Chociaż jeden mały dowodzik!

Zostałem  s p r o w o k o w a ny :).  Nie odpuszczę   więc, bowiem rycerski Koziorożec przecie jestem  (inaczej - zakuta koźla głowa), czyli uparciuch nieprzejednany, aby nie powiedzieć mocniej, ale nie użyję bardziej dosadnego słowa :). A kto mnie sprowokował? A "Diamentmind" -  dowodów się Jej zachciewa. Hohooo! Widzimisię szczególne ma się... :). Tak więc - ad rem...

************************************************************************************************************************************

Niektórzy mogą mi nie wierzyć, ale wypróbowałem już sporo z tego, o czym piszę. Mnie pomogło i nadal pomaga. Znam również wielu takich, którym wejście na duchową ścieżkę również ułatwiło życie. Chociażby przez to, że zaczęli inaczej je postrzegać, bowiem...

NIE JEST ISTOTNE, CO PRZEŻYWASZ.   ISTOTNE JEST, JAK PRZEŻYWASZ.

„Neurobiolog Michael Persinger podczas swoich eksperymentów laboratoryjnych zauważył decydującą różnicę między wierzącymi i nie – ci pierwsi odczuwali obecność boskiej wielkości i szczęście, drudzy – doświadczali lęku przed śmiercią” (Adrian Kreye, „Rozum przegrywa, gdy gadają sami oświeceni”, „Süddeutsche Zeitung”06.06.2007 r.).

A może jednak ktoś zacznie domagać się dowodów? Choć jeden mały dowodzik? Po co? W jakim celu? Mało dowodów swojej mocy pozostawił Jezus? I jak go przyjęliśmy?

„Przyszedłem w imieniu Ojca mego, a nie przyjęliście mnie. Gdyby jednak przybył ktoś inny we własnym imieniu, to byście go przyjęli. Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która eiobafly-by-lot.jpgpochodzi od Boga?” (Jezus, Ew. św. Jana, 5.43-44). Mimo to wielu ludzi ze zniecierpliwieniem może powiedzieć: „To udowodnij, że masz możliwości Boga! Udowodnij, że możesz obejść się bez picia, jedzenia, oddychania. Pokaż, że latasz, jak ptak!” UDOWODNIJ!Proszę bardzo – latam… Wystarczy, że wsiądę do samolotu i …„FLY by LOT”… :)

Za chwile odpowiem, zaś teraz ciekawy (przynajmniej dla mnie) cytat – jakby motto do tego, co zakomunikuję dalej: „Osiągając boską świadomość już się nie walczy z wszechświatem. Płynie się zgodnie z nim. Człowiek wtedy nie chce usilnie zmieniać świata, zamiast tego robi to, 4d240624b8d0dc72cd540f7c7ae2cd78.jpgco jest w danej chwili do zrobienia. Działa jak woda, która po prostu płynie – nie próbując robić nic innego. Takie działanie jest czyste i zgodne z ruchem boskości.

Budda osiągnął oświecenie. I co zrobił? Tylko nauczał (aż nauczał). Nadal prowadził żebracze życie, nadal jadł, spał, chodził, rozmawiał. Nie chodzi o to, że po oświeceniu można zmieniać cały świat. Chodzi o to, że po oświeceniu nie stawia się już oporu temu, co jest. Wszystko jest w porządku, ponieważ działa zgodnie z ruchem boskiej energii we wszechświecie – zgodnie z procesem miłości, który odbywa się sam. Oświecony jest tego świadomy i całkowicie z tym zsynchronizowany :)” („Naturalność Boskości”, komentarz  AnandaNa z dn. 16.12.2006 r., www.rozwojduchowy.net).

 

Jeśli teraz odpowiem na to tak, jak odpowiem, to pewnie ponownie narażę się komuś na zarzut, że kręcę, że wymiguje się od prostej odpowiedzi. I będzie to kolejny dowód, że poruszam się ciągle w sferze teorii. Ciągle ta teoria, wydumane idee nie znajdujące odzwierciedlenia w praktyce… :) Żądanie jakichkolwiek dowodów świadczy, niestety, o niedojrzałości żądającego, do której wszakże ma zupełne prawo. Przyjdzie jeszcze czas i dla niego na zrozumienie. Zresztą przecież i tak każdy z nas jest ciągle w drodze do dojrzałości, do rozumienia wielu spraw. „Jezus jest drogowskazem. To On podał dowód prawdziwości twierdzenia. My nie musimy niczego udowadniać, lecz jedynie uwierzyć w prawdziwość dowodu i stosować twierdzenie: «Naśladuj Mnie. Wszystko jest możliwe dla ciebie, jeśli w to uwierzysz w duchu».” [podkreślenie autora] („Życie i nauka Mistrzów Dalekiego Wschodu”, Baird T. Spalding).

Dlaczego ktokolwiek ma dla nas cokolwiek udowadniać? Czy nie lepiej wydobyć z siebie ideał, wypracować go, a nie żądać tego od innych? Łatwiej jest jednak żądać, często wyśmiewać, rzucać oskarżenia, kpić, niedowierzać, niż samemu sprawdzić, zweryfikować, poznać, nauczyć się, pojąć, wypracować.

Dlaczego tak jest? Ponieważ pierwszy wariant jest znacznie łatwiejszy, nie wymaga wysiłku, zastanowienia, przemyślenia, a jedynie prostej reakcji. Łatwiej rzucić oszczerstwo, wyzwisko, wyszydzić, aniżeli przesłać miłość. Wskazanie Jezusa, aby kochać swoich nieprzyjaciół, aby kochać myślących inaczej, niż my, jest bardzo trudne. Ale kto powiedział, że proces naszego dojrzewania, wychowywania, samowychowywania ma być łatwy? Ja sam miałem (i mam ciągle) sporo z tym problemów.

Powróćmy jednak do „dowodów”. Przypomina mi to kuszenie Jezusa na pustyni. „Rzekł mu tedy diabeł: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby stał się chlebem». Odpowiedział mu Jezus: «Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek».”(Ew. św. Łukasza, 4.3-4).  Po co, w jakim celu miałby Jezus zamieniać kamienie w chleb? Po co zamieniać stworzony już materialny twór na inny produkt? Przecież Jezus doskonale wiedział, że z kosmicznego tworzywa, Boskiej Energii, którą jest wypełniony cały Wszechświat, mógłby bez problemów zmaterializować pokarm. Po co jednak miałby to robić i komu miałoby służyć to pożywienie? Czy nie mógł nasycić swojego ciała w inny sposób? Czy musiał uciekać się do cyrkowych sztuczek z materią? Czy dla tak niskich celów otrzymał Jezus potężną moc?

Myślę, że wielu z nas słyszało już  o żyjących współcześnie ludziach, którzy nie jedzą, nie piją, a żyją. Nauka nie jest dziś jeszcze wyjaśnić tego zadziwiającego zjawiska. Można domniemywać jedynie, że ludzie ci w jakiś sposób przyswajają bezpośrednio Boską Energię, orgon, energię życia – nieważne zresztą, jak zostanie nazwana. To widocznie wystarczy, aby ciało żyło i prawidłowo funkcjonowało. Wielu jednak domaga się dowodów i wyjaśnienia niezrozumiałych zjawisk – co ze wszech miar zrozumiałe… :).

Jezus doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że uleganie pokusie udowadniania jawi się jako próba popisywania się i jednocześnie akt niewiary lub wiary „nie do końca”. Jeśli On Wiedział To, Co Wiedział, to w jakim celu miał cokolwiek i komukolwiek udowadniać? Takie działanie byłoby absolutnie bezsensowne.

21ae0cb6537341917cd8e9a27d902781.jpg

Zwulgaryzuję sprawę, ale przypomina to nieco próbę prowokowania mistrza sztuk walki przez ulicznego zabijakę, który chce koniecznie zweryfikować prawdę o umiejętnościach mistrza. Ten zaś po prostu wie, że taka konfrontacja jest bezsensowna, ponieważ zna prawdę o swoich zdolnościach i umiejętnościach. Udowodnienie jednemu nie przerwie łańcucha prób wymuszania „udowadniań” przez innych „twardzieli”.

„Niech mi wolno będzie powiedzieć, że wielka liczba dusz kapłańskich – z powodu wątpliwości i obawy – jest odpowiednikiem faryzeuszy, zaślepionych swoją pychą i obłudą. (…) Czasy się nie zmieniły. (…) Dawałem im znaki, ale oni pragną takich znaków, które mogliby wytłumaczyć przez dowody: chcą dowodów.” (Vassula Ryden, „Prawdziwe życie w Bogu”).

Oprócz tego to, że nie umiemy jeszcze objaśnić dokładnie i do końca wielu faktów, wielu zjawisk, nie znaczy, że one nie istnieją. Próby wtłoczenia niezrozumiałych zjawisk w ciasne ramy przyjętych paradygmatów tylko dlatego, że obecnie, czy też dzisiejszymi metodami nie można ich udowodnić czy wyjaśnić do końca są, mówiąc delikatnie, krótkowzroczne. Co więc pozostaje? Upierać się przy swoim, trwać przy dogmatach, czy też poznawać, zgłębiać rzeczywistość?

DUŻA  WIEDZA  POMAGA  WIERZYĆ,  MAŁA  PRZESZKADZA.

Czy ktoś 100 lat temu myślał, że będziemy latać w kosmos, że będą telefony komórkowe, że będziemy przeszczepiać serca i inne narządy? A przecież w dawnych wiekach pojawiały się przepowiednie (pewnie były to przekazy prekognicyjne), że w powietrzu będą latać „stalowe ptaki wożące w swoich brzuchach ludzi”, że w domach będą „skrzynki, w których można będzie zobaczyć cały świat”, że „cała ziemia będzie splątana pajęczyną” (radio- i telefonia) itd. Czy potrzeba wymieniać następne przykłady? Każdego prorokującego, każdego wizjonera mówiącego o tym wyśmiewano w ówczesnych czasach i traktowano jako niespełna rozumu.

Teraz ja mam ochotę na małe „dowody”. Hej, niedowiarkowie! Udowodnijcie mi, że istnieje prąd elektryczny. Udowodnijcie mi, że istnieje wiatr. Niedorzeczne? „Ja chcę zobaczyć prąd! Ja chcę zobaczyć wiatr!” Czasem nawet dorośli zachowują się jak małe dzieci, prawda? Czy ktoś na świecie widział prąd elektryczny lub wiatr? Adwersarze odpowiedzą z pewnością teraz: „Chłopie! Przecież nie widać gołym okiem ruchu ładunków elektrycznych, czyli elektronów, w przewodniku. Nie widać wiatru. Ale skutki działań obu mediów są widoczne.” WŁAŚNIE! SKUTKI są widoczne!

Tak na marginesie – dzisiaj można wyjaśnić wiele z tych niezrozumiałych zjawisk na bazie fizyki kwantowej. Nie przerażajmy się – nikt nam nie każe jej studiować. Warto jedynie zaznajomić się z niektórymi wnioskami z niej wynikającymi. O ile jesteś naprawdę tym zainteresowany, to zajrzyj do opracowania „Biomagnetyzm: cudowna moc w życiu”. Jeśli jednak ktokolwiek jest uparty i chce dowodów, to czy jednak uwierzy i przyjmie moje dowody? Czy uzna je za wystarczające? Powie może: „To są twoje, brachu, przywidzenia, twoje iluzje, twoje nieżyciowe, nierealistyczne teorie. Dzisiaj te zdarzenia, o których piszesz – to przypadki, jakich mnóstwo w życiu każdego z nas.” Ja dzisiaj już nie potrzebuję żadnych dowodów, ja nie tylko wierzę – JA WIEM.

Jednak jeśli ktoś chce nadal jakichkolwiek dowodów – to jakich? Bo – przyznam – tego już nie wiem :).

602f6b5f82762dc3e6f0697cab671c69.jpg

 

Fragment książki „Nie samym chlebem żyje człowiek”

Autor: Janusz Dąbrowski