Dziękuję Ci

I pamiętam kiedy do nas wróciła. Na przekór wszystkim i wszystkiemu. Wbrew wiedzy, wbrew naturze i wbrew, tak zwanemu, zdrowemu rozsądkowi.

 

Pamiętam za dużo. Tyle, że można by napisać bardzo opasłe tomiszcze. I z tego “za dużo” wystrzeliwują czasem takie ogniki, śmieszne światełka, które, choć są malutkie, nietrwałe i takie delikatne, oświetlają los. Są światłem rozświetlającym życie. 

Niełatwe życie.

47a240a7ad04ea8dc4da8e19178bd173.jpg

Pamiętam jak siedzieliśmy sobie nad Odrą. Był czerwiec. I wtedy mi powiedziałaś, że... Że nie jesteśmy sami. Że jest nas już troje...

Pamiętam co wówczas poczułem. Ale... Ale nie, nie potrafię tego opisać.

Kiedy poeta prosi Boga “ Daj mi tu raju spróbować, muszę wiedzieć czy mi smakuje”, ja wiem, że go spróbowałem. I wiem co to znaczy szczęście. Niewyobrażalne szczęście, które wymyka się słowom.

1cc2789e911c634d997ea4e86dce4770.jpg

Pamiętam kiedy, po paru latach, zobaczyłem ją podłączoną do respiratora, otoczoną siecią kabli i rurek z igłami powbijanymi w czaszkę. Pamiętam rozłożone ręce lekarzy, piekielny szum aparatury i Ciebie zastygłą jak głaz. Wtedy dotknąłem piekła. I nie chcę, nie chcę już nigdy, nie chcę tam wracać. Za żadną cenę. Za żadną...

I pamiętam kiedy do nas wróciła. Na przekór wszystkim i wszystkiemu. Wbrew wiedzy, wbrew naturze i wbrew, tak zwanemu, zdrowemu rozsądkowi.

0a6a2bd204551322ef4f2c1a974ac5db.jpg

Pamiętam jak nie mieliśmy nic na śniadanie dla dzieci. Tylko dlatego, że nie skurwiliśmy się w pracy i nie przedłużono z nami umowy.  I pamiętam trumfujacą minę tej pani, która powiedziała nam wprost, że “ na tym terenie pracy na pewno nie znajdziemy”. Trzeba przyznać, że słowa dotrzymała...

2b1a49b76eb956c8e90b85833639c4bd.jpg

Pamiętam jak nas dobrzy ludzie okradli w Anconie. Jak spaliśmy w przydrożnym rowie kiedy skończyło się paliwo i trzy dni jedliśmy nektaryny kradzione na plantacji...

Pamiętam kąpiel w alpejskim strumieniu kiedy moje majty popłynęły do morza a ja zostałem jak mnie Pan Bóg stworzył i w tym odzieniu biegłem do samochodu... I Twój śmiech. Ba! Twoje pokładanie się ze śmiechu na ten ucieszny widok...

Pamiętam kiedy pichciłaś śliwkowe powidła i zasnęłaś na krześle w kuchni, którą właśnie pomalowałem przecudnie. I huk, dym, katastrofę... I śliwki na ścianach, meblach i suficie...

Pamiętam...
Pamietam...

Bo wiesz, to już nasza, kolejna rocznica. 

ac22ee5d6d107199b4de045030c27506.jpg

A ja wciąż tak bardzo, tak bardzo Cię kocham.

PS
Uprzejmie donoszę, że lodówką właśnie szlag trafił i całą zawartość zamrażarki też. Jak wrócisz z pracy radość Twa będzie ogromna...
Tak, wiem, mówiłaś. Ble, ble, ble...
:-)