Miasto, które zmieniło bieg historii (6)

Wydarzenia 1968 roku zmieniły moje poglądy.

.

Gdańsk - Miasto, które zmieniło bieg historii 

.

Rok 1968 był rokiem światowego buntu młodzieży. Jednak współistnienie buntu w Polsce z wydarzeniami na Zachodzie wydaje mi się przypadkowym zbiegiem okoliczności.

Najpierw zaczęły się wydarzenia w Polsce. Myślę, że na Zachodzie, tak naprawdę, mało kto o nich wiedział. Przyczyny buntu były zupełnie inne.

Któregoś dnia wyszedłem wieczorem na spacer (chyba bez żadnego celu). Byłem wtedy uczniem szkoły średniej. Zobaczyłem maszerujący jezdnią tłumek ludzi z pochodniami, skandujący „Prasa kłamie”.

To było hasło super nośne. Studentom chodziło, przede wszystkim, o zamieszczone w prasie opisy wydarzeń w Warszawie, ale prawie każdy odbierał to hasło, jako najkrótszy opis tego, co się dzieje w Polsce. Zakłamanie było główną treścią życia.

Następnego dnia dowiedziałem się w szkole, że strajkują studenci Politechniki.

Po lekcjach udaliśmy się z kolegą w okolice Politechniki, gdzie z bezpiecznej odległości około 100 metrów oglądaliśmy regularną bitwę między studentami a milicją. Milicja używała pałek i petard z gazem łzawiącym, studenci odrzucali petardy i rzucali kamieniami. Bitwa trwała wiele godzin. My po godzinie mniej więcej wycofaliśmy się do domu. Moje pierwsze wrażenie było następujące: Gomułka produkuje armię wrogów dla siebie i systemu politycznego. 

O tym, co się właściwie dzieje, dowiedziałem się w następnych dniach z prasy, telewizji i radia Wolna Europa.

Rozpoczęło się w Warszawie, od okrzyków antyrosyjskich (antyradzieckich) na przedstawieniach „Dziadów” Mickiewicza. Na polecenie władz (od takich poleceń nie było odwołania) zdjęto „Dziady” z afisza. Studenci zorganizowali na terenie Uniwersytetu wiec w obronie przedstawienia. Milicja rozbiła wiec. Rozpoczął się strajk studencki i akcje solidarnościowe, takie jak ta w Gdańsku.

Po kilku dniach władza zmieniła sposób działania. Skutecznie stłumiła rozruchy i strajki. Zaczęto rozwiązywać grupy studenckie i relegować studentów uznanych za prowodyrów.

Na tym nie koniec. Po zakończeniu tzw. Wydarzeń, rozpoczęła się akcja kierowana przez samego Gomułkę. Zaatakowano tzw. syjonistów i rewizjonistów, którzy zagnieździli się w wyższych sferach partyjnych, artystycznych i uniwersyteckich.

Jest pytanie: - Czy wydarzenia marcowe zostały sprowokowane przez władzę? - Dużo wskazuje na to, że tak.

Mogło być tak, że ten scenariusz zrealizowało kilku agentów Służby Bezpieczeństwa. „Niewłaściwy” aplauz na „Dziadach” mógł też pojawić się spontanicznie. Wiec, o którym powiadomiono milicję, to już zorganizowana akcja. Przez kogo? - Do tej pory nie wiadomo.

Skutkiem akcji milicyjnej było rozszerzenie protestów. To musiało być z góry jasne dla tego, kto podejmował decyzję o użyciu milicji. Sprawa została nagłośniona przez kontrolowane i cenzurowane w 100% środki masowego przekazu. Po osiągnięciu pewnego poziomu nagłośnienia, ze studentami poradzono sobie bardzo łatwo. Sposób, w jaki to zrobiono, nie był żadnym genialnym wynalazkiem.

Przy rozszyfrowywaniu zagadek kryminalnych, poszukując potencjalnego sprawcy, zawsze bierze się pod uwagę: - Kto odniósł największe korzyści?

„Korzyścią” władzy, było oczyszczenie partii i okolic z wrogich, a właściwie nie dość subordynowanych elementów. Czystka komunistyczna przeprowadzona w białych rękawiczkach, jeśli porównać z tym, co się działo w niezbyt odległych czasach stalinowskich.

Czyli spisek i prowokacja?

Dziś mamy wielką masę ludzi, którzy głęboko wierzą, że spisek i prowokacja są motorem dziejów. Widzą oni spiski wszędzie, nawet tam, gdzie jest to zupełnie nieprawdopodobne. Rzecz jednak nie w tym, czy była to prowokacja i kto prowokował.

.

Rzecz w tym, że znalazła się rzesza wielka, która dała się sprowokować. Bywa tak, że wystarczy kiwnąć palcem, żeby sprowokować reakcję ludzi. Nie każdą reakcję, tylko taką, która tkwi w tych ludziach i dojrzała do ujawnienia się.

.

Gomułka dał hasło do ataku na syjonistów, co miało oznaczać obywateli polskich pochodzenia żydowskiego, którzy sympatyzują z państwem Izrael, uznanym niedawno za wroga pokoju i socjalizmu.

Komuś młodszemu, kto by czytał dziś te słowa może wydawać się zupełnie nieprawdopodobnym, ale ja do 17 roku życia nie zetknąłem się w ogóle z antysemityzmem.

Na lekcjach historii informacje o Żydach rozpoczynały się i kończyły na Holocauście. Wcześniej były jedynie wzmianki o wyjątkowej tolerancji Polaków dla innowierców, w tym Żydów. Pewne informacje występowały w szkolnych lekturach obowiązkowych, ale nie były komentowane, ani na lekcjach, ani w opracowaniach. Temat ten nie istniał w środowisku młodzieżowym, w którym się obracałem.

Rodzice kilkakrotnie wspominali o Żydach. Mama chodziła przed wojną do gimnazjum w małym miasteczku i wspominała, że miała dobre koleżanki Żydówki.

Kiedyś, gdy byliśmy na wakacjach w górach, rodzice poznali małżeństwo w swoim wieku. Powiedzieli nam, dzieciom, że to Żydzi. Żydzi wyglądali normalnie, nie różnili się od reszty ludzi przebywających w uzdrowisku. Miałem wtedy 8 lat.

Poza tym, może ze dwa razy rodzice powiedzieli, ze ktoś występujący w telewizji jest Żydem. Dotyczyło to aktorów.

Byłem przekonany, że Żydzi zamieszkali w Polsce do 1939 roku zostali prawie doszczętnie wytępieni przez hitlerowców. Większość z tych, którym udało się uratować wyemigrowało do Izraela. Jeżeli gdzieś ktoś pozostał, to jest całkowicie lub prawie całkowicie spolonizowany.

.

Akcję przeciwko Żydom przyjąłem ze zdziwieniem. Wokół Gomułki, a także w prasie, radiu i telewizji było jak się właśnie okazało, wielu antysemitów, którzy przystąpili do akcji, często wykazując się własną inicjatywą. (Inicjatywy nieodgórne była to, w tych czasach, wyjątkowa rzadkość.)

Czy sam Gomułka był antysemitą? Myślę, że raczej nie. Klasyczny polski antysemityzm jest to przekonanie, że Żydzi spiskują przeciwko antysemicie, jego rodzinie i narodowi. Wszelkie porażki swoje i narodowe antysemita przypisuje manipulacji Żydów, którzy jawią mu się, jako coś na kształt mafii sterującej wszystkim (pociągającej za sznurki w teatrze marionetek). Polski antysemityzm jest rodzajem choroby psychicznej, paralelność do objawów schizofrenii jest oczywista.

Ataki na Żydów mają charakter obronny.

Mają zapobiec nieszczęściu, które spotka antysemitę za przyczyną Żydów. Też dokładnie tak samo jak w schizofrenii.

Skąd to się wzięło?

Oczywiście Żydzi sami są sobie winni. Przez prawie 2000 lat, wszędzie stanowili mniejszość. Mniejszości przeważnie wykazują pewną solidarność grupową. Wynika to z tego, że czują się zagrożeni.

Wystarczą minimalne objawy solidarności. Np. gdy jakiś Żyd wykazuje ponadprzeciętne zdolności, to inni Żydzi nie utrudniają mu osiągnięcia sukcesu. Takie zachowanie jest dokładnie zaprzeczeniem tzw. polskiego piekła i jedną z praprzyczyn antysemityzmu.

Wracając do Gomułki. Gomułka nie był władcą całkowicie suwerennym. Musiał być posłuszny tzw. „wskazówkom” radzieckim, ale poza tym był panem życia i śmierci swoich poddanych (szczęśliwie zbyt mocno nie nadużywał swojej władzy).

Psychologicznie wydaje się mało prawdopodobne, aby Gomułka czuł się manipulowany i zniewolony przez jakąś mafię żydowską. Myślę, że miał inną motywację. Chodziło mu o to, że społeczeństwo komunistyczne powinno być monolitem. Używając późniejszej terminologii, obluzowanie nawet jednej cegły w murze, może zaszkodzić budowli. Gomułka miał, oczywiście, duży instynkt polityczny, na co dowodem jest choćby to, że został władcą, i być może zdawał sobie sprawę, albo intuicyjnie wyczuwał, że tu nie chodzi o żaden mur, tylko o domek z kart.

Szykany wobec osób pochodzenia żydowskiego, polegały, przede wszystkim, na nakłanianiu do emigracji.

Wielu wyjechało. Z ludzi, których znałem, przeważnie nikt nie wyjechał. Bardzo nie podobało mi się, że zlikwidowano kilka programów telewizyjnych, które uważałem za dobre. Autorzy, bądź wykonawcy tych programów wyemigrowali.

Po kilku tygodniach, zakończyły się antysemickie ekscesy w prasie, radiu i telewizji.

Podczas studiów nie stykałem się z antysemityzmem. Po studiach pracowałem trzy lata w Warszawie. Tam antysemitów spotkałem wielu, ale to już była połowa lat siedemdziesiątych. Było coś w rodzaju podziemia antysemickiego, ponieważ w tych czasach temat żydowski oficjalnie prawie nie istniał.

Wielki wybuch antysemityzmu nastąpił dopiero wraz z odzyskaniem niepodległości, po 1989 roku.

.

W 1968 roku dowiedziałem się nagle, z telewizji, że jestem rewizjonistą. Przedtem nawet nie znałem tego słowa.

Wydarzenia 1968 roku zmieniły moje poglądy. Muszę się przyznać. - Wcześniej uważałem, że Gomułkowski socjalizm nie jest taki najgorszy. Ma wiele wad, ale gdyby przeprowadzić pewne reformy, to Polska mogłaby się rozwijać w dobrym kierunku, a nawet konkurować z Zachodem.

Myślałem o takich reformach jak: zniesienie cenzury, żeby można było dyskutować przed podjęciem decyzji politycznych. W rzeczywistości chodziło mi o ograniczenie cenzury. Przekonałem się o tym już wkrótce, w związku z tzw. praską Wiosną. Poza tym należałoby wprowadzić wymienialność złotówki. Uważałem, że to można zrobić od ręki. Pierwszy sekretarz powinien sprawować władzę tylko przez określony okres czasu. Potem zastępowany byłby przez kogoś innego. Kadencja trwałaby maksymalnie osiem lat, jak w USA. Jeszcze uważałem, że należałoby sprywatyzować handel. Naiwnie myślałem, że po dokonaniu takich drobnych zmian byłoby już dobrze, a potem coraz lepiej.

Tymczasem okazało się, że o zmianach i reformach nie ma w ogóle mowy.

Rewizjoniści doszli właśnie do władzy w Czechosłowacji. Być może, cała akcja, począwszy od antyradzieckich okrzyków w teatrze, została zaaranżowana po to, aby taka sytuacja nie mogła powtórzyć się w Polsce.

Gomułka wygłosił mowę. Po raz pierwszy od wielu lat nie czytał z kartki. Mowę oglądali w telewizji prawie wszyscy. Zrobiła bardzo złe wrażenie. Na dodatek część partyjnej publiczności, siedzącej na sali, w której przemawiał, skandowała Wiesław (Wiesław to był oficjalny pseudonim Gomułki, pochodzący zdaje się z czasów okupacji), ale druga część sali skandowała wyraźnie Gierek.

Gierek był wtedy sekretarzem wojewódzkim w Katowicach. Nie był nawet drugą osobą w państwie, ale którąś tam z rzędu. Nawet ja wyciągnąłem z tego wniosek, że powstała jednak jakaś partyjna opozycja, stawiająca na Gierka. Zakończyła się akcja. Gierek pozostał na stanowisku. Stąd wniosek, że sprawa pozostała w zawieszeniu.

Po zakończeniu strajków studenckich, odbywały się masowe wiece, najczęściej na stadionach. Na tych wiecach potępiano syjonistów i rewizjonistów. Nie wiem, czy obecność była obowiązkowa. Nie słyszałem, aby ktoś był szykanowany, w jakikolwiek sposób, za odmowę udziału. Frekwencja dopisywała.

Także w moim Liceum odbyła się akcja przeciwko wrogom socjalizmu. Uczniowie mieli uchwalić rezolucję potępiającą studentów.

Mój kolega, ten sam, z którym byłem na obserwacji rozruchów przed Politechniką, zdobył dzień wcześniej tekst rezolucji. Byliśmy dobrze przygotowani. Rzuciłem pomysł, aby wprowadzić drobne poprawki. Pamiętam dwie. Na zakończenie rezolucji był okrzyk „Niech żyje towarzysz Wiesław”. Postanowiliśmy towarzysza Wiesława zamienić na Socjalizm. Przegłosowaliśmy, że hasło powinno brzmieć „Niech żyje Socjalizm”. Poza tym postanowiliśmy dodać zdanie potępiające brutalne akcje milicji.

Rezolucja miała być uchwalana na specjalnych lekcjach, kolejno w każdej klasie, przy udziale dzielnicowego przewodniczącego ZMS-u (Związku Młodzieży Socjalistycznej).

Przed nami kilka klas uchwaliło rezolucję.

W naszej klasie uchwaliliśmy rezolucję z poprawkami. Oryginalny tekst został odrzucony.

Po nas nigdzie nie udało się uchwalić żadnej rezolucji. Przewodniczący ZMS-u został wszędzie wyśmiany.

Akcja była przeprowadzona prawidłowo, byliśmy prawie niewinni. W każdym razie, było wielu znacznie gorszych od nas.

Mimo to, jako przywódca buntu, miałem obniżoną ocenę ze sprawowania.

W szkole pojawiły się także dwie, czy trzy ulotki, 10 x 10 cm. Jedną widziałem przyklejoną na drzwiach. Było prowadzone śledztwo. Byłem jednym z podejrzanych, ale nie miałem z tym nic wspólnego. Winnych nie wykryto.

Nie miałem żadnego współczucia dla poszkodowanych, w wyniku tych tzw. wydarzeń marcowych.

Pisarzy, literatów i dziennikarzy, atakowanych przez Gomułkę, i swoich własnych kolegów, uważałem hurtem za członków komunistycznej elity.

Rozumowałem w sposób bardzo prosty.

Kiedyś przeprowadziłem taką rozmowę. Mój rozmówca bronił znanego poety mówiąc, że gdyby nie napisał wiersza - panegiryku dla Stalina, to oni by go nie wydawali. „A Pana wydają?” - zapytałem.-  „Nie, ale ja nie piszę.” - I właśnie o to chodzi.

Gdyby tego i innych poetów nie wydawano, nie mieliby dochodów z tego tytułu. Literatom, którzy byli posłuszni władzy, powodziło się w PRL- u nieźle, nawet tym, których praktycznie nikt nie czytał.

Po części, moje stanowisko było spowodowane niedoinformowaniem.

Wśród komunistycznej elity było sporo Konradów Wallenrodów, którzy próbowali rozwalać socjalizm od środka. Wierszy Szpotańskiego oczywiście nie znałem. On był jawnym przeciwnikiem, ale skąd miałem o tym wiedzieć.

Tymczasem w Czechosłowacji rozwijała się tzw. praska Wiosna.

Cdn.

.

Adam Jezierski

.