Cieciu schowaj miotłę

nasze państwo ma kaszel, katar i biegunkę

 

9c59bb54baea98b1d5c7d3b0ae5fddbb.jpg


Opodatkowanym PIT przychodem osób zatrudnionych na podstawie kontraktów menedżerskich są wszelkie świadczenia otrzymane w celu wykonania usługi. Chodzi tu w szczególności o samochody służbowe, komputery, telefony komórkowe.

Tak uznał Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 6 grudnia 2012 r. Wyrok ten oznacza zmianę interpretacji przepisu, który nie był zmieniony od początku obowiązywania ustawy o PIT i dotychczas nie budził kontrowersji.

Dotyczy to w szczególności kosztów udostępnienia menedżerom składników majątku oraz ponoszenie przez firmę jakichkolwiek innych kosztów związanych z wykonaniem kontraktu menedżerskiego.

Logika NSA jest następująca: skoro przychodem są otrzymane lub postawione do dyspozycji podatnika pieniądze oraz wartość otrzymanych świadczeń w naturze i innych nieodpłatnych świadczeń - to koszty, jakie spółka ponosi w związku z eksploatacją środków majątkowych udostępnionych zleceniobiorcom stanowią dla nich przychody podlegające opodatkowaniu.

Sąd nie podzielił stanowiska spółki, że udostępnienie przez nią składników majątkowych, w celu wykonania usługi na jej rzecz nie prowadziło w jakimkolwiek sensie do wzbogacenia menedżerów, a tym samym nie stanowiło dla nich przychodu.

Jednym słowem każde zdarzenie bez względu na to czy generuje bezpośrednią korzyść, zawsze podlega opodatkowaniu.

Ten wyrok dotyczy konkretnej spółki i konkretnego menedżera. Jest jednak bardzo niebezpieczny, bo może pośrednio odnosić się również do powszechnie stosowanych umów o dzieło i umów zlecenia, gdzie zleceniobiorca zobowiązuję się do wykonania na rzecz zlecającego dzieła lub czynności i korzysta ze składników majątku zleceniodawcy.

Powyższy język prawniczy jest drętwy i mało zrozumiany przez normalnego, pozbawionego zboczeń urzędowych człowieka.

Przełożymy to zatem na język potoczny i normalny.

Załóżmy, że pan X jest tokarzem. Znalazł pracę, ale na umowę śmieciową. Firma właśnie sprowadziła nowoczesny, wysokowydajny automat tokarski wart 10 milionów złotych. Pan X codziennie będzie pracował 8 godzin, za co będzie pobierał wynagrodzenie w wysokości 3 000 zł miesięcznie. Przepracował pan X dokładnie rok i zarobił 36 000 zł.

Zapłacił 20 procentowy podatek dochodowy w wysokości 7200 zł, zostało mu 28800 zł i śpi spokojnie.

Do czasu.

Panu ministrowi Rostowskiemu nie wyszło z radarami i w budżecie dziura, którą trzeba załatać.

Zjawiają się wówczas urzędnicy skarbowi i wystawiają panu X rachunek.

Panie X. W okresie roku pracował pan w firmie obsługując tokarkę wartą 10 milionów złotych. Amortyzacja na tego typu urządzenie wynosi 10 lat. Wychodzi 1 milion złotych rocznie. O tyle się pan wzbogacił panie X, ale nie zapłacił pan należnego podatku dochodowego.  Od kwoty miliona złotych podatek jest wyższy, bo 35 procent, a więc winny jest pan  350 tysięcy plus odsetki ustawowe.

Logiczne, sprawiedliwe, a co najważniejsze zgodne z prawem. Porządek musi być w "państwie prawa".

Wyliczenia są oczywiście uproszczone, ale tu nie o matematykę chodzi, a o pewien mechanizm prawa podatkowego i jego logikę.Prawo nie może działać wstecz, ale egzekucja prawa może. Niebawem do naszych drzwi może zapukać urzędnik i sprawdzić , z jakiego majątku i jakiej wartości korzystaliśmy wykonując naszą pracę w ciągu ostatnich pięciu lat i nałożyć na nas podatek. Nieznajomość prawa nie zwalnia od jego przestrzegania.

Opisany wyżej przypadek może okazać się całkiem realny.Furtki prawne do egzekwowania tego typu należności podatkowych zostały otwarte. Chore furtki, bo stwarzają możliwość dowolnej interpretacji.

Definicja podatnika obowiązanego płacić podatek dochodowy jest wspólna zarówno dla prowadzącego działalność gospodarczą na własny rachunek jak i pracownika zatrudnionego na umowę o pracę. To rodzi kolejne wątpliwości. Wyrok może być przesłanką do egzekwowania należności  podatkowych przez pracowników, którzy używają mienia firmy. Co z pilotem dreamleanera wartym kilkaset milionów dolarów. Przez osiem godzin lotu wzbogaca się o niebagatelną część  majątku np. PLL LOT, a należny podatek dochodowy wielokrotnie  przekroczy jego wynagrodzenie.

Budżet jest ciągle głodny. Opodatkujmy cieciowi miotłę, babci klozetowej papier toaletowy, nauczycielom kredę, a policji pałki, zaczyna to przypominać kiepski  teatrzyk absurdu.

Z wyrokami sądów się nie dyskutuje. Sąd wydał wyrok na podstawie obowiązującej ustawy. Ten wyrok pokazuje jednak jak ułomne i koślawe jest polskie prawo podatkowe. Najgorsze jest to, że interpretacja prawa podatkowego ciągle zależy od aktualnego  samopoczucia urzędnika.

O jakości prawa decyduje Sejm RP.

Kilka dni temu szef Kancelarii Sejmu Lech Czapla przekazał posłom  w odpowiedzi na ich zapytanie pismo, z którego wynika, że kierownictwo kancelarii sejmu otrzymało w 2012 roku nagrody w wysokości ponad 976 tys. zł.

Za kompetencje, ofiarność, dyspozycyjność, oddanie, fachowość, głęboką znajomość zagadnień, wizję, spełnianie społecznych oczekiwań, wytrwałość, nieustający trud w dziele naprawy państwa, transparentność, przejrzystość i dalekowzroczność, konsultacje z szerokimi rzeszami,  precyzyjnego określenia celu wspólnego dobra i rozwoju modelu cywilizacyjnego poprzez regulację i deregulację.

A wszystko zgodnie z regulaminem premiowania obowiązującym od lat osiemdziesiątych XX wieku.

I kto zakwestionuje prawo posłów, senatorów i obsługujących ich urzędników do wysokich premii?  Ja bym się nie odważył.

Czekam z wypiekami na twarzy na nowe  "kompetentne" i dobrze skrojone prawo