Czy ten świat jest naprawdę dziwny?

To bardzo stara sprawa. Zaczęła się wtedy, gdy ludziki z niepojętą lekkomyślnością wylazły z morza na ląd. Bo co grunt, to grunt.

 

Czy  ten  świat  jest  naprawdę  dziwny?

Naprawdę, to on po prostu jest. Bardzo słabą uwagę, jeśli w ogóle, zwraca na to, co raczymy sądzić o nim. Cała reszta, od dziwności przez śmieszność do dramatu – to wszystko dzieje się w naszych łebkach, odpowiednio skompresowanych. Ta kompresja właśnie bywa dziwna, śmieszna, albo dramatyczna.

Z tego powodu ani kwiatek nie zakwitnie, ani liść nie spadnie, ani pies nie ziewnie. O grubszych rzeczach nie wspominając. Ludziki, nie mające zamiaru pojąć ani kwiatka, ani liścia, ani nawet psa, bez reszty zagrzebane w swoich ludzikowych sprawach, nie zgadzają się niczego innego brać pod uwagę. Oprócz tych spraw, oczywiście. Prawdę pisząc, to ludziki zgadzają się podejrzanie chętnie popełniać nawet samobójstwo, byle niczego innego pod uwagę nie brać.

Należy tu wtrącić, że samobójstwo polega nie tylko na tym, by swoją własną łapką poderżnąć własne gardziołko, albo z mostu skoczyć. Gdy mówię komuś „wypiłeś – nie jedź”, a on nie słucha i jedzie, to też jest samobójstwo, często łączone z morderstwem.

To bardzo stara sprawa. Zaczęła się wtedy, gdy ludziki z niepojętą lekkomyślnością wylazły z morza na ląd. Z niestałego morza na stały ląd. O to im chodziło i można ich zrozumieć, bo co grunt, to grunt. Bieda w tym, że ludziki owych czasów nie potrafiły jeszcze rachować. Ni w ząb.

Z tego niepotrafienia wyszło, że ludziki zajęły mniejszą połowę planety. Zdecydowanie mniejszą. Jeśli zaś porachować Alpy i Himalaje, dołożyć dżungle i Sahary, do tego bieguny i lodowce – okazuje się, że tego gruntu ani ćwiartka dla ludzików nie została. O połowie zupełnie mowy być nie może. Różne takie slumsy i favelas też raczej wypadają z rachunku.

9f607eb46421c4cfaaf56fdda36e0f8e.jpg

Te wszystkie miejsca, które ludzikom wypadają z rachunku, mają pewną wspólną cechę, niesłychanie ważną: tam nie można pokazać się w krawacie, nie wspominając o garniturze. W ogóle, to właśnie krawat i garnitur decydują, które miejsca podlegają ludzikom. Szczególnie krawat jest ważny, bo czasami wystarcza biała koszulka, ale krawat niezbędny jest absolutnie.

Prawda zaś jest taka, że ludziki w głębi swoich duszyczek bardzo doceniają te miejsca, gdzie krawat można bez obciachu podeptać. Doceniają miejsca, gdzie w obszernych majtach wszystko im się majta. Te dacze, letniska i takie podobne. Oni to nawet obecnie taki trynd pochwalają, żeby pracować w mieście, ale mieszkać na wsi. Czyli fifty-fifty: pół życia w krawacie, pół życia bez. Albo żeby chociaż wiskend bez krawata. Ludziki są wtedy szczęśliwe.

A dziwność polega na tym, że oni nie tylko siebie, ale i te dacze, nawet te mieszkania na wsi traktują na serio. Z jednego powodu. Bo w razie czego i na tej daczy, i na tej wsi, w każdej chwili można założyć krawat. Przy szczególnej okazji to i garnitur można. Ogólnie więc, daje się żyć w tych miejscach.

Natomiast na te Sahary, lodowce i dżungle żaden porządny ludzik nie wybierze się za żadne skarby. No nie i już. Są to bowiem takie dziwne miejsca, nawiedzane wyłącznie przez dziwaków, tkniętych ostateczną rozpaczą, że nie potrafią zrobić kariery w sposób normalny, za pomocą krawata.

Co prawda, bywa sporo wyjątków: w boeingu, na transatlantyku, nawet na safari dobrze zorganizowanym też można wystąpić w krawacie. Tyle tylko, że nie każdego ludzika stać na boeinga czy safari, mimo nakazów ambicji.

Tym sposobem doszliśmy do wniosku, że świat się kręci dokoła krawata. Poza krawatem świat jest dziwny.

Uśmiechajmy się na widok krawata.

 

PS. O kobietach, niestety, nie mogłem tutaj wspomnieć ani pozytywnie, ani negatywnie. Kobiety nie używają krawatów. To znaczy, owszem używają, ale kobieta w krawacie to jest coś tak wyjątkowego, jak umyte prosię z kokardką. Widziałem raz na własne oczy. Kobietę w krawacie też tylko raz.