Droga znaczy wybór?

Ktoś mądry powiedział kiedyś, że nasze życie polega na ciągłym dokonywaniu wyborów. To prawda.  Co kilka kroków napotykamy rozwidlenie dróg. Problem polega na tym, że nie zawsze drogę obieramy dobrowolnie. Często zdarza się tak, że zostajemy wepchnięci na jedną z nich lub tylko jedna jest dla nas dostępna.

Temat drogi- motywu tak często pojawiającego się w literaturze jest bardzo rozległy. Dlatego ja zawężę go nieco. Przedstawię problem z perspektywy maturzysty- przyszłego studenta.

To prawda, wiele zależy od niego. Może zadecydować o tym, jakie przedmioty na egzaminie dojrzałości będzie zdawał i ile wysiłku w naukę do matury włoży.

Tak… ale pozostają inne czynniki. Bo co jeśli nauczyciel przedmiotu, który uczeń chce zdawać otwarcie mówi mu, że nie przygotuje go do egzaminu. Pomyślicie: niech idzie na kurs… A co jeśli go nie stać? Niech wybierze inny? Czyli nie może zadecydować…

Albo przyjmijmy, że maturzysta powziął decyzję- będę się pilnie uczył. Tylko, że kogo to obchodzi? Rodzinę? A co, ma się wyprowadzić żeby nie przeszkadzać?

Jednakże w naszym plebiscycie na czynniki negatywne pierwsze miejsce zajmuje stres i choroba. Co że umie, rozumie, uczył się, chodził na kursy, kiedy nie może się skupić, bo wciąż musi wycierać nos, bo boli głowa, albo ma tak spocone ze strachu ręce, że ledwie utrzymuje w dłoni długopis. Sam zdecydował, że taki ma charakter, że przeżywa, albo, że akurat dopadła go grypa?

Ale nie o tym chciałam tak naprawdę mówić. Przychodzą wynik, później rekrutacja i znów wyniki. Nie! Moment! Cofnijmy się. Nawet przy rekrutacji wybór ucznia jest ograniczony od zawartości portfela. Jeden ma otwarte bramki do czterech życiowych dróg następny jedną, a jeszcze inny musi zostać na rozstaju.

A teraz wyniki rekrutacji. Pojawiają się szlabany na drogach. Wybiera się tę otwartą. Nie ważne czy spełnia się marzenia, czy ma się dryg w danej dziedzinie- od kiedy matura sprawdza podejście do dzieci przyszłego nauczyciela?

Zostały już nie cztery, a dwie drogi. Już niewyśnione, a będące drogą krzyżową. I tu uczeń nie może zdecydować. Bo musi pamiętać. Czy stać go na studiowanie filozofii, czy też powinien wybrać kierunek gwarantujący znalezienie pracy. Czy może liczyć na wsparcie, gdy braknie mu sił, czy lepiej nie ryzykować. A może ktoś inny zadecyduje, bo taka jest tradycja w rodzinie, że każdy syn jest lekarzem, a córka prawniczką.

A więc wybór to tylko fikcja? To „wybieranie z dwojga złego”? Cóż… tak często bywa i nawet najwytrwalsi, najbardziej uparci i zdolni do poświęceń musza się zadowolić resztkami ze stołu życia.