Chiński noblista i dodupizm

Dlaczego w Polsce wypuszcza się winnych, a w Chinach gnębi niewinnych?

 

 Mało ludzi zdaje sobie sprawę, że Liu Xiaobo dzięki pokojowej nagrodzie nobla - przyznanej przez komitet noblowski - uratował życie. Nie jest to już tak kontrowersyjny wybór, jak sprzed roku, kiedy Nobla dostał pierwszy czarnoskóry prezydent Stanów Zjednoczonych. Żartowano wtedy, że Obama dostanie Oskara zanim zagra samego siebie w Hollywoodzkiej produkcji. Z pewnością nagroda przyznana została z większym namysłem w tym roku.

Chiński dysydent wchodząc w Panteon noblistów stał się nietykalny. Przynajmniej teoretycznie, ponieważ w dalszym ciągu pozostaje w więzieniu. Rząd chiński oficjalnie potępił decyzję norweskiej komisji, nazywając Xiaobo „przestępcą”. Smutna to rzeczywistość, kiedy Chiny pierwszy raz otrzymawszy pokojową nagrodę nobla, z marszu ją odrzucają. Na marginesie w telewizji jest on nam pokazywany jak siedzi w gabinecie i czyta gazety. Na zdrowy rozsądek nie jest to chyba więzienie, media nie raczą powiedzieć, co to za materiał i kiedy został nakręcony. Nie twierdze, że to manipulacja, ale ogromny brak profesjonalizmu.

Jeszcze smutniejsze jest to, że w chińskich więzieniach znajduje się mnóstwo więźniów politycznych. Trzeba by było przyznać Nobla każdemu, aby realnie wpłynąć na Chiny, a i to nie wiadomo czy by coś zmieniło. Prezydent Stanów Zjednoczonych zaapelował do władz Pekinu o wypuszczenie Xiaobo. Wiadomo jest wszystkim, że ubiegłorocznym laureatem pokojowego Nobla - jak wspomniałem - jest właśnie Barack Obama. Prawdopodobnie tylko dzięki temu zabrał głos w międzynarodowej dyskusji.   Widzimy, że Nagroda, choć prestiżowa ma dwa ostrza jednym ratuje życie drugim je utrudnia.

Tymczasem na lokalnym gruncie dodupizm. Okazało się, że zatrzymanie króla dopalaczy „na granicy prawa” było błędem. Oczywiście nie pijarowskim. Właściciela sieci sklepów z „legalnymi narkotykami” nie dało się wystrychnąć na dudka, za to on wydudkał na strychu rząd. Po szale zamykania i zatrzymywania handlarzy śmiercią prokuraturze nawet nie chciało się odwołać od decyzji sądu dotyczącej zwolnienia z aresztu „króla”.

Nie przypadkiem wspominam tutaj o nim. W Chinach prawdziwy bohater siedzi w więzieniu i pewnie tam zgnije. W Polsce przestępca, na którego nagonkę zorganizował sam premier wychodzi na wolność i ma gdzieś wszystko. I tak mu nikt nic nie zrobi. Nasuwa się jedno wyjście, ale musi się norweski komitet zlitować, żeby dać „królowi” Nobla. Może tak jak Obame i Dawida B. ruszą sumienie i zmieni swoje postępowanie. W każdym bądź razie jeszcze nie raz usłyszymy jakiś traumatyczny wywiad z nastolatkiem, któremu dopalacze zniszczyły życie.