Dzieci to skarb, który trzeba chronić...


Dziś, a właściwie wczoraj w nocy, nagle przypomniałam sobie moje liceum... Nie mogłam zasnąć i aż do 3.30 oglądałam stare zdjęcia i wspominałam dawne czasy. Dlaczego? Nie wiem... choć może wiem...

 

 
LICEUM 
czyli polski i historia -  mój koszmar...

 

Chodziłam do Liceum Ekonomicznego, ponieważ po klasie 8 nie wiedziałam dokładnie, kim chce być. Zawsze kochałam matematykę, a nie wiedziałam, czy będzie rodziców stać na studia (pochodzę z małej wsi). Wybór padł na "ekonomik". I faktycznie, czułam się w nim, jak ryba w wodzie.  Wydawało mi się, że jestem w 100% umysłem ścisłym...W liceum zatem wybrałam profil "rachunkowość i finanse" plus, ku mojej rozpaczy, rozszerzony niemiecki. I do tego moja wychowawczyni była germanistką, a dyrektor uczył nas historii - gorzej być nie mogło... Tak myślałam do czasu, gdy napisałam moją pierwsza "pracę klasową" z polskiego... Okazało się, że jestem zbyt dużą indywidualistką, jak na ramy tej szacownej uczelni i nerwy mojej pani prof. od języka polskiego. Dziwna sprawa, na polskim zawsze słyszałam komentarz, że moje prace i wypowiedzi są zwięzłe, ubogie językowo, koszmarne stylistycznie i za mało w nich oryginalności. Za to na matmie, jeszcze w podstawówce, mój ukochany nauczyciel zwykł mawiać: "Matysiak, czy ty raz mogłabyś wyliczyć zadanie najprostszą metodą zamiast szukać swojej własnej drogi! To nie polski, żeby błądzić po wyżynach myśli!"... Do dziś tego nie rozumiem... 

.

 

Ale wróćmy do opowieści.. Przez rok, tak mi się wydaje z perspektywy czasu, moja polonistka rwała włosy z głowy. Sytuację pogarszał fakt, że w naszej klasie była słynna w całej szkole Katarzyna C. - redaktorka, z tego co pamiętam, gazetki szkolnej, liderka koła polonistycznego, niepokorna, z tradycjami rodzinnymi, nadzwyczaj utalentowana polonistycznie. Jej prace za każdym razem były odczytywane publicznie jako wzór dla nas szaraczków... Gdy rozmawiałam z Kasią, zazwyczaj potrzebowałam słownika trudnych wyrazów, bo jak podkreślał nauczyciel historii - znałam tylko 500 słów... Całe 4 lata liceum, każda lekcja języka polskiego była dla mnie koszmarem i stresem... Za każdym razem miałam inne zdanie niż większość uczniów i totalnie inne niż wspominana Katarzyna C. I za każdym razem ona dostawała celujący, a ja trzy... (chyba tylko raz moja praca otrzymała 5 i raz została przeczytana).
.

 

I wtedy moja polonistka zrobiła najmądrzejszą rzecz pod słońcem. Pewnego pięknego dnia, po kolejnej mojej słynnej trójce z rozprawki zaproponowała, żebym zaczęła pisać pamiętnik... Miałam zapisywać wszystko, co mi przyjdzie do głowy i zacząć wreszcie czytać lektury. Posłuchałam jej - tzn. odnośnie pamiętnika, z lekturami było już znacznie gorzej... 

 

.

 

Zapisywałam moje myśli przez kolejne lata, coraz bardziej otwierając się na słowa, czytałam różne książki, szukałam swojego zdania i ku rozpaczy mojej polonistki, zawsze je prezentowałam podczas lekcji. Już do rangi legendy urosły moje spory o Judyma z "Ludzi bezdomnych" lub słynna odpowiedz na pytanie: "Co poeta miał na myśli"  - "nie wiem, nie powiedział mi osobiście".

 

.

Ale koniec końców, na maturze otrzymałam 5 - mała zemsta na dyrektorze ;) Nie dałam mu satysfakcji krytykowania mnie na ustnej ;), choć myślę, że pod koniec IV klasy znałam już więcej, niż jego wymyślone słynne 500 słów ... Lata walki o swoje ja (głownie z Katarzyną C.) też przyniosły efekty - dziś już nikt nie wmówi mi, że jestem gorsza od innych. Choć oczywiście na studiach burzliwie przezywałam kompleks pt.  "Basia B". Dziś wiem, kim jestem i nie muszę niczego udowadniać. Nie żyję już w cieniu, ale "buzię wystawiam do słoneczka"...

c1d85f82476665636e633fcec3de6d7e.jpg
I klasa - najmilej wspominam właśnie podstawówkę, no może poza lekcjami w-f ;)


Dlaczego to piszę? Bo dopiero z perspektywy czasu dostrzegłam, że w życiu potrzeba pozytywnej motywacji. Dziecko, któremu będziemy powtarzali, że jest do niczego, że nie potrafi i nie nauczy się nigdy, rzeczywiście się nie nauczy. Potrzebujemy kogoś, kto nam pomoże stawić czoło rzeczywistości, nie możemy być sami. Niestety bardzo często wyniki i oceny są najważniejsze. W świecie ogarniętym "wyścigiem szczurów" ważne są osiągnięcia i nieustanne porównywanie do innych. Dla mnie to bzdura!!! Nigdy się nie zgodzę z tym! Każdy z nas jest najwartościowszym człowiekiem na ziemi... Dlaczego muszę stawać na starcie i biec? Trzeba żyć swoimi ideałami, dla siebie, odkrywać wciąż na nowo siebie i spełniać swoje marzenia, nie innych... Otóż NIE MUSZĘ biec w "wyścigu szczurów"! A niech sobie Basia pisze książki i robi doktorat, a niech inni zajmują się plotkowaniem i śledzeniem cudzego życia. Jeśli komuś to poprawi samopoczucie, nich podpisuje się imieniem i nazwiskiem pod cudzymi osiągnięciami... Jego sprawa...

.

 

Ważne jest tylko jedno, aby dzieciom dać wsparcie, którego może sami w szkole nie otrzymaliśmy. Gdyby mi ktoś w szkole powiedział, że nie jestem gorsza od Kasi C., nie musiałabym stracić tyle czasu na zrozumienie, że życie jest piękne, nawet jeśli znasz 500 słów... Na szczęście spotkałam w życiu wspaniałych ludzi, którzy towarzyszyli mi podczas trudnych zmagań szkolnych. W podstawówce - mój matematyk, w liceum - pani Profesor od rachunkowości, na studiach - mój dziekan, a podczas pierwszych lat  w zawodzie nauczycielki - p. Marek - szef z drugiej pracy. Każdy z nich był moim przewodnikiem na jakimś odcinku drogi, zwanej życiem.
.

 

Pewnie powiecie, że to, czego doświadcza uczeń  w szkole jest nieistotne, bo czym się może przejmować dziecko? Należy od niego wymagać i tyle.  Przecież każdy wie, że jest wartościowy, a w życiu liczą się osiągnięcia i średnia.  Czyżby? A jednak czasem to, co mówią nauczyciele głęboko "siedzi" w dziecku i dopada nas, gdy się tego nie spodziewamy... Przykład? Kilka dni temu byłam na "imprezie". Oczywiście poznałam wielu nowych ludzi... Kiedy zobaczyłam jedną dziewczynę i przez chwile posłuchałam, o czym mówi, ni stąd ni zowąd, pojawiło się dziwnie znane uczucie - "nie jestem taka super jak ona". Al nagle pojawił się wielki znak STOP - "Nie, faktycznie nie jesteś taka jak ona, bo jesteś sobą, tylko to się liczy - być zawsze sobą, słuchać siebie, lubić siebie i żyć zgodnie ze swoim wnętrzem".
.
Dziękuję moim mentorom, których spotkałam na drodze szkolnych potyczek nie tylko polonistycznych :) Kochani nauczyciele, bądźcie dla dzieciaków przede wszystkim wsparciem...
.

Dzieci to skarb, który trzeba chronić... Trzeba uważnie słuchać i pomagać im stawiać pewne kroki ku samodzielności...


Anna M.