Darwin w polskich szpitalach

Im biedniejsze państwo, tym więcej dowodów na prawdziwość teorii Darwina, która głosi, że w pierwszej kolejności giną najsłabsze osobniki

 

      d6be436263b908f491083cecae6aaec0.jpg

 

        "Dziennik Bałtycki" (25 listopada 2009) opisuje skandaliczną sytuację panującą w Polsce - Ministerstwo Zdrowia wydało informację dla lekarzy "w sprawie postępowania w związku z przypadkami grypy A/H1N1", w której sugerowane jest bezwzględne leczenie lekiem tamiflu w przypadku dostrzeżenia wyliczonych tam objawów.

         Większość lekarzy jest przekonana, że recepty na tamiflu zostaną wyrzucone, bowiem pacjentów zwykle nie stać na ten drogi lek, który jest coraz droższy, jak powiada pewna lekarka - "Jakiś czas temu kupiłam ten lek dla siebie. Zapłaciłam 107 zł. Tydzień później, gdy o tamiflu zrobiło się głośno, apteka zażądała już za takie same* opakowanie 170 zł".       

        W ostatnich dniach głośno było o pacjentce zmarłej na świńska grypę , którą przewożono pomiędzy szpitalami. Do innego pacjenta w ciężkim stanie dowieziono płucoserce** z innego szpitala.

         Im biedniejsze państwo, tym więcej dowodów na prawdziwość teorii Darwina, która głosi, że w pierwszej kolejności giną najsłabsze osobniki (tu - ludzcy osobnicy). U nas giną rodacy niezamożni, nieznani, bez znajomości w kręgach biznesowych, politycznych i medycznych. Niejednokrotnie dziennikarze w placówkach medycznych udawali chorych a znanych z mediów ludzi lub podczas rozmów telefonicznych podszywali się pod znajomych polityków i byli załatwiani elegancko i bez kolejki.

         I cóż z tego, że sąd po paru latach zmagań oceni, że pacjenta nie potraktowano godnie i zgodnie z unijnymi procedurami? Rodzina może dostanie odszkodowanie, zaś lekarz rok w zawieszeniu i cały nasz polski bajzel będzie toczył się po swojemu, czyli bez większych zmian.

         Pecha ma nasz rząd - kiedy ogłoszono, że w gospodarce mamy najlepsze (procentowo) wyniki, to w tym samym czasie kompromitujemy się w dziedzinie ochrony społeczeństwa przed świńską grypą...

         PS Właśnie media podały, że kurierzy życzą sobie (ale nie z powodu zbliżającego się Nowego Roku 2010) aż... dziesięciokrotnie więcej za przewiezienie próbek ze szpitali zakaźnych do laboratoriów. Test na grypę kosztuje ok. 300 zł, zaś przewóz może kosztować do... 400 zł. Już wcześniej niektóre szpitale zrezygnowały z prowadzenia statystyki w ujęciu "grypa sezonowa - grypa świńska" z uwagi na koszty testów, zatem Polska będzie miała zafałszowane dane!

     * - czy redakcja może poprawić błąd w cytacie? a może to błąd... redakcji?     

   ** - jeśli nie stać nas na płucoserce (ok. 400 tys. zł) w każdym szpitalu, to może założyć międzynarodową spółkę, która będzie posiadać kilkadziesiąt tych urządzeń na wynajem i w razie potrzeby samolotem dostarczy do wybranego szpitala (kiedy komputery były kosztowne, to firmy wypożyczały je na określony czas)