Dzieci ulicy

Z domów wygania je strach i głód, żeby żyć, muszą żebrać, kraść lub... sprzedawać swe ciało pedofilom.

 

 

                         Dzieci ulicy ...

 17649d78043a09e03761f87f9a25acab.jpg

Dzieci tej brudnej ulicy, nikt tu z nimi się nie liczy.
Zostawione same sobie, ojciec pije, matka w grobie.
Wychowują je te bloki, kumple jedną rodziną.
Tutaj rządzi prawo pięści, twarde pięści tu nie zginą.

Bez dzieciństwa, bez miłości, bez nadziei, bez przyszłości, bez śniadania, bez kolacji,
 bez opieki, bez wakacji, bez pieniędzy i bez marzeń, bez rodziny,
pełni wad, nie pieści się z nimi świat.

Odstawione na margines, nikt problemu ich nie widzi.
Są pomiędzy złem i dobrem, małe dzieci, mały problem.
Wszyscy o nich zapomnieli, bo wygodnie, bo tak chcieli.
Ale kiedyś z młodych gniewnych, wyrosną starzy wkurwieni.

Przypomną o sobie w bramie, w zaułku tej ulicy.
Dasz nam teraz czego chcemy, albo siłą to weźmiemy.
 

 Dzieci brudnej ulicy...

Z domów wygania je strach i głód, żeby żyć, muszą żebrać, kraść lub... sprzedawać swe ciało pedofilom.

 Według definicji przyjętej przez radę Europy, "dzieci ulicy" to dzieci poniżej 18 roku życia, które przez krótszy lub dłuższy czas żyją w środowisku ulicznym. Żyją przenosząc się z miejsca na miejsce, nawiązując kontakt z grupą rówieśniczą lub innymi osobami na ulicy. Oficjalny adres tych dzieci to adres rodziców lub jakiejś instytucji socjalnej. Dzieci te mają słaby, lub żaden kontakt ze swoimi rodzicami, z przedstawicielami szkół i instytucji wspomagających, które ponoszą za nich odpowiedzialność.

Ale czy tę definicję możemy przyjąć do polskich warunków?
 Pomoc dzieciom ulicy ma zarówno w Polsce, jak i w całej Europie wieloletnie tradycje.
  
5b49398a2fe7b7deb99b5aa5e93dfe20.jpg
Pojęcie dzieci ulicy pojawia się w piśmiennictwie już na początku ubiegłego stulecia. Określano nim wówczas dzieci głodne, żebrzące, włóczące się, bezdomne, sieroty wojenne, dzieci z rodzin żyjących w biedzie.

Również dzisiaj problem dzieci ulicy obecny jest zarówno w Europie, jak i Ameryce, Azji, Afryce - prawie wszędzie na świecie. Według danych szacunkowych Rady Europy liczba dzieci ulicy na całym świecie sięga 100 mln .

Nad ok. 13% dziećmi w wieku 3-18 lat właściwie nikt nie czuwa.

To dzieci ulicy, "bezprizorni". Na ulicy pracują, bawią się, nawiązują znajomości, przechodzą "przyśpieszony kurs dojrzewania". Zaniedbania ze strony rodziców, nie zaspokajanie ich podstawowych potrzeb nie tylko materialnych ale też emocjonalnych, jest powodem szukania przez młode osoby innych, także nieakceptowanych społecznie sposobów realizacji swoich potrzeb.

LICZBY ...

 Statystycznie rzecz biorąc, najmniej osób ubogich jest w Szwecji (9 proc.) i w Czechach (10 proc.). Średnia dla 25 krajów UE (bez Rumunii i Bułgarii) to 16. Polski próg ubóstwa obliczono na 1520 euro dochodu. Polska znalazła się więc w czołówce państw Unii Europejskiej, w których odsetek dzieci zagrożonych ryzykiem ubóstwa jest najwyższy.

Jak wynika z opublikowanej w 2007 r. przez resort Pracy i Polityki Społecznej informacji, blisko 7 proc. Polaków żyje w skrajnym ubóstwie, a sytuacja finansowa co trzeciej rodziny nie pozwala jej przygotowywać pełnowartościowych posiłków.
W Polsce aż 29 proc. dzieci żyje w biedzie. To najwięcej wśród wszystkich krajów Unii Europejskiej.
Według różnych szacunków w całej Polsce są aż 124 tysiące dzieci, które cierpią głód.

W terminologii międzynarodowej wśród dzieci ulicy wyróżnia się kilka kategorii:

  • street working children – dzieci, które pracują na ulicy, ale utrzymują kontakt z rodziną i zazwyczaj wracają tam na noc;
  • street living children – dzieci, które mieszkają i pracują na ulicy i prawie nie utrzymują kontaktu z rodziną;
  • children at risk – dzieci, których warunki życia dalekie są od postanowień Konwencji o Prawach Dziecka, ciężko pracują lub przebywają w więzieniach

Ewa, 16 lat

"W wakacje pojechałyśmy z kumpelą w Bieszczady. Na dworcu w Krakowie podszedł do nas facet i zapytał, czy mamy gdzie spać i co jeść. Zaprosił nas na lody do McDonalda, ale powiedziałyśmy, że zaraz odjeżdża nasz pociąg, więc odszedł. Widziałyśmy, że zagaduje dwie inne, młodsze od nas dziewczyny i że... one z nim poszły. Nie mam złudzeń, o co chodziło. To straszne!"

W grupie raźniej
 Dzieci ulicy żyją z reguły w grupach, bo wtedy łatwiej jest im przetrwać. Mają swój kodeks moralny: nie kapować, nie okradać swoich, dzielić się żarciem i forsą. Za trzy przewinienia wypada się z grupy. Można wtedy przychodzić na wspólny nocleg, ale nie dostanie się ani jedzenia, ani papierosa i nikt komuś takiemu nie pomoże, jeśli będzie mu się działa krzywda. Twierdzą, że w grupie jest bezpieczniej i weselej. Ktoś przychodzi, ktoś odchodzi, niektórzy znikają na zawsze... Najbardziej ryzykują ci, którzy działają w pojedynkę, wtedy często padają ofiarą pedofilii albo przydarza im się inne nieszczęście.

68a1d3c8f6bdc2c3344f18b9a4514c4e.jpgŚpią w piwnicach, na klatkach schodowych, pod mostem, na rurach z ciepłą wodą, w opuszczonych fabrykach albo na terenie ogródków działkowych. Niektóre na noc wracają do swoich domów. Czasem łapie ich policja i odwozi do pogotowia opiekuńczego, z którego często rodzice nie chcą ich nawet odbierać. Wtedy idą do domu dziecka albo do poprawczaka, skąd też po jakimś czasie uciekają. Większość z nich jest znana i policji, i personelowi pogotowi opiekuńczych. Zarabiają żebrząc, odprowadzając wózki przy supermarketach, myjąc szyby samochodowe lub kradnąc. Z reguły piją alkohol i wąchają klej. Wielu - zarówno chłopców, jak i dziewcząt - sprzedaje usługi seksualne. Po roku, dwóch spędzonych na ulicy są już bardzo mocno zdemoralizowani. Mimo to wiele organizacji w Polsce i za granicą próbuje im pomóc.

W bramie na warszawskiej Pradze stoją: Małgosia, Adam i Kary. W dłoniach papierosy, spojrzenie spode łba. Kary pluje na ziemię. Nikt nie chciałby spotkać ich w ciemnej ulicy. Znają trójkąt bermudzki (zbieg trzech niebezpiecznych ulic) jak własną kieszeń - zasikane bramy, piwnice i okoliczne meliny, gdzie można kupić papierosy na sztuki i alpagę. Za pan brat są też z policją i kuratorem sądowym. Kary i Adam dawno olali szkołę, Gośka jeszcze w niej bywa, ale bez przekonania. Mają po kilkanaście lat i większość czasu spędzają na ulicy, bo w domu czekają tylko pijani i awanturujący się rodzice. "Gdy wracam wieczorem, najpierw nasłuchuję pod oknem. Jak starzy mają imprezę, idę spać do piwnicy, na węgiel..." - mówi Gośka.

Prawo dżungli

 Opowiadanie  o Marcie:

 "Była zwykłą nastolatką. Miała własny pokój, fajne ciuchy. Ale darła koty z rodzicami, popalała i zawalała szkołę. Kiedy skończyła 14 lat, pierwszy raz dała nogę z domu. Znaleziono ją. Potem jeszcze dwa razy uciekała i wracała. Uzależniła się od narkotyków. Z czwartego gigantu już nie wróciła...". Nikt nie wie, co się z nią stało. Może nawet już nie żyje. A jeśli żyje, to pewnie gdzieś na dworcu albo w bramie...

Patologiczny dom, bieda - to często wypędza dzieciaki na ulicę. Ale trafiają tam też nastolatki z dobrych rodzin, które akurat przeżywają jakieś zawirowania.

Początki zatem bywają różne, finał ten sam - ulica. I często dno. Bo tu mają szansę przetrwać tylko najsilniejsi. Głód, zimno, samotność szybko dają się we znaki.

Takie nastolatki zarabiają, jak mogą: żebrzą, odprowadzają sklepowe wózki, myją szyby samochodowe lub kradną. Żyją w grupach, bo to daje im poczucie bezpieczeństwa" - Grupa dużo daje, ale i sporo wymaga. Picie alkoholu i wąchanie kleju to niezbędne minimum, aby zostać zaakceptowanym. Czasem trzeba posunąć się dalej, np. do kradzieży. Tak powstają gangi...

Opowiada 17-letni Andrzej, dresiarz, przestępca

Mieliśmy ekipę, zajmowaliśmy się wszystkim - od drobnych wałków i przekrętów, po wymuszenia, haracze i kradzieże aut - Potrafiłem w tydzień zrobić kolesi na 20 baniek! Szło kupić zaj...sty dres i jeszcze coś zostawało". Miał wtedy niecałe 16 lat.
Nie chodził do szkoły, tylko pakował, faszerował się sterydami. "Łykałem czopsy i lajty (ekstasy i lekkie narkotyki - red.). Gdybym nie przestał, pewnie bym już nie żył.

Wielu nastolatków z ulicy wchodzi na drogę przestępczą. Potem lądują w więzieniu albo poprawczaku.
Na co dzień mają do czynienia z alkoholem, przemocą, przekleństwami. Nie znają innych opcji. Często chodzą głodne, bo rodzice piją na umór".

Seks za kanapkę 
Żebranie, kradzieże i napady to nie jedyny sposób, by utrzymać się na powierzchni. Zawsze można jeszcze sprzedać... własne ciało. Na głód czy uzależnienie dzieci czyhają pedofile. Młodociani ulicznicy prostytuują się, by zdobyć pieniądze lub jedzenie, ale na Dworcu Centralnym w Warszawie dzieci robią to nawet za żetony do automatów i ciastka. Niektóre świadomie decydują się na taki krok, inne padają ofiarami wykorzystania lub gwałtu. Pedofil widząc zagubione, głodne dziecko, proponuje mu pomoc - zaprasza na obiad, oferuje nocleg, ubranie...

Pomoc oczywiście nie jest za darmo. Ceną jest seks. Bywa, że dziecko nie zdaje sobie z tego sprawy. Gdy już zorientuje się, o co chodzi, czasem nie zgadza się. Dzieciaki od dawna żyjące na ulicy potrafią wyczuć nieczyste intencje. Z wykorzystywaniem seksualnym mogły zetknąć się choćby w domu, np. kiedy pijany kolega mamy dobierał się im do majtek. Ofiarami gwałtu padają dzieci z dobrych rodzin, bardziej naiwne i ufne" - dodaje. Te z rodzin patologicznych idąc z mężczyzną do toalety, z reguły już wiedzą, o co chodzi.

Nadzieja

Czy jest szansa, żeby wyjść z bagna i zacząć normalnie żyć?

Czy każdy dzieciak, który trafi na ulicę, musi skończyć jako przestępca, ćpun, alkoholik, żul?

 Nie można dłużej czekać i szukać kolejnych uzasadnień powodów nie podejmowania działań. Problem "dzieci ulicy" sam się nie rozwiąże.

Janusz Korczak w jednej ze swoich publikacji przedstawił postulat pod adresem społeczeństwa, który i dziś jest aktualny :

"Bezczyn jest wynikiem brudnego egoizmu lub skutkiem powierzchownego rozumowania (...)
Kto pogniewa się na tych ludzi za to, że nie są podobni do wyśnionego ideału. (...)
Tak, ciemni są oni, prości, rażą nas na każdym kroku: mową, czynami, brakiem oświaty i ogłady, ale spójrzmy na nich przez pryzmat miłości (...), wówczas razić przestaną".
 

 

Czy jest ktoś, komu można pomóc dziś
Czy jest ktoś, kto zrozumie walkę ich
Ciężar dnia smutek noszą w sercach swych
Największym marzeniem ich jest żyć tak jak my
....Pomóż wstać, pozwól iść, podaj rękę swoją dziś
otwórz się, kochaj je!

828d681a67786046377fa3bedb90e3c4.jpg 

Czy jest ktoś, kto liczy dobre dni
Czy ten ktoś zawinił życiem swym
Ciężar dnia smutek noszą w sercach swych
Największym marzeniem ich jest żyć tak jak my......

Pomóż wstać pozwól iść podaj rękę swoją dziś
otwórz się, kochaj je!  

 Bieda dotknąć może każdego. Nie możemy być pewni tego, co będzie jutro, jak potoczy się nasze życie. Nie możemy mieć pewności co do tego, czy następnego dnia będziemy mieli jedzenie i dom. Bieda czasami przychodzi niespodziewanie i nie z naszej winy. Najgorsze jednak jest ubóstwo, które dotyczy najmłodszych mieszkańców świata - dzieci. Nie chcemy, by nasze dziecko narażone było na biedę i głód. Lecz mimo największych starań i wszelkich możliwych zabezpieczeń, może zdarzyć się, że nasze dziecko wyląduje na ulicy. Problem dzieci, które żyją na ulicy, nie jest czymś obcym nam. W każdym bowiem miejscu spotkać możemy biedne dzieci, których domem jest ulica. Czasem mając nawet domy, dzieci te nie chcą do nich wracać. Wolą spędzić czas wędrując po ulicach. Są to biedne dzieci, którym należy pomóc.

Trudno mi jest przejść obojętnie obok takich dzieci ale wiem, że nie mogę im pomóc, nie mogę dla nich nic zrobić, tak bardzo  chciałabym  aby ich nie  było na ulicach każdego miasta i miasteczka.....jestem bezsilna.!

Mogłam tylko tutaj  wspomnieć dziś  o ich istnieniu, problemach i cierpieniu .......

ONE TEŻ POTRZEBUJĄ MIŁOŚCI !

 

 

 

Linki:
wykorzystałam kilka zdjęć : Darka Jedzok