Czy odmowa wykreślenia z rejestru członków wspólnoty religijnej jest legalna

Powiem tylko, panie ksiądz, że nie specjalnie mnie obchodzi jakich wykrętów używa pańska sekta (...) do tego, żeby nie wypuścić z niej nikogo, kogo do niej, jako niemowlę, wcieliła

 

Kilka dni temu pewien ksiądz  udowadniał w telewizji, że nie ma możliwości wypisania się z katolickiego "kościoła". Twierdził, że według kościelnego prawa księżom nie wolno się na to zgadzać. Utrzymywał, że człowiek który znajdzie się poza katolickim "kościołem" będzie miał grzech śmiertelny i nieuchronnie trafi do piekła, więc na to katolicki ksiądz pozwolić nie może. – Krótko mówiąc musi chronić takiego człowieka przed nim samym ...

No cóż… Z tak jawnym i świadomym szalbierstwem nie warto nawet dyskutować. Powiem tylko, panie ksiądz, że nie specjalnie mnie obchodzi jakich wykrętów używa pańska sekta, żeby nie wypuścić ze swoich łap nikogo, kogo do niej, jako niemowlę wcieliła  –  czyli wtedy, gdy człowiek nie ma szans wiedzieć co z nim robią, ani możliwości żeby zaprotestować. Gdy już samodzielnie myśli i chce sekciarzy strząsnąć ze swojego grzbietu i życia, to czarne skunksy twierdzą, że mają obowiązek więzić człowieka wbrew jego woli, w swojej tak zwanej  "chrześcijańskiej" wierze  katolickiej) i trzymać się go, jak wesz kożucha.

- Absurd taki, że człowiek uwierzyć nie może, że takie debile jeszcze po świecie chodzą, i że w dwudziestym pierwszym wieku mogą tak się panoszyć. Wszystko stąd, że inne oszołomy, te u władzy, ich popierają.

Jest to kolejny przejaw, jak wielka jest katolicka arogancja, oraz niezmierna ciemnota mas i bezczelność rządzących w  religijno-politycznym systemie, zwanym Polską. 

Bez względu na to, co mówią rożne klerykalne i moherowe przygłupy; jeśli ktoś chce się wypisać z katolickiej organizacji, kler mu tego oczywiście ani zabronić, ani odmówić wykreślenia ze swojej ewidencji nie może. Chodzi tu o formalne wykreślenie człowieka z katolickiej ewidencji czyli dosłowne przekreślenie jego nazwiska w księdze parafialnej. Rzecz w tym, aby kler nie mógł już legalnie wykazywa danej osoby, jako członka katolickiego, tak zwanego  "kościoła". Legalnie, zaznaczam, bo szwindel w tej sprawie zawsze może kler zrobić mimo to, i zresztą robi od zawsze na ogromną skalę, żeby sprawiać decydujące o sile politycznej "kościoła" wrażenie "powszechności katolicyzmu". Jak się jednak powiedziało; faktyczna i powszechna przynależność Polaków do katolickiego "kościoła"  to jeden  fałsz i szwindel w kościelnych i państwowych statystykach.

Swobodny wybór wiary, już od 15 roku życia, gwarantuje każdemu człowiekowi Powszechna Deklaracja Praw Człowieka i, jakby ktoś nie wiedział, zwłaszcza polska Konstytucja, która (w czym nawet taki szeregowy urzędnik Watykanu, jak prosty ksiądz, powinien się orientować) jeszcze w Polsce póki co obowiązuje.

Oczywiście, dla kleru byłoby to już kompletne "El` Dorado", gdyby tych regulacji prawnych, tak nagminnie omijanych w naszym wyznaniowym reżymie, nie było.

Na razie każdy ma oficjalnie prawo do wypisania się z dowolnej organizacji - i miejmy nadzieję, że tak zostanie. Wara każdemu, kto chciałby to prawo zakwestionować. Nikt nie musi się zgadzać na legitymizowanie katolickiej sekty swoim nazwiskiem (a już zwłaszcza na zasadzie "martwej duszy"), ani na używanie przez kogoś jego nazwiska do robienia sobie sztucznego tłumu i poprawiania fałszywych, katolickich statystyk.  Świadczących rzekomo o niebywałej liczebności katolickich wiernych, a tym samym do siłowego  i "legalnie bezprawnego" sięgania do państwowej, czyli ogólnopodatniczej kasy).

Wszak Polska to taki wyznaniowy "kraj prawa", gdzie dominująca religia legalnie może robić rzeczy nielegalne względem prawa i Konstytucji. Mało tego; dostaje jeszcze na to od rządu pieniądze.

Generalnie wariatkowo, w porównaniu z Polską, to oaza normalności.

Swoją drogą co za zasrane państwo (nie mylić z krajem i narodem), które zamiast takiego gościa, jak w/w ksiądz, przyznającego publicznie, że jego sekta wykazując martwe dusze, jako członków, łamie prawo, prosto z telewizji wywlec do prokuratury i zrobić  mu, oraz wszystkim czarnym koło tyłka, kokietuje i łasi się do przestępców w sukmanach i całej watykańskiej mafii.

Obywateli "niesłusznego wyznania" w tym kraju, państwo pozostawia na pastwę losu i zmusza do toczenia ciągłych walk z sektą i z nim samym, o dostęp do rzeczy zagwarantowanych prawem, których gwarantem uzyskania powinno być, w myśl prawa, właśnie ono - państwo.

W takiej rzeczywistości, niestety, trzeba umieć się samemu bronić i  i wiedzieć, że ksiądz, do którego przyjdzie ktoś po to, żeby się wypisać z katolickiej sekty, ma tak zwany „psi obowiązek” wziąć do swojej delikatnej rączki pisaczek i grzecznie, przy petencie i na jego oczach, przekreślić jego nazwisko w parafialnej księdze członków katolickiego "kościoła". Mam tę przyjemność za sobą, więc wiem co mówię, i że jak się plebana przyciśnie, to się to da zrobić.

Jeśli jednak jakiś klerykalny oszołom  by się do tej powinności nie zastosował, można od razu zgłaszać sprawę do prokuratury i spokojnie pozwać katolicki „kościół” do sądu, który wykonanie tej czynności powinien mu automatycznie nakazać, oraz obciążyć kosztami postępowania.. Jeśli nawet ten, czy inny miejscowy sąd tego nie zrobi – co oczywiście w wyznaniowej Polsce jest bardzo prawdopodobne  –  tym lepiej. Będzie okazja trochę dokopać reżymowi w trybunale europejskim, zrobić z tego aferę na cały świat i jeszcze nieźle się zabawić. Więc zachęcam.

Swoją drogą; jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, że katolicka ekumenia i poklepywanie po plecach innych wyznań to zwykły „pic na wodę”, ma kolejny przykład jak rzecz naprawdę wygląda. Kolejny ksiądz-idiota znów strzelił swojej drużynie "samobója", oficjalnie oznajmiając w telewizji, za pomocą kuriozalnego wywodu o przymusie katolickiego członkostwa, że katolicki "kościół" ma polskie prawo, państwo i obywateli, w swojej tak zwanej czarnej dupie. Oparł na dodatek te wywody o oficjalny dogmat swojej heretyckiej organizacji - mieniącej się chrześcijańską -  że katolicyzm to jedynie słuszna wiara, a wszyscy niekatolicy (wierzący i niewierzący) to ludzie potępieni przez Boga za samo to zwłaszcza, że do katolickiego "kościoła" nie należą.  Natomiast katoliccy księża muszą myśleć i decydować za."upośledzonych umysłowo biedaków", którzy chcą się w swoim" szaleństwie" z KK wypisać,

Debilizm katolickiego "kościoła" i jego zawodowej kadry jest doprawdy nie do ogarnięcia, co głównie budzi politowanie, lecz bezprawie polskiego państwa po prostu przeraża.

To już nie są żarty, że na utrzymanie armii takich ciasnogłowych indywiduów i darmozjadów, oficjalnie nauczających w polskich szkołach absurdów i sekciarskiej nienawiści w ramach dotowanej przez państwo religii, wydajemy wspólne podatnicze pieniądze. Pieniądze obywateli-katolików jak i pieniądze "potępionych", które w różnych formach, poprzez kasę wyznaniowego państwa, trafiają w ręce katolickiego kleru. Za pomocą tego mechanizmu katolicki kler uzyskuje siłę, oraz środki od religijnego państwa, do tym skuteczniejszego zwalczania innych, legalnych wyznań.

Jest to więc sytuacja, że obywatele należący do innych wyznań i niewierzący, których kler katolicki wskazuje jako potępionych przez Boga i przez "dobrych katolików" , muszą  jeszcze do tej akcji, skierowanej przeciw nim, sami dokładać. Tak... katolicyzm to rzeczywiście bardzo moralna religia - po prostu czyste "chrześcijaństwo".

Państwo, występując paranoidalnie przeciwko własnemu prawu, nie tylko biernie się przestępczej działalności KK przygląda, ale jeszcze wspiera tę mafię jak tylko może.  Jakie szanse ma taki kraj na międzynarodowy szacunek a naród na przetrwanie?

 Wiesław Henryk Lipski