Dowody na istnienie diabła

Wielu nie wierzy w jego istnienie, bo wydaje się to takie niewspółczesne, a jednak dowody mówią same za siebie.

 

Przeprowadzałem kiedyś ankietę na temat orientacji religijnej społeczeństwa. Odwiedzałem mieszkańców jednego z łódzkich osiedli, zadając im po kilkanaście pytań. Pierwsze dotyczyło tego, czy wierzą w Boga. Niemal 100 proc. pytanych odpowiedziało twierdząco. Znaczy — wierzący. Drugie pytanie brzmiało: czy wierzysz w Jezusa Chrystusa? Tu prawie 90 proc. odpowiedziało, że tak. Znaczy — chrześcijanie. Jednak któreś z kolejnych pytań dotyczyło ich wiary w istnienie diabła. I tu, ku mojemu zaskoczeniu, tylko połowa z deklarujących bycie chrześcijanami odpowiedziała, że w to wierzy.

Paradoksy

Pominę już analizę, jak to możliwe, żeby chrześcijanie — a więc osoby wierzące w Jezusa Chrystusa i opierające swoją wiarę na Jego Słowie, Biblii — nie wierzyli w istnienie przeciwnika Bożego. Przecież sam Jezus w to wierzył, gdy mówił: „Widziałem, jak szatan, niby błyskawica, spadł z nieba”1 albo: „Biada ziemi i morzu, gdyż zstąpił do was diabeł pałający wielkim gniewem, bo wie, iż czasu ma niewiele”2. To nawet nie była wiara, a wręcz wiedza, skoro powiedział „widziałem”. Wychodzi na to, że Polakom dość łatwo przychodzi wiara w Jezusa, ale już trudniej uwierzyć w to, co mówił. Mówiąc jeszcze prościej — wierzy się w Niego, ale nie Jemu.

Ważniejsze jednak niż powyższy paradoks są konsekwencje takiego stanu rzeczy. Bo skoro uznaje się istnienie Boga, a jednocześnie odrzuca istnienie jego przeciwnika, to jak poradzić sobie z obecnością w naszym świecie zła w najbardziej odrażających jego przejawach albo nieszczęść, kataklizmów na masową skalę? Kogo uznać za to odpowiedzialnym? Już nawet nie o to chodzi, czy Bóg jest sprawcą, ale że na to pozwala, nie reaguje. Dzieją się wokół nas rzeczy, które w normalnym ludzkim umyśle nie mogą się pomieścić. Jeśli Boga nie ma, to trudno, taki już widać nasz los. Ale jeśli jest, to dlaczego — jak twierdzi wielu — milczy i nic nie robi? Jak się wyparło ze świadomości istnienie Bożego przeciwnika, siewcy zła — bo to takie niewspółczesne, pachnące średniowieczem, żeby nie powiedzieć siarką — to nie ma się co dziwić, że rosną szeregi tych, którzy zniechęcają się do Boga. Ich zdaniem jest On albo wyjątkowo nieczułym na ludzką krzywdę milczkiem, albo wcale nie jest taki wszechmocny, jak się o Nim mówi.

Dowody

Wiele lat temu wpadła mi w ręce znakomita książka pod arcyintrygującym tytułem: 36 dowodów na istnienie diabła3. Autor nadał jej ciekawą formę — 36 krótkich listów diabła do dziennikarza, w których szatan dowodzi swojego istnienia i działania w naszym świecie.

Na początek ów książkowy diabeł kpi sobie z ludzkich o nim wyobrażeń: o rogach, kopytach i ogonie, które jedynie sprawiają, że coraz mniej ludzi w niego wierzy, co zresztą jest mu na rękę. Dalej z satysfakcją stwierdza, że zaczyna mieć coraz więcej wolnego czasu, bo ludzie sami, bez namawiania, robią to, co on chce. Potem przechodzi do dowodów — przejawów swojego działania w świecie. Wszystkich nie sposób wspomnieć, ale o kilku trzeba.

Diabeł chwali się swoimi poprawnymi i swobodnymi stosunkami z ludźmi nauki. Najbardziej chwali ich za... naiwność i nieodpowiedzialność, pozwalającą im dokonywać śmiercionośnych odkryć i wynalazków, w złudnym przekonaniu, że nikomu nie stanie się krzywda. Autor, ustami diabła, szyderczo poleca im na patrona Poncjusza Piłata, który dla umycia rąk mógłby im użyczyć swojej miski, a diabeł — mydła.

Dalej książę ciemności  wymienia sztukę (literaturę, malarstwo, muzykę, teatr, film), z której wieje chłodem, jeśli nie mrozem; która nie jest w stanie nikogo niczym wzruszyć; której twórcy jedynie zniekształcają rzeczywistość. Do tego dorzuca media zalewające nas potokami słów, w których te znaczące giną w powodzi nic nieznaczących. Informacja za informacją, nieselekcjonowana, po wielokroć powtarzana, goniąca jedna drugą, niepozwalająca na jakąkolwiek dłuższą refleksję — wszystko to zagłusza ludzkie myśli, sprawia, że na wszystko wzruszamy ramionami, prowadzi do znieczulicy. I to go najbardziej cieszy.

Jego zdaniem w XX wieku tak otrzaskaliśmy się z trupiarnią, kacetami, ludobójstwem, że potrzeba nam miliona umarłych, żebyśmy mrugnęli okiem, tkwiąc w naszych „kojcach z betonu przed jednookim pudłem, które swoim ekranem odgradza (...) [nasze] sumienia od świata na zewnątrz”2. Miniony wiek, w którym zabijano jak w żadnym innym, wraz z wybuchem bomb atomowych, które spadły na Hiroszimę i Nagasaki, zdmuchnął z ludzkich serc wszelką litość.

Relacje międzyludzkie oparte są obecnie na zasadzie wzajemnej obojętności. Na krótko ludzi wyrywa z niej informacja o tragicznym losie dręczonych i pobitych dzieci, ale losu dzieci zabijanych masowo w cieniach ginekologicznych gabinetów już się nie zauważa, albo nie chce widzieć.

Dalej rozmówca dziennikarza cieszy się, że ludzie są mu obecnie tak ochoczo posłuszni, że nawet nie musi ich za bardzo kusić. Kuszą się bowiem „nawzajem, mnożąc dookoła siebie obfitość dóbr, które są przedmiotem pożądania, a nierówności przy ich podziale budzą u jednych furie żądzy, a  u drugich furie gniewu”5

Jego radość wywołuje fakt, że choć ludzie nie znoszą mówić o grzechu, to namiętnie praktykują kilka głównych. Gniew, który każe im zawsze w innych widzieć przyczynę własnych nieszczęść. Chciwość, która nie pozwala zrezygnować z najmniejszej cząstki siebie, by podzielić się sobą z drugim człowiekiem. Łakomstwo, które sprawia, że ludzie obżerają się do bólu, a mimo to uważają, iż to jedynie niewinna słabostka. Pożądanie, które serwowane jest niemal w każdym filmie i to coraz młodszym widzom. Lenistwo — zwłaszcza intelektualne, zwalniające od myślenia. Pychę, która powstrzymuje ludzi przed zaangażowaniem się w prawdziwą miłość.

Kolejny dowód swojego istnienia i działania diabeł (autor) dostrzega w wykolejonej moralności, która straciła wszelką orientację. W efekcie ludziom wszystko się pomieszało. To, co wczoraj było złe, dziś jest dobre, co było dobre, jest dziś złe. Przykładem są choćby zboczenia obyczajowe, w których ludzkość robi piorunujące postępy. Do tego stopnia, że próbuje się na nowo odczytywać Pismo Święte, by nie widzieć tego, co jest tam wyraźnie napisane6.

Następny dowód to narkotyki — sposób na ucieczkę z tego świata bez konieczności podejmowania jakiejkolwiek podróży, dostępny już dla dzieci. Dorośli też mają swoje narkotyki, niektóre nawet legalne, jak część leków i używki, i też sobie nie żałują. Dawniej Karol Marks mówił, że religia to opium dla ludu, dziś to opium stało się religią dla ludu.

Dowodem jest też to, że nie mając ochoty na myślenie, refleksję nad otaczającym światem, zjawiskami, które w nim zachodzą — ludzie zaczęli twierdzić, iż obiektywizm jest niemożliwy, a wszystko jest względne. W konsekwencji niczego nie można być pewnym, a zwłaszcza tego, że coś jest prawdą, i odwrotnie — że coś na pewno jest błędem.

Ostatni z dowodów wymienionych w książce ma formę pytania i odpowiedzi.  Co by było, gdyby szatan był faktycznie, tak jak mówi Pismo Święte, księciem tego świata? Odpowiedź jest jedna: byłoby to, co się właśnie dzieje. I to jest najlepszy dowód.

Dlatego kiedy po raz kolejny zostaniemy porażeni informacją o nowym kataklizmie z mnóstwem ofiar, ludzkiej tragedii, strasznej zbrodni — przestańmy wreszcie pytać, gdzie był Bóg. Zastanówmy się raczej, gdzie był szatan.

Andrzej Siciński

1 Łk 10,18 2 Ap 12,12. 3 Andre Frossard, 36 dowodów na istnienie diabła, Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów „W drodze”, Warszawa 1996. 4 Tamże, s. 48. 5 Tamże, s. 91. 6 Zob. Rz 1,27; I Kor 6,9.