Daj się ponieść fali ludzkich serc!

Po złym dniu w pracy na ulicy spotykasz osobę dzierżącą transparent: "Darmowe Tulenie" , która rozkłada ramiona. Żart? Nie. To tylko "Free Hugs"!

 

8488541bfc0adda7c36b73bc630e1043.jpg

Daj się ponieść fali ludzkich serc!


Naszych czasów z pewnością nie można nazwać szczęśliwymi, choć mogłoby się wydawać, że takimi właśnie one są. Żyjemy w mydlanej bańce, iluzji, w mylnym przekonaniu, że mamy wszystko. Ludzie są wobec siebie obojętni, coraz bardziej się izolują i zamykają we własnym świecie. Wciągnięci w wir codzienności, nie mamy ani czasu, ani chęci na odrobinę szaleństwa, która mogłyby nam przynieść radość. Na ulicach naszych miast panuje szarość i smutek, a niekiedy wystarczy jeden serdeczny uśmiech, jeden uścisk, żeby podarować komuś niesamowite szczęście. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wielu z nas potrzebuje odrobiny ciepła i radości, a nawet jeśli to widzimy - nie robimy zupełnie nic, aby to zmienić.

Walkę przeciwko temu smutnemu pejzażowi dzisiejszych miast wytoczył niepozorny Australijczyk - Juan Mann. Pewnego dnia wyszedł on na ulice Sydney z transparentem głoszącym: „Free hugs" (Darmowe uściski). Jaka była reakcja ludzi, który zobaczyli go w czasie powrotu do domu z pracy, spaceru, czy wyjścia na zakupy? Niewątpliwie wybijał się ponad szare masy przetaczające się po mieście. Pobłażliwy uśmiech, wymowne ominięcie, wzruszenie ramion, cięty komentarz? Otóż nie tylko. Wielu ludzi skorzystało z okazji do przyjęcia tego bezinteresownego gestu dobra.

Juan Mann przyznał się, że wymyślił akcję dzięki swojej mamie, która umarła, ale na zawsze pozostawiła w jego pamięci ciepłe uściski, które często rozdawała bliskim. Syn postanowił ją naśladować, tyle że w stosunku do nieznajomych. Zaczęło się od jednej osoby, uśmiechu, podziękowania. Potem nieoczekiwanie do Juana zaczęli dołączać inni. Ci, którym uścisk był tego dnia potrzebny i chcieli go przekazać dalej, ale także ci, którym akcja wydała się ciekawym sposobem spędzeniem czasu i przełamania codziennej sztampy. Wydarzenie powtórzono kilka razy, aż ktoś w końcu zarejestrował je na kamerze i ktoś zmontował film. Powstała kilkuminutowa historyjka opatrzona wzruszającą muzyką, która ukazała się w Internecie i w błyskawicznym tempie obiegła cały świat. Niespodziewanie po jakimś czasie na ulice w różnych krajach zaczęły wychodzić pojedyncze osoby z transparentami krzyczącymi: „Darmowe przytulanie". Internet odpowiedział na to równie szybko. Lawinowo zaczęły się pojawiać filmiki z akcji w Rzymie, Madrycie, Nowym Jorku, Berlinie... ale także w Warszawie, Poznaniu i Krakowie.

Ten niecodzienny pomysł został, o dziwo, bardzo ciepło przyjęty wśród ludzi w naszym kraju. W Internecie ogłaszano daty akcji, na które przychodziło coraz więcej nieznanych sobie osób, które postanowiły iść w ślady Juana Manna.

Krakowskimi ulicami przetoczyła się fala młodych ludzi, którzy chcieli wnieść trochę słońca w życie nieznajomych, mijanych co dzień na ulicach. Tych anonimowych, szarych ludzi, których spotykają po raz pierwszy i ostatni. Przekazywali im ciepło serca zupełnie za darmo. Przytulali tych, którzy potrzebowali uśmiechu, zainteresowania, bezinteresowności. Reakcje były różne, tak jak różni są ludzie. Każdy człowiek w inny sposób komentował akcję. Dla niektórych była to mało pożyteczna strata czasu, dla innych niesamowicie pozytywny element dnia.

„Ludzie za długo są ogłupiani przez telewizję, gry komputerowe i wszystkie inne „zaśmiecacze" umysłu, żeby dać się ponieść fali niespodziewanej przyjemności. Ale kropla drąży skałę i kiedyś będzie nas więcej i będzie pozytywnie na każdym kroku, na każdej ulicy, a przede wszystkim w każdym domu" - mówi jeden z „Przytulaczy".

„Nie znamy tych ludzi, ale żyjemy wśród nich cały czas. Spotykamy na każdym kroku. Nie obdarzymy ich nawet uśmiechem, to smutne. Oddalamy się od siebie coraz bardziej. Tak nie może być" - opowiada drugi.

Było wiele litościwych spojrzeń, komentarzy mówiących o bezsensowności akcji, jednak takich drobiazgów uczestnicy „Darmowego przytulania" już nie pamiętają. „Wszystkie takie niemiłe incydenty zeszły na najdalszy plan, kiedy już któraś już z kolei osoba powiedziała, że akcja jest wspaniała, że to właśnie takiego uścisku jej było dzisiaj trzeba, że rozdajemy tak wiele ciepła i uśmiechu, że takie akcje powinny być przeprowadzane codziennie" - opowiada kolejna uśmiechnięta uczestniczka wydarzenia. Prawda jest taka, że każdy z nas potrzebuje bliskości, dotyku. Takie gesty są nam szalenie potrzebne, bo na co dzień doświadczamy zbyt mało tego typu czułości. Polacy mają w sobie zbyt wiele rezerwy i za mało otwartości. To jest nasza cecha narodowa. Uścisk od obcej osoby, niby nic nie znaczy, a naprawdę może nam poprawić humor.

Mówi się, że inspiracją akcji darmowego przytulania był flash mob - tłum gromadzący się w tym samym czasie i miejscu tylko po to, aby robić przez krótki okres czasu jakąś absurdalną czynność, a następnie się rozejść (np. masowe czytanie książek, strzelanie z wyimaginowanych pistoletów, czy wskakiwanie do wózków w supermarketach). Jednak flash mob charakteryzuje się tym, że nie ma on żadnego głębszego celu. Chodzi tylko o zabawę, poznanie nowych ludzi, zrobienie zamieszania i zdezorientowanie otoczenia. W akcji, o której piszę chodzi jednak o coś więcej.

Bardzo wielu osobom podobał się ten dziwaczny, śmieszny, ale i skuteczny pomysł rozświetlenia szarej codzienności i dawanie tego niby nic nie znaczącego gestu całkiem bezinteresownie. Na koniec przytoczę jakże trafny frazes - najpiękniejsze rzeczy na świecie są całkowicie za darmo, a uśmiech człowieka jest jaśniejszy niż słońce. Jeden taki gest z pewnością nie zmieni naszej rzeczywistości, ale może spowoduje, że komuś będzie lepiej. Czasem wystarczy tak niewiele, żeby między szarymi blokami i brudnymi ulicami zaświeciło słońce.