Chrześcijaństwo i prezerwatywy

Czy uprawianie, lub nie, seksu przed ślubem, czy używanie prezerwatyw stanowią o tym czy jestem chrześcijaninem, katolikiem?

 

Dominik Zort w tekście opublikowanym w internetowym wydaniu "Rzepy" pod znamiennym tytułem: Koniec epoki kremowkowej, przytacza słowa włoskiego historyka Kościoła Camillo Berezziego nawiązującego do postaw młodych katolików, nazywanych przez niego Papaboys (chodzi o pokolenie JPII): Papaboys śpiewaja umierającemu Janowi Pawłowi II piosenki, a jednocześnie współżyją przed ślubem i używają prezerwatyw.  W ten sposob ukazuje się, zdaniem Berezziego, hipokryzja podwójnosć i zakłamanie młodych chrzścijan, z jednej strony, zapatrzonych (bo przecież, nie ZASŁUCHANYCH!) w postać Papieża Polaka, a z drugiej żyjących niezgodnie z zasadami moralności i etyki katolickiej.

To, co jest znamienne w przytoczonych przez Zorta słowach Berezziego i co jak bumerang powraca w rozmaitych dyskusjach na temat chrzescijaństwa i Kościoła Katolickiego, to, moim zdaniem, niezrozumienie tego czym w swej istocie jest religia katolicka, a więc wiara w Jezusa Chrystusa, jako Syna Bożego i Zbawiciela.

Chrześcijaństwo zostaje dziś bardzo często sprowadzone li tylko do moralności, a przecież istota wiary w Jezusa nie sprowadza się do przestrzegania takich czy innych norm etycznych! Kto tego nie zrozumie, dla tego, chrześcijaństwo oznaczać będzie jedynie ciągły rozziew między sztywnymi nakazami i zakazami, a ich praktyowaniem w codzienności.

Czy uprawianie, lub nie,  seksu przed ślubem, czy używanie prezerwatyw stanowią o tym czy jestem chrześcijaninem, katolikiem? Czy jedynym znakim ropzpoznawczym przynależności do Chrystusa jest zgoda i bezrozumne, aprobowanie wszystkiego, co nakazuje Kościół w swym, nota bene, również podlegającym przeobrażeniom, nauczaniu? Przekonanie, że każda wypowidź Magisterium domaga się takiego samego rodzaju "szczerego przylgnięcia" ze strony wiernych, zrodziło już wiele zlych owoców" (ks. Jacek Prusak). 

Czy stosunek do antykoncepcji i etyki seksualnej, jest tym, co czyni ze mnie ucznia Chrystua? Owszem, to nie są sprawy absolutnie bez znaczenia, ale to nie są też kwestie, które raz na zawsze, absolutnie i do końca decydują o naszym związku z Jezusem...

Brak w takim podejści do religii zrozumieni tego, co należy do istoty Chrześcijaństwa, jako wiary w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa i tego, co z nich dla nas wynika, a tym, co jest tylko mało znaczącym, kościelnym dodatkiem do tej najważniejszej prawdy naszego życia...