Bóg i Facebook

Który ważniejszy?

Który ważniejszy?

 

Pokolenia ....

Ostatnie resztki pokolenia Polaków, dla których najważniejszym hasłem było: „Bóg, Honor, Ojczyzna” pisane dużymi literami, właśnie odchodzą z tego świata i jak to się ładnie mówi dołączają do grona wielkich nieobecnych. W ich czasach Polska miała tylu wrogów ilu sąsiadów, a sojuszników i przyjaciół szukała daleko, wśród krajów, dla których polskie sprawy znaczyły tyle co nic.

W czasach, w których mi przyszło żyć wszystko robiło się : „Ku chwale ojczyzny”, już bez Boga i bez Honoru, przy czym ta ojczyzna oznaczała wtedy coś więcej niż tylko nasz kraj. W słowie tym były w jakiś sposób połączone wszystkie „bratnie” narody socjalistyczne, tak jakbyśmy byli (to znaczy Polska) częścią większej całości. W istocie byliśmy jakby jedną z republik radzieckich, mieliśmy jasno określonego wroga – imperializm, EWG, Ameryka. Nie było Polakom lekko ale uważali, że każdy sukces bloku socjalistycznego jest także w jakiś sposób naszym, polskim sukcesem. Tak było na przykład z Gagarinem, czy zestrzeleniem amerykańskiego samolotu szpiegowskiego.

Z kolei o porażkach systemu, którego Polska była członkiem nie wiedzieliśmy wcale albo wiedzieliśmy mało. Tak było na przykład z powstaniem w Budapeszcie i w Czechosłowacji, tak było z oderwaniem się od bloku Jugosławii. O wojnie toczącej się w Afganistanie wiedzieli nieliczni Polacy, pamiętam rysunek, który krążył w nieoficjalnym obiegu, jego autor tłumaczył, że napis „CA” na hełmach radzieckich żołnierzy nie znaczy wcale ”Sowiecka Armia”, tylko „Camping Afganistan”. O awarii w Czernobylu dowiedzieliśmy się z dużym opóźnieniem, wtedy gdy już nie dało się jej ukryć.

Indoktrynacja Polaków trwała dopóki w rękach władz były wszystkie media. Mówiono nam, którzy to są ci dobrzy, a którzy ci źli, co jest słuszne i dobre .... itd. Radiotelefony były głównie w posiadaniu milicji, a nielegalne drukarnie opozycyjnych broszur władze dość szybko wykrywały. Polskojęzyczne rozgłośnie zagraniczne były bardzo skutecznie zagłuszane, tak że nie cenzurowane informacje przedostawały się do polskiej opinii publicznej z trudem.

W tamtych smutnych czasach naturalnym sojusznikiem każdej opozycji stawał się Kościół, który i tak już z założenia nie pasował do komunistycznej ideologii. Bardzo niechętnie był tolerowany przez władzę ludową, która nazywała go siedliskiem zabobonów. Kościół wspierał opozycję i ośmielał się krytykować władzę, stał się w pewnym sensie obrońcą wolności i niezależnego myślenia. Słowo Bóg znikło z oficjalnej propagandy ale wielu ludzi nosiło go w sercu.

ksiadz_640x0_rozmiar-niestandardowy.jpg

Potem przyszły lata osiemdziesiąte i władzom nie udało się już utrzymać bariery informacyjnej. Chyba pierwszy wyłom powstał za sprawą coraz powszechniejszych kserokopiarek. Zaczęły pojawiać się w Polsce tak masowo, że walka z produkcją i rozpowszechnianiem ulotek przestała mieć sens. Milicja przestała mieć monopol na nowoczesny sprzęt łączności, wyposażano w niego wiele służb ratowniczych, więc zaczęli z niego korzystać również przeciwnicy władzy. Poza tym coraz więcej Polaków znało język angielski i zagłuszanie polskojęzycznych stacji nie mogło zatrzymać informacji.

Później wiadomo – nastała demokracja. Teraz żadne państwo nie jest naszym wrogiem, sami partnerzy. Nikt też niby nie cenzuruje nam informacji, ale czy wiemy, którzy to są ci źli? Kościół w każdym razie zmienił się w Polsce z obrońcy wolności, której nie ma już przed kim bronić w jedną z wolnorynkowych firm, nastawioną na zysk. Takich firm jest wiele, więc dla coraz większej grupy Polaków „Bóg” staje się pustym słowem, które znaczy znacznie mniej niż Facebook.