Edukować albo nie edukować?

oto jest pytanie

 

507bfdbac23b0a54bccbebe7aaacf6a3.jpg 




Edukacja seksualna to działanie skierowane do dzieci i młodzieży, ale również dorosłych, związane z płciowością człowieka, dotyczące zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego. Polega na dostarczeniu wiedzy w różnych fazach rozwoju życia człowieka w tym zakresie, uczeniu umiejętności wartościowania postaw i kształtowania zachowań seksualnych i emocjonalnych. 

Termin „edukacja seksualna” jest stosowany w większości krajów. W Polsce używa się także określeń „uświadomienie seksualne”, „oświata seksualna”,  „wychowanie seksualne”, czy "wychowanie w rodzinie".

Edukacja seksualna dzieci i młodzieży w wielu krajach wciąż wzbudza ogromne emocje. A sama dyskusja toczy się najczęściej wokół następujących zagadnień :

- czy dzieciom i młodzieży w ogóle należy przekazywać jakąkolwiek wiedzę dotyczącą ich seksualności,
- kto powinien to robić - szkoła czy rodzice,
- jaki wiek jest odpowiedni, aby rozpocząć edukację seksualną,
- zakres tej wiedzy,
- jakie wartości powinno się promować,
- metody nauczania i czego należy w tej edukacji unikać.

O ile zdecydowana większość rodziców edukację seksualną jako taką akceptuje, to w kolejnych kwestiach taka zgodność już nie występuje.

To czy edukacja seksualna jest potrzebna  – rozstrzygnięto podczas Światowej Konferencji na rzecz Ludności i Rozwoju w Kairze w 1994 roku oraz na IV Światowej Konferencji na rzecz Kobiet w Pekinie, w 1995 roku.  To zatem już nie ulega wątpliwości.

Obie konferencje były przemiotem zainteresowania polskich delegacji rządowych, które przyjęły dokumenty końcowe. Tym samym władze oświatowe w Polsce zobowiązały się do realizacji przyjętych tam postanowień. 

Ceną za brak rzetelnej wiedzy i braku edukacji seksualnej lub jej niewłaściwą jakość są zarażenia wirusem HIV i innymi chorobami wenerycznymi oraz wczesne i nieplanowane ciąże nastolatek i zbyt młodych, niedojrzałych do roli matki kobiet.

W ustaleniach tych udało się wyjść ponad różnice kulturowe i religijne, a delegacjom rządowym pozwoliło dostrzec potrzebę zmiany utrwalonych w społeczeństwach wzorców dotyczących ról kobiet i mężczyzn. Dotychczasowe stereotypy wywierają zasadniczy wpływ na zachowania seksualne ludzi i są główną przyczyną dyskryminujących postaw wobec dziewcząt i kobiet, a ich przejawem różne formy przemocy seksualnej i powszechny, przynajmniej w niektórych krajach zwyczaj obciążania wyłącznie kobiet odpowiedzialnością za skutki, tzn. za prokreację i zapobieganie ciąży. Istotne jest więc, by programy edukacyjne poświęcone seksualności człowieka były zgodne z zasadą równości kobiet i mężczyzn oraz promowały partnerski model pomiędzy kobietą i mężczyzną, a  podstawą musi być poszanowanie praw seksualnych kobiet oraz praw reprodukcyjnych człowieka. Nie można ignorować prawa do świadomej reprodukcji, a trudno wyobrazić sobie tę świadomość bez dostatecznej wiedzy. 

Ustalono również, że celem edukacji seksualnej powinno być także zwiększenie odpowiedzialności mężczyzn w życiu seksualnym. Realizatorzy i twórcy programów edukacji seksualnej mają więc trudne zadanie, polegające na podważaniu wielu stereotypów funkcjonujących w społeczeństwie. Zobowiązania są na papierze, życie oczy się dalej, kraj żyje kryzysem, reformami, programy są, albo ich nie ma. Kościół raczej w tych sprawach sprzymierzeńcem nie będzie. Sprawa w toku. Stało cicho i miło.

Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie

Młodzież w zdobywaniu wiedzy dotyczącej dojrzewania i seksualności zdana jest na siebie, nie dostając informacji, ani w domu ani w szkole lub otrzymuje ją w formie zupełnie nie do przyjęcia. Moralitety słabo skutkowały, a tym bardziej teraz nie skutkują. Na własną rękę poszukują zatem odpowiedzi na nurtujące ich pytania w kolorowych pisemkach młodzieżowych lub w Internecie. Poziom takiej "edukacji" jest delikatnie mówiąc żałosny. Wszelkie głosy namawiające do wstrzemiężliwości seksualnej przed ślubem, zachowania czystości są słuszne, tyle, że coraz mniej skuteczne.  O argumentacji, że wprowadzenie edukacji seksualnej wprowadza tylko niepotrzebny zamęt, bo wywołuje tylko wcześniejsze zainteresowanie tą sferą życia trudno nawet polemizować.  

Dobre, a nawet najświętsze intencje, ale nieskuteczne, są tylko intencjami, z których nic nie wynika. Intencje w piekle pełnią podobno rolę ozdóbek. 

Nigdy w przeszłości młodzież nie miała tak nieograniczonego dostępu do treści pornograficznych, atakowana jest również zewsząd kulturą masową promującą kult ciała, przy jednoczesnym braku nadzoru przez zajętych swoimi obowiązkami rodziców. Coraz powszechniej dużo ważniejsze od wychowywania dzieci staje się zapewnienie im pieniędzy, dobrej szkoły, komputera, ograniczając swą troskę do dobrych ciuchów i obfitości pożywienia. 

W Polsce edukacji seksualnej z prawdziwego zdarzenia nigdy nie było. Wielu Polaków odczuwa lęk przed uczeniem własnych dzieci, czym jest seks, a taka nauka w dzisiejszych czasach wydaje się wręcz niezbędna i powinna być wspierana przez władze. 

Jak zaczyna wyglądać rzeczywistość

Badania  profesora Zbigniewa Izdebskiego dowodzą, że nastolatki zaczynają życie seksualne coraz wcześniej i traktują seks coraz bardziej przedmiotowo. Połowa uczniów szkół ponadgimnazjalnych decyduje się na rozpoczęcie współżycia z ciekawości, a ponad połowa dla przyjemności. Obniża się też wiek inicjacji seksualnej — w 1997 roku wynosił on około 19 lat, w 2004 roku spadł do 16, przy czym 60 procent chłopców swój pierwszy stosunek odbyło przed ukończeniem 16 roku życia. Jedna trzecia badanych nastolatków ma już na swoim koncie seks z dwoma i więcej partnerami lub partnerkami. Są i tacy, którzy szukają stałego partnera, tyle że coraz częściej stałość związku wcale nie oznacza miłości.  Pojawiło się nowe zjawisko zwane "fucking friends", czyli posiadania stałych partnerów, do których można zadzwonić  i umówić się na seks, ostatnio zaczęło być zauważane nawet  wśród nastolatków. Wzorce kulturowe czy tego chcemy, czy nie rozprzestrzeniają się również tam gdzie nie powinny.

Czy wprowadzenie powszechnej i opartej na standardach naukowych edukacji seksualnej do szkół, będzie hamulcem dla powyższych tendencji oraz ograniczy występowanie innych niewłaściwych zachowań seksualnych młodych ludzi. To trudno przewidzieć. Nie daje to gwarancji, ale jest rozwiązaniem lepszym, niż pozostawienie dotychczasowego status quo. 

Z badań wynika, że skuteczniejsze okazywały się te programy, które łączyły promocję wstrzemięźliwości seksualnej z rzetelną wiedzą na temat bezpiecznego seksu, niż te, w których nacisk kładziono wyłącznie na namawianie młodzieży do wstrzemięźliwości. 

 Dokonany przez Światową Organizację Zdrowia przegląd wyników trzydziestu pięciu badań (1994) z różnych krajów wykazał, iż wprowadzenie programów edukacji seksualnej do szkół często opóźnia lub zmniejsza aktywność seksualną młodzieży oraz prowadzi do częstszego stosowania antykoncepcji. Programy okazywały się skuteczniejsze, gdy wprowadzono je, zanim młodzi ludzie podjęli aktywność seksualną. 

Można też być przeciwko edukacji w tym zakresie, zabraniać stosowania środków antykoncepcyjnych, odwoływać się do taniego i nieskutecznego moralizatorstwa i nie brać żadnej odpowiedzialności za skutki, obciążając nimi innych.