kocham cię życie

Idąc dalej. Siedzę sama. Jak mam to w zwyczaju.

Idąc dalej. Siedzę sama. Jak mam to w zwyczaju.

 

 

Bycie sama ze sobą jest najtrudniejszym stanem skupienia. Opanowanym przeze mnie do perfekcji. Czasem staje się wręcz perwersyjny. Bezpruderyjny.

 

Skupiam swoje myśli pomimo hałasów płynących z otoczenia. Potrafię się skupić, gdy harmider dnia w około trwa w najlepsze. To jedna z moich zalet. Bardzo lubię ten stan. Jakby był szyty na miarę. Tylko dla mnie.

 

Myśli ulatują w dal. By zapisać tylko te najistotniejsze. Te najbardziej okrągłe zostają zapisane na wygniecionym skrawku papieru. To nazywam radością powszechnych chwil.

 

Przeżycia upływającego dnia najczęściej nie dają spokojnie spać tak jak przy wrażeniach z pierwszej randki. Ukojenie przychodzi podczas przyjemnego snu. Zmęczenie dopada od razu po przebudzeniu. To jest ten tragizm sytuacyjny.

 

Śladami starych kroków sunę wgłąb dawnych wspomnień. Nie chcę, by całkiem zniknęły. Do tych pozytywnych uśmiecham się serdecznie. Z tych przykrych wyciągam lekcje na przyszłość. Projektuje własną przyszłość w możliwie jasnych barwach pamiętając również o bogatej palecie szarości. Powoli wszystko zaczyna wracać do stagnacyjnej normy.

 

Lubie spokój, co nie oznacza, ze jestem typem flegmatyka. Mój typ to zdecydowany introwertyk z odcieniem sangwinika. Ekstrawertyzmu uczę się po trochu każdego dnia. Tak jak odcieni własnego życia. Sytuacje krytyczne wzbudzają we mnie takie pokłady adrenaliny, która trwa we mnie i napędza do walki aż do uspokojenia wzburzonego morza. Spokój pozwala nabrać zdrowego dystansu do całego tego kołowrotka.

 

Życie to nieustanna podróż w nieznane. Warto jej się dać porwać, ale zabierając ze sobą chłodną głowę. Rozdziawiony pyszczek pozwala lepiej chłonąć wszystkie emocje i tętno bijące z otoczenia. Inaczej współodczuwanie było by tylko jednokierunkowe i jednostronne. Otaczający świat działa na mnie ja działam na ten świat. Wszystko odbywa się na zasadzie wymiany energii życia.