Deficyt witaminy D - wpływ zbyt częstego mycia ?

Podobno 90 % Polaków ma zbyt niski poziom tej witaminy - niby nic szczególnego, pracujemy w biurach, jeździmy samochodami, używamy kremów blokujących promienie UVB.

 

Jakieś wytłumaczenie tej zagadki zostało przedstawione już w roku 1937 i cały czas jest ignorowane.  Autorzy uzyskali tłuszcz ze skóry młodych mężczyzn - tzw sebum.  W kolejnym  kroku mężczyźni zostali poddani działaniu promieni słonecznych i ponownie uzyskano od nich sebum .  Pozytywne skutki leczenia krzywicy wśród szczurów uzyskano jedynie podając im sebum napromieniowane światłem słonecznym - (leczenie rachitycznych szczurów z krzywicy było jedynym wskaźnikiem poziomu witaminy D w roku 1937).

Konkluzja eksperymentatorów była następująca: dowody zaprezentowane w obu kontrolnych grupach wskazują że mycie skóry zwykłymi metodami - np mydłem usuwa witaminę D i jej prekursory z jej zewnętrznej warstwy.

Helmer AC, Jensen CH: Vitamin D precursors removed from the skin by washing. Studies Inst Divi Thomae 1937, 1:207-216.

Zdumiewające jest to - co stwierdzono definitywnie, że wydzielina skórna zawiera jakiś prekursor do produkcji witaminy D, który po naświetlaniu jest absorbowany przez ciało.  Usunięcie tej wydzieliny prowadzi do deficytu witaminy D i konieczności jej dostarczenia w innej formie np z pożywieniem.  Jeszcze bardziej przykra wiadomość dla współcześnie stosowanych form higieny ciała ( 2 prysznice dziennie) jest taka, że witamina D wchłania się do 48 godzin od naświetlenia. Wygląda więc na to,  że nie powinniśmy myć ciała mydłem zarówno przed udaniem się na plażę, jak i zaraz po skończeniu kąpieli słonecznych. Zaleca się jedynie mycie miejsc newralgicznych i tak najczęściej nie naświetlanych.

Dodam od siebie, że pewnie wszelka chemia stosowana do ''ochrony'' ciała też ma wpływ na przyswajanie witaminy D.