Cień idei.

Gdzieś daleko, daleko od spojrzeń gdzie nie słychać było ludzkich głosów, panował wieczny półmrok nie możliwej do rozwiania mgły wyobrażeń.

Pośrodku niej stała blada sylwetka człowieka, jego spłowiałe włosy unosiły się pomimo braku wiatru.
Nagi tors mężczyzny szpeciła niezliczona ilość blizn, ślady walk, prób losu z których wyszedł zwycięsko.
Najgłębsza i najbrzydsza z nich tkwiła w miejscu serca, źle zgojona, szorstka szara plama. 
Jakby ktoś próbował usilnie wymazać ten kawałek ciała, lecz mimo starań, zarys pozostał.
Postać uniosła nagle ręce w niemym geście, rozcapierzając palce jak gdyby usiłując chwycić niedostrzegalną zasłonę.
Badał coś chwilę swym lewym jarzącym się okiem, drugim - pustym oczodołem, kontemplując pustkę.

 

Nadal milcząc, postać szarpnęła niewidzialny kształt, nadrywając tkaninę niezrealizowanego świata.
Przez szczelinę pęknięcia, prześwitywało białe, intensywne światło. Mężczyzna szarpnął mocniej, robiąc sobie dość miejsca by wejść.
Nie zastanawiając się długo, opuścił poprzedni plan. 

 

Po drugiej stronie również nie było nic - jednak to "nic" wypełnione było piękną, czystą energią.
Nieskalanej kształtem i niewinnej, nie wiedzącej o samej sobie i nie oczekującej nikogo - zawsze tam będącej i mającej być.
Wędrowiec usiadł pośrodku niczego, skrzyżowawszy nogi. 
Zamknął też powiekę jedynego oka, by nie rozpraszać się nadmiernym blaskiem.
Ku swojemu zdziwieniu, w miejscu znajomego mroku pojawił się nieznany obraz. 
Energia przestrzeni w której przebywał, zdawała się wypełniać pustkę brakującego oka.
Umysł podpowiadał mu odpowiednie słowa, słowa zmieniały się w obrazy - a obrazy w słowa, powracając do niego z powiadomieniem że to co widzi - istnieje.
Przepływająca przez niego moc ukazała mu się w postaci siedzącego na przeciw młodego chłopaka. 
Młodzieniec przyglądał się badawczo jego postaci, jedną ręką podpierając głowę w zamyślonej pozie. 
Nie był sam - znikąd pojawiła się także dziewczyna, podkradając bezgłośnie za jego plecy.
Pacnęła go lekko w ramię, na co ten zrobił zdziwione oczy. 
Dziewczyna roześmiała się. 
- O czym tak rozmyślałeś? - zapytała, dotykając jego policzka. 
Uśmiechnął się, ujmując jej dłoń - Nie pamiętam już, musiałem się na chwilę zawiesić. 
- Co raz częściej ci się to zdarza. - Stwierdziła z nutą troski w głosie, nie przerywając czułego spojrzenia.
Jej dłoń była ciepła a niebo kryształowo czyste.
Wstał.
Jak okiem sięgnąć, przestrzeń pokryta była zielenią a słońce właśnie osiągało południe. 
Dziewczyna położyła się wśród traw, skubiąc listki mlecznego kwiatu. 
Patrząc na nią, czuł dziwny ucisk w sercu.
Gdzieś z oddali, jego uszu dobiegł dźwięk gromu.

 

- Chyba nie będzie nam dane, nacieszyć się choć jednym słonecznym dniem... - rzekł bardziej do siebie niż do niej, wypatrując nadciągających chmur.

 

Zerknął na nią, nie usłyszawszy odpowiedzi. 
Lecz jej już tam nie było. Zostały tylko płatki białego kwiatu, z jednym wciąż przyczepionym do łodygi. 
Poczuł pierwsze krople deszczu na zmarzniętej skórze, która znów przybrała blady odcień, jakby nigdy wcześniej nie zaznała słońca. 
Obraz zmienił się, rozproszył.  
Świat chłopaka zniknął, ustępując miejsca szarej rzeczywistości w której siąpił deszcz. 

 

Ciemne kontury miasta górowały nad widnokręgiem zasnutym gęstym, drapiącym powietrzem. 
Ulice pełne były spieszących się, zdenerwowanych ludzi. Mężczyzna podniósł rękaw ciężkiego płaszcza, spoglądając na tarczę zegarka.
Wskazówki kręciły się w kółko jak zwariowane, przykute do jedynego wymiaru jaki znały.
Tłum szarych postaci zdawał się nie zauważać jego obecności, mknąc dalej gdzieś w nieznaną przyszłość. 
Przyszłość w której nikt nie czuł się bezpiecznie. 
Deszcz przybrał na sile, zniekształcając kropelkami obraz za szkłem cyferblatu. 
- Nie ważne jaki to czas - pomyślał, czując spływające po czole strugi brudnej wody. 
Wyciągnął przed siebie dłoń - ...Ponieważ nigdy go nie zaakceptuję. 
Czas zatrzymał się wraz z grzmotem błyskawicy, której blask ujawnił twarz tłumu.

 

Spojrzał po sobie z odrazą. 

 

 

 

 

 

txt: Henear
.............................................................................