Czytanie zamiera?

Tekst ten ni mniej ni więcej, traktował będzie o czytaniu. Jest to debiut, wyrozumiałość wskazana, ale nie niezbędna ;)

 

Nie wiedzieć czemu narosło we mnie przekonanie, że ludzie czytają coraz mniej. Bo kiedy mieliby to robić? Człowiek rano wstaje. Idzie do pracy/szkoły. Niby mógłby poczytać w autobusie, ale... dorośli wybierają samochód, a młodzi przeważnie powtarzają materiał, którego nie zdołali przyswoić w domu. W szkole? Przed geografią, powtarza się na geografię. Przed historią - analogiczna sytuacja. Nawet jeśli nie, to zawsze ktoś człowieka zagada, z głowy wybijając mu jakiekolwiek czytanie. Po szkole? Mało kto znajdzie czas. Ludzie siadają przed komputer, albo do nauki. Niektórzy wychodzą z domu, idą na zakupy. 

Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, jakie korzyści płyną z czytania. Już pominę fakt, że czytając lektury ułatwiamy sobie sprawę, gdyż nie musimy bezproduktywnie przepisywać opracowania z internetu. Wiele istotnych faktów jest w streszczeniach pomijanych, a do odpowiedzi ustnej nie trzeba się właściwie w owym czasie uczyć. Wiem to z własnego doświadczenia. Po pierwszych dwóch - trzech lekcjach dotyczących "Dziadów III", postanowiłam przeczytać ów dzieło. Wrażenie wywarło na mnie ogromne. Lektura nie oznacza "kiepska książka". Spróbujcie i przekonajcie się. 

Drugą sprawą jest to, o czym mówią naokoło, a jakoś mało kto w to wierzy. Rozwijanie wyobraźni. Ileż to razy czytając książkę, próbowaliście zobrazować sobie daną scenę? Postaci, krajobrazy. Zaręczam, że wiele. Kolejną sprawą jest fakt, że czytanie... podsuwa nam pomysły na własne teksty. Tak! Po przeczytaniu chyba najlepszej książki w życiu - "Krucjaty Bourne'a" Roberta Ludluma miałam pomysł na sporej wielkości opowiadanie.  Zaginiona ukochana, poszukiwania, na końcu jej śmierć na jego oczach... Co prawda z pomysłu zbyt wiele nie wyszło, ale jest zakodowany w głowie. Kto wie, może jeszcze kiedyś się przyda?

Ostatnio ilość czytanych przeze mnie książek gwałtownie wzrosła. Jako, iż wiele przedmiotów w szkole mam "z głowy", a lekcje czasem wypadają po prostu wolne - czytam. I to wcale nie anonimowe tytuły. Sięgnęłam po "Dziady", ostatnio "Kordiana". Teraz batalię o pierwszeństwo toczy: "Pan Tadeusz" z "Ojcem Chrzestnym". Wygra raczej ten drugi tytuł, gdyż na pierwszy mam uczulenie od gimnazjum. Chociaż... może warto się przełamać? Czytaliście? Co myślicie o tym utworze? 

Mam w klasie kolegę, który ma cechę zupełnie inną niż większość spotykanych przeze mnie ludzi. Otóż... czyta nałogowo. Pod ławką, na przerwach. Doszło wręcz do tego, że... dostał od rodziców szlaban na czytanie za złe oceny! Ludzie! Litości! To świadczy o tym, jak wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie korzyści niesie czytanie. Bo chyba lepiej, że ten kolega czyta, niż jakby się miał rozpijać po imprezach? 

Do czego zachęcam, nie muszę chyba pisać.  Chwytajmy za książki, czytajmy, rozwijajmy się.