"Bo za często, bez kontroli, w ciemno"...

Ostrzegał przed nimi już Fleming. Ostrzegali lekarze ostatniego stulecia. Byli jednak i tacy, którzy machnęli ręką, dali się "ugłaskać" systemowi. To za nich dziś słono płacimy.

 

 

c67e3efe3b93abd5181169d97ad82f22.jpg

18 listopada obchodzimy Europejski Dzień Wiedzy o Antybiotykach. Na pewno niejednemu z nas rzuciły się w oczy ulotki, plakaty, biuletyny "z jeżykiem". Wiszą w autobusach, tramwajach, możemy dostać je u lekarza, czy przeczytać w Internecie. Krzyczą do nas, żebyśmy otworzyli oczy i przestali ślepo wierzyć w to, w co niektórzy chcieliby, żebyśmy uwierzyli. Antybiotyk na grypę, antybiotyk na przeziębienie, antybiotyk na ból gardła, antybiotyk po zmarłej babci, bo leży w szufladzie (sic!).

Statystyki są nieubłagane, 25 Polaków na 1000 przyjmuje antybiotyki codziennie. A ilu z nich naprawdę ich potrzebuje? Połowa? Jedna trzecia? Garstka?

Podczas mojej ostatniej wizyty u internisty, w momencie wypisywania antybiotyku, lekarzowi mocno zadrżała ręka, kiedy poprosiłam o badanie czy angina jest rzeczywiście bakteryjna. Dzień czekania na wyniki z wymazu, ale mojej słabej odporności postanowiłam już nie obciążać. Zgodził się ze mną, po czym przyniósł test Quickvue, który badanie to wykonuje w ciągu kilku minut. Zażenowanie, kiedy okazało się, że angina (jak 70% innych) jest wirusowa. Podziękowałam za antybiotyk i wyszłam.

Czym zarazi się Kowalski w szpitalu?

Dr Richard H. Bennett, mikrobiolog chorób zakaźnych opisuje bakterie, które kiedyś, niszczone przez penicylinę czy metacylinę, dziś uodporniły się już na większość leków, a ich odporność stale rośnie. Dzieje się tak głównie w szpitalach, ale winni są również pacjenci i lekarze zwykłych przychodni. Jeśli wszyscy nie zaczniemy walczyć z nadmiernym stosowaniem antybiotyków, walka pojedynczych jednostek okaże się bezskuteczna. Co z tego, że Kowalski przez 10 lat unikał brania antybiotyków. Kiedy trafi w końcu do szpitala z poważną infekcją, okaże się, że szczep bakterii, którymi się zaraził jest odporny na wszystkie znane dotychczas antybiotyki. Co dostanie Kowalski? Najcięższy dostępny antybiotyk, który zniszczy część bakterii, ale zniszczy także te "dobre", pozytywne, które Kowalski chronił przez ostatnie 10 lat.

Wyhodowaliśmy sobie zabójców

Podobnie rzecz ma się ze szczepem bakterii gronkowca złocistego - MRSA, który, jak pisze jeden z publicystów, wcale nie dotarł na Ziemię z Marsa. Sami go wyhodowaliśmy. Bakterie tego szczepu prowadzą człowieka do śmierci, są odporne na najsilniejsze antybiotyki, zabijają co roku więcej ludzi niż wirus HIV. Szczep ten wykształcił się właśnie na drodze ewolucji związanej z nadużywaniem i niewłaściwym stosowaniem antybiotyków. Bakterie, które nie zostały zniszczone do końca, wykształcały coraz lepsze mechanizmy odporności. Dziś wiele z nich jest praktycznie nie do zniszczenia.

Faktem jest, że bakterie szczególnie upodobały sobie szpitale. Według Amerykańskiego Centrum ds. Kontroli Chorób około 20 ze 100 osób przyjętych do szpitala zarazi się tam infekcją. Około 40000 osób rocznie umrze na infekcje wyniesione ze szpitala! Jednak aby chronić się przed "szpitalnymi szczepami" musimy zmienić podejście już na początku, idąc do lekarza z zaczerwienionym gardłem, czy jesiennym przeziębieniem.

 "Czuję, że coś mnie bierze, czy może mi doktor na wszelki wypadek..."

Idąc do lekarza, nie prośmy więc o antybiotyk, bo "w Internecie przeczytałem, że ten będzie odpowiedni". Nie upierajmy się przy swojej diagnozie, jeśli lekarz twierdzi inaczej. Z drugiej strony - nie wierzmy lekarzowi na ślepo. Bądźmy ciekawi, drążmy, pytajmy. Przed przepisaniem antybiotyku poprośmy lekarza o badanie, czy rzeczywiście jest on konieczny. Przy każdej anginie, których jesienią jest na potęgę, lekarz powinien wykonać nam test, który pokaże, czy infekcja jest wirusowa czy bakteryjna. Nie pozwólmy podawać sobie silnych leków "na wszelki wypadek", chyba że jest to rzeczywiście uzasadnione. Jeśli już musimy wziąć antybiotyk, bierzmy go do końca, we właściwych dawkach. Zróbmy to dla siebie, dla swojego zdrowia, żeby w newralgicznym momencie nie okazało się, że już nic nie możemy zrobić.

Nie Stany, nie Alaska... tylko my.

Europejski Dzień Wiedzy o Antybiotykach ma uświadomić nam, że musimy zmienić podejście do problemu antybiotykoodporności. Nie dotyka ona bowiem ludzi w Stanach, na Alasce, ale nas, każdego po kolei. Każdy z nas jest zagrożony coraz bardziej odpornymi na antybiotyki bakteriami. Ci, którzy przez lata umożliwiali bakteriom samowolny rozwój przez nadużywanie czy niewłaściwe stosowanie antybiotyków, wypracowali dla nas szczepy odporne na najsilniejsze środki. To my będziemy z nimi walczyć. I jeśli nie zmieni się podejście społeczeństwa, najpewniej przegramy.