Co sądzicie o portalach społecznościowych?

Trochę inne spojrzenie na portale społecznościowe - czy mogą być sterowane przez służby specjalne?

Trochę inne spojrzenie na portale społecznościowe - czy mogą być sterowane przez służby specjalne?

 

Mam na myśli konkretnie takie portale jak facebook, myspace czy linkedIn. Miałem jakiś czas temu swój profil na facebooku i linkedIn. Usunąłem oba konta, bo mnie przeraziło ile informacji może o mnie zdobyć ktoś kto pozna moje nazwisko i wstuka je w google. Ok - zawsze można część swoich danych skrupulatnie ukryć - pokazać tylko wybranym znajomym i tak dalej - czyż jednak administratorzy serwisu nie mają dostępu do WSZYSTKICH danych jakie tylko zostaną podane?

Opisze może co mnie doprowadziło do usunięcia tych kont. Po kolei; pytania na facebooku do profilu:

dane ściśle personalne jak imię, nazwisko, data urodzenia to wiadomo, idźmy dalej:
edukacja
religia
hobby
miejsce zamieszkania
poglądy polityczne
orientacja seksualna
ulubione programy TV / cytaty / książki
dane kontaktowe
znajomi
stan cywilny
...

Poza tym ktoś z dostępem do bazy danych może prześledzić twoją konwersacje, zobaczyć pliki wideo/zdjęcia które wgrałeś, zobaczyć historię twoich znajomości i ich rodzaj czy to jak spędziłeś wakacje i jakim jeździsz autem. Pomyślałem sobie że gdyby w latach 60-tych XX wieku (przyjmijmy że jest to szczy świetności KGB) był Internet tak rozwinięty jak dziś to służby byłego ZSRR zrobiłyby WSZYSTKO żeby stworzyć i wypromować taki portal i mieć dostęp do jego baz danych - pamiętajmy że taki facebook ma ok. 200 milionów użytkowników, myspace podobnie. Zobaczcie jaka oszczędność na działaniach operacyjnych. Jest taka zasada hakerów i nie tylko: nie wyważaj otwartych drzwi, jej adaptacja do inżynierii społecznej brzmi: jeśli potrzebujesz jakiś informacji o kimś to poprostu zapytaj tej osoby o to.

Ponieważ mam taką zasada że wszystkie służby specjalne i te minione i te nam współczesne postrzegam w dokładnie w tych samych kategoriach i stawiam pomiędzy KGB a CIA znak równości, to tak sobie pomyślałem pewnego dnia: czy spece z takiego CIA czy NSA nie postanowili pójść tym samym torem myślenia: po co się męczyć z jakimiś echelonami: dajmy im [Internautom] platformę, wypromujmy ją i niech sami się zarejestrują i podadzą dane. Po co wyważać otwarte drzwi? :) Baza danych 200 mln ludzi to nie przelewki! A popularność tych portali stale rośnie...

Może nawet dojdzie do tego, że rejestracja w takich portalach stanie się konieczna do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie!

Co o tym sądzicie?