ludzi. Wiadomo, że kiedy nie patrzyłam zabierali mi ich kilka, bo myśleli, że im szybciej rozdam tym szybciej zejdę.

A tak w ogóle praca fajna. Można poprawić samoocenę, bo Ci prawią komplementy. No… zmarszczek mimicznych też się można dorobić- ciągłe szczerzenie się nie służy. Ćwiczy się ręce- bolą jak cholera. Ale ma się dużo wolnego czasu (3h pracy w ciągu dnia), a rodzice się nie czepiają, bo przecież w pracy się było.

Z resztą po tygodniu przenieśli mnie niedaleko domu, wiec mogę wstawać później i wracać z pracy wcześniej. Jak będzie na nowym miejscu? Tego jeszcze nie wiem, ale z pewnością kiedyś Wam opowiem. Znając mnie znów coś mi się przytrafi.