Bydgoszcz zawsze była portem rzecznym, a Kanał to dodatek.

lOd zamierzchłych czasów, z których nie zachowały się żadne przekazy pisane, losy osadnictwa w okolicach obecnej Bydgoszczy związane były z rzeką Brdą, co zdają się potwierdzać współczesne badania archeologiczne. Prawdopodobnie pierwszych osadników zwabiła na te tereny właśnie rzeka Brda, a dokładnie jej niezwykłe ukształtowanie koryta w tych okolicach. Rzeka rozdzielała się w tym miejscu na kilka odnóg tworząc wyspy i wysepki. Przy zastosowaniu techniki dostępnych w tamtych czasach nie było możliwe ujarzmienie zmiennej i potężnej rzeki płynącej jednym korytem. Dzięki temu jednak, że koryto Brdy rozdzielało się w tym miejscu na kilka mniejszych cieków, łatwiej było ją kształtować i wykorzystywać. Musieli jednak ci dawni osadnicy przywyknąć do życia zgodnego z rytmem rzeki i godzić się na straty spowodowane jej okresowymi wylewami.

Trudno sobie dzisiaj wyobrazić jakim potężnym i nieujarzmionym  żywiołem była Brda w oczach dawnych mieszkańców okolic Bydgoszczy. Pierwsi osadnicy na tych terenach i późniejsi mieszkańcy miasta musieli myśleć o niej z wielkim szacunkiem i nieustającym nabożnym strachem. Z pewnością próbowali oni zabezpieczać swoje domostwa prymitywnymi wałami przeciwpowodziowymi i z pokolenia na pokolenie przekazywali sobie wiedzę jak współżyć z rzeką.

Uparte pozostawanie dawnych osadników nad Brdą świadczy tylko o tym, że czerpali z niej niemałe korzyści: 1) Rzeka żywiła ich rybami; 2) zapewniała transport i komunikację z miastami nad Wisłą, ułatwiała znajdywanie rynków zbytu i umożliwiała handel zbożem, solą, woskiem, miodem, a później piwem, drewnem, a nawet garnkami; 3) rzeka pozwalała im korzystać ze swojej, siły gdy nauczyli się już częściowo ją ujarzmiać. 

Już od wczesnego średniowiecza wykorzystywali Bydgoszczanie siłę wody płynącej w Brdzie i zaprzęgali ją do transportu, a później także do pracy przy napędzeniu młynów zbożowych, oraz mennicy i tartaków. Doceniali korzyści, które im rzeka przynosił, pomimo że Brda była bardzo groźna i kapryśna. Amplituda wahań poziomu wody w rzece w zależności od pory roku była zawsze bardzo duża. Z niektórych źródeł wynika, że różnica pomiędzy najwyższym i najniższym w ciągu roku poziomem wody w rzece dochodziła do 7 m. W innych relacjach stwierdza się, że woda w rzece nigdy nie zamarzała. Tak pisał zakonnik z przełomu XVI i XVII wieku, który z pewnością nie znał  się na hydrologii i locji rzek, bardziej interesowało go, że ryby z Brdy są smaczne. Jednakże jego uwaga o nie zamarzaniu rzeki, wskazuje na to, że jej poziom, nawet zimą zmieniał się często i mróz nie potrafił jej unieruchomić, bo za tymi zmianami nie nadążał. Zapewne nie  każdego roku wahania stanu rzeki były ogromne. Załóżmy, że 7 m to wartość skrajna i że średnia amplituda wahań poziomu rzeki wynosiła „tylko” 4 m.

Przez cały okres średniowiecza Bydgoszcz była ważnym portem śródlądowym. Niektórzy Bydgoszczanie dorobili się sporych majątków na handlu zbożem, a dokładniej na magazynowaniu zboża i spławianiu go Wisłą do Gdańska. Oprócz handlarzy zbożem w mieście funkcjonowały jeszcze w pierwszej połowie XVII wieku browary i cech garncarzy, którzy również eksportowali swoje towary drogą śródlądową. Pracowników transportu rzecznego zrzeszały w Bydgoszczy bractwa szyprów i sterników śródlądowych, a z zachowanych dokumentów wnika, że liczyły one na początku XVII wieku po kilkudziesięciu członków. Prawdopodobnie więc w ówczesnej Bydgoszczy było około 20 – 30 dużych szkut służących do przewozu towarów. W dużej mierze handel bydgoski oparty był na spławie zboża i innych towarów Wisłą do Gdańska i żegludze na Brdzie.

Zboża z pobliskich Kujaw, Krajny, Pałuk, części Wielkopolski i części Pomorza zwozili do Bydgoszczy właściciele ziemscy oraz chłopi, którzy mieli nadwyżki. Tylko w Bydgoszczy mogli te zboża sprzedać. W średniowieczu drogi lądowe były liche, a pojazdy, za pomocą których odbywał się transport prymitywne. Z pewnością funkcjonowała sieć lokalnych dróg, która schodziła się w każdym mieście. Żeby jednak takimi drogami transportować tony zboża na znaczne odległości – na przykład z Bydgoszczy do Gdańska nikomu nie przychodziło nawet do głowy.

Jedynym dostępnym w tamtych czasach środkiem transportu dla dużych ilości towaru były statki rzeczne. Przewoziły one zboże rzeką Brdą do odległej o kilkanaście kilometrów Wisły, a Wisłą do Gdańska. Stamtąd zapewne do Niemiec, Holandii, Francji. Większość zboża, które przywożono do Bydgoszczy przeznaczona była na handel. Pewną jednakże część przywożono tu w innym celu niż eksport do Gdańska, bo w mieście funkcjonowały dość wydajne młyny wodne, w których mielono je na mąkę i kaszę dla miejscowych potrzeb..

W porze roku kiedy zwożono do miasta plony, czyli koniec lata – początek jesieni, statki rzeczne nie mogły po Brdzie pływać, ponieważ w rzece nie było odpowiednio dużo wody. W porze letniej poziom rzeki opadał i zapewne w wielu miejscach można było przez nią przejść, nie mocząc kolan.

Taki stan rzeczy wymusił budowę w Bydgoszczy wielu spichlerzy, budowano je blisko rzeki po obydwu jej stronach. Musiało być ich dużo, żeby pomieścić całe zwożone do miasta zboże. Żyjący w Bydgoszczy na przełomie XVI i XVII wieku bernardyn, którego relacja zachowała się do naszych czasów, zapisał że latem zwożono do miasta zboże z całej okolicy, żeby później „sposobną porą” spławić je szkutami do Gdańska. Słowa „sposobną porą” oznaczają drugą część jesieni, dopiero późną jesienią dzięki deszczom Brda przybierała i jej głębokość robiła się na tyle duża, że mogły nią płynąć  załadowane zbożem szkuty.

 8ebbb49da605f6214b3926998d577be7.jpg