Czy bać się fundamentalizmu?

Źle się stało, że we współczesnym spojrzeniu na fundamentalizm pozytywne skojarzenia budowania na fundamencie zmieniły się na negatywne — burzenia do fundamentów.

 

„Ani dom, ani religia nie są wystarczająco silne bez solidnych fundamentów. Wszyscy muzułmanie są fundamentalistami” — powiedział, w wywiadzie dla „Dispatch International” imam warszawskiego meczetu Nezar Charif. To wystarczyło, żeby katolicki portal Fronda.pl zilustrował komentarz do tej wypowiedzi zdjęciem islamisty z zamaskowaną twarzą oraz Koranem w jednej ręce i kałasznikowem w drugiej[1]. Takie skojarzenie jest zdecydowanie za daleko idącym uproszczeniem. Wypacza ono pojęcie fundamentalizmu, które funkcjonuje nie tylko w islamie, ale i w chrześcijaństwie, i innych religiach.

 

Pokłosie 11 września

Obecnemu pokoleniu fundamentalizm religijny, zwłaszcza arabski jednoznacznie kojarzy się z terroryzmem. Przyczyniły się do tego zamachy z 11 września 2001 na wieżowce World Trade Center. Tamtego września byłem w Holandii na międzynarodowej konferencji. Wieści z w Nowego Jorku sprawiły, że nikt nie był w stanie słuchać wykładów. Wszyscy siedzieli przed wielkim ekranem, z przerażeniem i niedowierzaniem patrząc, jak walą się wieże i wśród ludzi wybucha panika. Najbardziej zaszokowani byli uczestniczący w konferencji Amerykanie — niektórzy z nich płakali.

Zastanawiałem się wtedy, w jakim kierunku rozwiną się te wydarzenia i jaka będzie reakcja Ameryki. Miałem czarne myśli. Część z nich znalazła niedługo potem w artykule pt. Dokąd zmierza Ameryka? opublikowanym w miesięczniku „Znaki Czasu”[2]. Pisałem wtedy, że Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę nie tylko arabskim fanatykom religijnym, ale wszelkim grupom terrorystycznym, ich mocodawcom i poplecznikom, oraz że karząca ręka amerykańskiej sprawiedliwości dosięgnie ich nawet na obcej ziemi. I tak się stało. Przewidywałem, że rozbudowaniu ulegnie system inwigilacji i zbierania informacji o wszelkich podejrzanych osobach, a zwłaszcza różnej maści fanatykach religijnych, a pozbawianie wolności bez sądu stanie się w takich sytuacjach regułą. Amerykańskie więzienie w bazie Guantanamo na Kubie jest tego dobitnym przykładem. Pisałem, że służby specjalne dostaną pełną swobodę w śledzeniu, podsłuchiwaniu, podglądaniu wszystkich i wszystkiego. (To akurat stało się nie tylko amerykańską domeną). A wszystko po to, by uchronić świat przed kolejnymi zamachami arabskich fanatyków, których do terroru popycha fundamentalizm religijny. Wyraziłem też wtedy obawę, czy rozbudowane służby specjalne, w których rękach znajdzie się tak olbrzymia, pozbawiona cywilnej kontroli władza, zechcą ją kiedyś — gdy już pokonają ostatnich terrorystów-fundamentalistów — oddać? Czy raczej, w imię jej dalszego dzierżenia, znajdą sobie nowego wroga, innych „fundamentalistów” do ścigania. Wydaje się, że na spełnienie tego ostatniego „proroctwa”, trzeba będzie jeszcze trochę poczekać.

 

Problem z fundamentalizmem

Z fundamentalizmem w ogóle jest pewien problem. Nie bardzo wiadomo, jak go zdefiniować. Większości ludzi — zapewne za sprawą mediów — kojarzy się on wprost z arabskim terroryzmem. To istotna kwestia, gdyż fundamentalizm religijny sam w sobie jest bardzo starym zjawiskiem, a terror jest jedynie jego okresowo występującym wypaczeniem.

Najpopularniejsza definicja fundamentalizmu religijnego określa go jako powrót do źródeł religii, jej fundamentów, do czystej, pierwotnej wiary przodków i oczyszczenie jej ze wszystkich naleciałości, uzupełnień, dodatków. I gdyby na tym poprzestać, wcale nie byłoby źle. W takim znaczeniu fundamentalistą religijnym był sam Jezus, który krytykował przywódców religijnych swojego narodu za odstępowanie od dawnych nauk i praw: „Daremnie mi jednak cześć oddają, głosząc nauki, które są nakazami ludzkimi. Przykazania Boże zaniedbujecie, a ludzkiej nauki się trzymacie. I mówił im: Chytrze uchylacie przykazanie Boże, aby naukę swoją zachować”[3]. „Od początku tak nie było”[4] — podkreślał.

Pismo Święte często odwołuje się do symboliki fundamentu, i zawsze w sensie bardzo pozytywnym: „Albowiem fundamentu innego nikt nie może założyć oprócz tego, który jest założony, a którym jest Jezus Chrystus”[5]. Jako wierzący, jesteśmy „domownikami Boga, zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, którego kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus”[6]. Ci, którzy postępują według Jego nauk, podobni są „do człowieka budującego dom, który kopał i dokopał się głęboko, i założył fundament na skale. A gdy przyszła powódź, uderzyły wody o ów dom, ale nie mogły go poruszyć, bo był dobrze zbudowany”[7].  Ci natomiast, którzy tak nie czynią, podobni są „do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu, i uderzyły weń wody, i wnet runął, a upadek domu owego był zupełny”[8].

Źle się stało, że we współczesnym spojrzeniu na fundamentalizm pozytywne skojarzenia budowania na fundamencie zmieniły się na negatywne — burzenia do fundamentów. Dziś w telewizyjnych przekazach na temat fundamentalizmu dominują obrazy brodatych, fanatycznie wrzeszczących mężczyzn, którzy z Koranem w jednej ręce i karabinem w drugiej domagają się ustanowienia na ziemi państwa Allaha. Do tego dochodzi niekoniecznie prawdziwe utożsamianie fundamentalistów ze wszystkimi muzułmanami i tylko z nimi. A przecież fundamentalizm to dziś zjawisko globalne, obecne również w judaizmie, chrześcijaństwie (zarówno tym katolickim, jak i protestanckim), hinduizmie i innych religiach. Jego rozwój wiąże się z globalnym kryzysem wartości, charakterystycznym dla świata z końca XX w. W tym ujęciu trudno mówić nawet o jednym fundamentalizmie — lepiej natomiast o fundamentalizmach. Badacze zagadnienia postrzegają fundamentalizm jako renesans religijności, radykalny sprzeciw wobec nowoczesnej świeckiej kultury i „moralności” typu zachodniego, wobec modernizmu usiłującego przystosować doktrynę religijną do współczesnych dążeń filozoficznych, naukowych i społecznych.

W aspekcie psychologiczno-religijnym fundamentalistami określa się dziś ludzi fanatycznie przekonanych o słuszności własnych poglądów, a przy tym nietolerancyjnych wobec innych, którzy nie podzielają ich idei. Nie dopuszczają oni jakiejkolwiek krytyki czy próby korekty własnych poglądów. Dominuje w nich poczucie lęku i stałego zagrożenia ze strony zewnętrznego świata. Stąd mają oni tendencję do zamykania się w hermetycznych grupach, otaczania się tylko sobie podobnymi. Nie potrafią prowadzić dialogu z ludźmi o odmiennych zapatrywaniach, a gdy już się na niego zdobędą, mają skłonności do agresji.

Tak ujęty fundamentalizm nie ogranicza się jedynie do religii. To dziś zjawisko na wskroś polityczne, charakteryzujące się m.in. dążeniem do kontrolowania przez władzę wszelkich przejawów życia kulturalnego, społecznego, politycznego i ekonomicznego oraz do narzucania społeczeństwu „jedynie słusznej” interpretacji rzeczywistości. W konsekwencji ogranicza się ludzką wolność i możliwość głoszenia własnych poglądów.

 

Mój fundamentalizm

Krótki artykuł to nie miejsce na dogłębną analizę zjawiska fundamentalizmu w ogóle, a „religijnego” w szczególności. Słowo „religijnego” wziąłem w cudzysłów nie tylko po to, by je wyróżnić, ale także dlatego, by jako człowiek religijny odciąć się od takiego rozumienia fundamentalizmu, jakie obecnie dominuje — ze szkodą dla religii. Moja religia nie pozwala mi czynić krzywdy bliźniemu, nawet jeśli nie podziela on moich poglądów czy jest moim wrogiem. Więcej — każe mi go kochać, a zło zwyciężać dobrem. Moja religia daje mi wolność, ale też każe szanować wolność innych, nawet jeśli dokonują złych wyborów. W końcu moja religia wzywa mnie do budowania na fundamencie, którym jest Chrystus i Jego Słowo, do ścisłego posłuszeństwa Pismu Świętemu i do odrzucania wszelkich późniejszych naleciałości interpretacyjnych, które zmieniają pierwotne znaczenie biblijnego tekstu.

Czy zatem jestem fundamentalistą religijnym? W powszechnym rozumieniu tego wyrażenia — Boże broń!  Ale określenia „fundamentalista biblijny” wcale nie miałbym już powodu się wstydzić.

Andrzej Siciński

 

[1] Zob. http://www.fronda.pl/a/imam-warszawskiego-meczetu-wszyscy-muzulmanie-sa-fundamentalistami,32766.html [dostęp: 17.12.2013]. [2] Zob. http://www.eioba.pl/a/2ckv/dokad-zmierza-ameryka [dostęp: 17.12.2013]. [3] Mk 7,7-9. [4] Mt 19,8. [5] 1 Kor 3,11. [6]  Ef 2,20-21. [7] Łk 6,48. [8] Łk 6,49.

[Artykuł jest uzupełnioną i zmienioną wersją felietonu pt. Czy należy się bać fundamentalizmu?, który ukazał się w miesięczniku „Znaki Czasu” 9/2007].