Dzień jak co dzień, czyli z pamiętnika alkoholika

...zszedł na dół i kupił nam 4 piwa - Potem najwyżej się dokupi - powiedział.

 

 

9c6f88791aecc1d2a1e3686ef508c92c.jpg

 

Dzień jak co dzień, czyli z pamiętnika alkoholika

 

Ustawka na 18.30. Jak zwykle się spóźnię. Wsiadłam w autobus, nie jest dziś tłoczno. Oczywiście jadę z Sąsiadem. Po ostatniej wymianie zdań usiedliśmy trochę dalej od siebie. Skierował głowę w stronę okna, ale nie sądzę by dziś obchodziło go cokolwiek. Patrzy raczej ślepo w szybę, to tak jakbym znalazła gówno muchy na monitorze i wlepiała w nie bezwiednie swe spojrzenie. Beznadzieja. Już nie wiem jak mam z nim rozmawiać.

Dojechaliśmy pod „Umytą podłogę”. Wszyscy już dawno kupili browary i czekali tylko na nas. Sąsiad zszedł na dół i kupił nam 4 piwa.

-Potem najwyżej się dokupi- powiedział.

W sumie ja i tak dziś nie chcę pić. No, ale nie będę przecież siedzieć w chacie i przez cały wieczór wysłuchiwać tych jęków.

Dziś pijemy na rampie, bo trochę pada. Dziewczyny kupiły wino. A zamierzałam dużo nie pić. Oczywiście na początek otwieramy to najlepsze, bo trzeba puścić w kółko. A piwo tak w międzyczasie. No, poszło. Meg, Pinka, Sąsiad, Racjonalista, Szary.. Kamcio nie pije, a Martyna dziś tylko piwo. Jeszcze Zielony z Krofem, no to ja już widzę jak do mnie dojdzie. Muszę przechwycić jedną butelkę, bo nawet w głowie mi się nie zakręci. Wezmę ze sobą Martynę, zdecydowanie najbezpieczniejsza opcja. Idziemy za garaż, Martyna ze swoim browarem. Ja nie brałam, bo lipa tak, kiedy obie ręce zajęte, papierosa nie ma jak zapalić. Przechylam butelkę. Pierwszy łyk zawsze tak średnio wchodzi. Ale jak się przeczeka odruch wymiotny, to luz. Teraz to już mi się nawet ciepło zrobiło. Martyna poszła do nich po fajki. Zostałam sama, tylko ja i butelka... I kot. Śmieszny jakiś. Ja i moje winko, moje kochane winko... I taka pogoda się ładna zrobiła... Smaczne. I deszcz jakiś... Ładny. I radiolka..

 

Poważnie policja?!

...

Biegnę... Upadłam.