Czy chciałbyś nagle odmłodnieć i wrócić do szkolnej klasy?

Nauczyciele ponoć odczuwają stres, ucząc zdalnie przez sieć internetową.

 

Czytam w Gazecie Wyborczej tekst, że w czasie koronowirusa nauczyciele stresują się nauczając przez sieć. Niektórzy nuczyciele nie posiadają umiejętności obsługi komputera. Inni odczuwają podobno stres pourazowy, czyli traumę, prowadząc lekcje przez sieć.

https://wyborcza.pl/7,75398,25917395,6-tygodni-nauki-zdalnej-nauczyciele-sa-wypaleni-placze-ze.html#s=BoxOpImg6

Nie ma się czemu dziwić. Uczniowie nagrywają lekcje (łebskie te dzieciaki, nie nauczyli się tego w szkole, a wiedzą jak to robić). Czasem taki nauczyciel sam nagra i przejrzy prowadzoną przez siebie lekcję i pomyśli, że za taką kiepską wypowiedź ucznia, to postawiłby trójkę i to z litości. Wiem co piszę, ponieważ oglądam lekcje w TV. Na antenie, gdy oglądającymi będzie wiele osób i nie tylko uczniów, nauczyciel powinien przygotować taką lekcję dzień wcześniej, ale nie robią tego wszyscy i to widać. Czytają z ekranu i mają z tym trudności. Analizują powierzchownie to, co przeczytają z ekranu. Jak dzieci, które nie przygotowały się do lekcji. Pokazują coś banalnego i mówią nudnie, i monotonnie. Na lekcjach matematyki (lubię matematykę, ponieważ jest to nauka logiczna) nakazują wykorzystanie jakiegoś wzoru matematycznego (czasem już uproszczonego) bez wytłumaczenia dlaczego jest tak zbudowany i co on wylicza, i jak. Po prostu podstaw schematyczne dane i uzyskaj jakiś wynik. I masz zaliczenie, chociaż nie rozumiesz co liczysz i dlaczego tak. Tragedia i tyle.

Patrząc na te lekcje. Myślę sobie, że ci pokazani w działaniu na ekranie, to powinni być najlepsi nauczyciele i pomyślałem sobie, że nie chciałbym odmłodnieć i pójść na lekcje do takiej szkoły. To byłaby tragedia a nie powrót do młodości. A gdy pomyślę, że mogą być jeszcze gorsi nauczyciele, ci którzy prowadzą lekcje na co dzień w szkolnej klasie. Ręce opadają. A i też wiadomo już to, dlaczego dzieciaki mają traumy związane ze szkołą. To nie świątynia wiedzy, otwierająca umysły, pokazująca horyzonty, a fabryka wytwarzająca buble, przygotowane do dalszej obróbki.

Nauczyciele się skarżą, że w nauczaniu przez sieć za dużo pracują. A co powiedzieć o uczniach? Szczególnie wtedy, gdy mają takie lekcje nie przez sieć, a w klasach i nikt pracy ich nauczyciela nie ocenia? To dla uczniów tragedia. Ale tego nauczyciele nie zauważają.

d2616022e056de351d339e1fe8e835d0.jpg

Jeden z rodziców pisze pod artykułem: „Ten stres pourazowy to chyba lekka przesada i spore uogólnienie. W szkole mojego dziecięcia z zaangażowaniem lekcje prowadzi kilku nauczycieli (kilku!!!) Są to lekcje on line lub ciekawie przygotowane konspekty. Reszta po prostu wysyła tematy do przerobienia i zadania do wykonania. Jeden z nauczycieli nie robi nawet tego (od początku izolacji odezwał się 3 razy)”.

Byłem za strajkiem nauczycieli, chociaż nie entuzjastycznie. Dziś jestem przeciwko nim, miernotom, mordujących inteligencję, ciekawość i potencjał dzieci. Chciwych miernot, chcących większych pieniędzy dla siebie. A nic nie dających w zamian? Szkoła i nauczyciel przerabia program (po łebkach, bo często nie tłumaczy dlaczego tak jest /dziecko nie może zrozumieć tego, jak działa wzór i czemu to wzór/, często sami nauczyciele tego nie rozumieją, niestety, niestety, bo nie przygotowują się do lekcji. To widać w tych lekcjach w TV. Amatorszczyzna i robienie czegoś na łapu capu, bez planu i przygotowania, i jakoś wyjdzie. A tu nagrywają i oglądają to ludzie z wyższym wykształceniem, fachowcy od kształcenia, koledzy i koleżanki nauczyciele i niestety ich uczniowie.). A dziś szkoła krzyczy głośno, że nie wychowuje, bo to nie ich zadanie; to moją robić rodzice (a gdy oni tego nie robią, to ma u tych młodych ludzi, być jak jest?). To obrzydliwe. I to nauczanie, i ta filozofia przejawiana przez wielu pracowników oświaty.

48ff08ad60786d850b9e9c061c7da97a.jpg

Gdybym mógł cofnąć się w czasie, nagle odmłodnieć i wrócić do szkoły, to czuję, że nie byłby to sielski czas młodości, czas rozwijania umysłu, piękna młodość, a trauma, obcowanie z miernotami, czującymi się nauczycielami. Nie chciałbym odmłodnieć, by wrócić do takiej szkoły i musieć tam przebywać po siedem godzin dziennie. Rozumem dzieciaki, które mają traumę związaną, że szkołą. Rozumiem nawet ich stres. I rozumem ich beznadzieję, gdy oni wiedzą, że ich nauczyciele niczego wartościowego ich nie uczą. A będąc dorosłym rozumiem, że ich nauczyciele przerabiają program tak pięknie, jak robotnica przetwarza surowiec przesuwający się na taśmie. Ma być wszystko takie same, mierne, bo za to płacą i tyle wymagają.