Do kogo należy Polska?

Nad tymi słowami prezydenta Komorowskiego wypowiedzianymi podczas audiencji u papieża Benedykta XVI nie można przejść obojętnie.

 

Podczas audiencji u papieża Benedykta XVI, jaka miała miejsce dzień po beatyfikacji Jana Pawła II, prezydent Bronisław Komorowski, odnosząc się do uroczystości beatyfikacyjnych, w których uczestniczył, powiedział: „Ojcze święty (...) wczoraj odczułem, że Kościół, do którego należy Polska, stanowi część Kościoła powszechnego” [1].

Ta wypowiedź prezydenta momentalnie zwróciła moja uwagę, jak nie przymierzając jakiś niespodziewany zgrzyt w samochodzie podczas jazdy. Zmusiła do zatrzymania się i zastanowienia, o co chodzi — o jaką przynależność, czego do czego.

Pominę tu intrygującą prezydencką eklezjologię, czyli naukę o Kościele, w której prezydent wyróżnił dwa Kościoły — jeden, mniejszy, „do którego należy Polska”, i drugi, większy, powszechny, czyli katolicki, którego częścią jest ten pierwszy. A skoro mniejszy, będący właścicielem Polski, jest częścią większego, to większy tym bardziej jest jej właścicielem. Skupmy się nad ową przynależnością.

To, że zdecydowana większość obywateli Polski to wierni Kościoła rzymskokatolickiego nie daje jeszcze nikomu, łącznie z prezydentem RP, prawa to stwierdzania, że Polska, jako kraj, państwo, należy do tego Kościoła. Chyba że prezydent miał na myśli efekty 20-letniej działalności Komisji Majątkowej, dzięki której, między innymi, Kościół rzymskokatolicki stał się ponownie największym posiadaczem ziemskim w Polsce, właścicielem znacznej części gruntów i nieruchomości na terenie naszego kraju. Ale to nadal nie uprawnia do stwierdzania, że Polska należy do tego Kościoła. Do takich stwierdzeń nie uprawnia również to, że Maria, matka Pana Jezusa, została przez Kościół rzymskokatolicki ogłoszona królową Polski, a niektórzy wierni tego Kościoła chcieliby na tronie Polski posadzić jeszcze jej Syna, i oczekują od polskich parlamentarzystów stosownych uchwał w tym przedmiocie. To również nie oznacza, że Polska należy do Kościoła rzymskokatolickiego.

W świetle naszej konstytucji — której prezydent jest strażnikiem z racji piastowanego urzędu — Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli, zarówno wierzących w Boga, jak i nie podzielających tej wiary. Jeśli w ogóle można mówić, że Polska do kogoś należy, to należy do swoich obywateli, niezależnie od ich wyznania, a nawet od tego, czy są, czy nie są wierzącymi.

Nikt oczywiście nie zabrania prezydentowi wyrażać publicznie swoich prywatnych przekonań religijnych. Prezydent, jak każdy obywatel, też ma prawo do wolności sumienia i wyznania. Nikt nie oczekuje od prezydenta, by wraz z objęciem urzędu wyrzekał się swej wiary na podobieństwo zrzekania się członkostwa w partiach politycznych. Dlatego prezydent zarówno jako głowa państwa, jak i osoba wierząca może odwiedzać papieża, mieć spotkania ze zwierzchnikami swojego Kościoła czy uczestniczyć w jego życiu religijnym. Byłoby jednak bardzo pożądane, gdyby dla równowagi, od czasu do czasu, spotykał się również ze zwierzchnikami również innych Kościołów (co notabene prezydent Komorowski robi), odwiedzał ich siedziby, czy uczestniczył w uroczystościach religijnych (choćby podczas ich świąt).  W końcu jest głową państwa będącego dobrem wspólnym wszystkich obywateli; państwa, którego konstytucja gwarantuje bezstronność władzy publicznej w sprawach przekonań religijnych, równouprawnienie Kościołów i związków wyznaniowych oraz wzajemną niezależność od siebie Kościołów i związków wyznaniowych oraz państwa.

Chcę wierzyć, że wypowiedź prezydenta o przynależności Polski do Kościoła rzymskokatolickiego była jedynie niezręcznym i niefortunnym skrótem myślowym; że mówiąc „Polska”, prezydent miał na myśli jedynie większość narodu polskiego, która należy do tego Kościoła, lub w ogóle Kościół rzymskokatolicki w Polsce. Bo gdyby było inaczej — że prezydent  chciał powiedzieć dokładnie to, co powiedział — to mniejszości wyznaniowe i niewierzący obywatele naszego kraju powinni się zacząć poważnie niepokoić. A tak pozostał tylko lekki niesmak, żeby nie powiedzieć absmak.  

Andrzej Siciński

 

[1] http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wizyty-zagraniczne/art,88,para-prezydencka-na-audiencji-u-papieza-benedykta-xvi.html [dostęp: 3.5.2011].