Błąd, który wciąż kosztuje zbyt wiele.

Od najmłodszych lat wpajano mi, że trzeba kochać drugiego człowieka. Utwierdzano mnie w przekonaniu, że jego dobro jest bardzo ważne.

Od najmłodszych lat wpajano mi, że trzeba kochać drugiego człowieka. Utwierdzano mnie w przekonaniu, że jego dobro jest bardzo ważne.

 

Przykładem byli rodzice, którzy poświęcając sie dla dobra swoich dzieci, często odsuwali na bok swoje potrzeby, pragnienia i marzenia. Przecież dzieci są ważniejsze. Może nie wszyscy rodzice wychodzą z takiego założenia, ale akurat moi tak właśnie postępowali i taką zasadę wyznawali.

Do czego jednak prowadzi przewartościowanie innych kosztem siebie samego? Czemu w przykazaniu Kochaj bliźniego, jak siebie samego, większy akcent kładzie się na miłość wobec drugiego, a nie wobec siebie samego?

Myślę, że gdybyśmy całą swoją miłość skierowali najpierw do siebie, pamiętając, by nie gardzić jednocześnie drugim człowiekiem i nie wykorzystywać go do swoich celów, to mielibyśmy co dawać. Przecież dać można tylko to, co się posiada. Jeśli nie szanujesz naprawdę siebie i nie akceptujesz siebie w 100% takiego jaki jesteś, to w jaki sposób może Ci się to udać w stosunku do innych? Przecież nie ma w Tobie tej akceptacji?

Co w takim razie daje innym człowiek, który nie kocha siebie? Czym obdarowuje swoich bliskich rodzic, który wciąż na drugi plan odsuwa swoje potrzeby i pragnienia a na piedestał  ustawia swoje dzieci?

 

"Należy mi się Twój szacunek."

Za to,co dla Ciebie zrobiłam, mogłabyś okazać mi choć trochę wdzięczności."

"Moje dzieci powinny się odwdzięczyć, kiedy będę stary, przecież poświęciłem im najpiękniejsze lata swojego życia."


Przykładów można mnożyć dużo więcej,ale to nie zmieni stosunku tych ludzi do ich bliskich. Dopóki nie zrozumiemy, że to miłość do siebie i pełna akceptacja siebie jest w życiu najważniejsza, dopóty rozdawać będziemy miłość, wypełnioną oczekiwaniami, pretensjami, żalem i zgorzknieniem.

Nikt nie będzie nam nic winien, zwłaszcza najbliżsi, jeśli dary, które będziemy składać w ich ręce nie będą okupione brakiem miłości wobec siebie samego.

To nie egoizm. To dopiero jest prawdziwa miłość. Szczęśliwy człowiek, który jest zadowolony ze swojego życia, spełniony, doceniony przez siebie samego, nie będzie w stanie dać czegoś innego drugiemu człowiekowi. Jemu również da akceptacje, bezwarunkową miłość, wyciągniętą w geście przebaczenia rękę, zrozumienie i wszytko,co sam wcześniej dał również sobie. Po prostu podzieli się tym szczęściem, które w nim jest. Nic na tym nie straci, bo miłość zawsze rośnie, kiedy jest dzielona z drugim człowiekiem, ale nigdy, gdy okupiona cierpieniem dawcy.

Co więc robić?

Najpierw naucz się kochać i akceptować siebie takiego, jakim jesteś. Nie musisz się zmieniać, by cieszyć się swoim życiem. Potem obdarzaj innych miłością.
Na pewno odczujesz różnicę. I nigdy nie będziesz domagać się wdzięczności wobec swoich bliskich, bo wszystko co dasz, pochodzić będzie ze szczodrobliwości Twojego serca.

Daję, bo chcę. Nie kosztem swojego, ale z tego,czego mam w nadmiarze. Dowody wdzięczności to ostatnia rzecz, o jakiej myśli się w takiej sytuacji. To,co spawia największą radość dawcy, to widok szczęśliwych ludzi. Tak samo szczęśliwych, jak on sam.

 W moim życiu to działa, choć wiele jeszcze mam w tym względzie do zrobienia. Wiem jednak, że to najlepsza droga, na której stajesz się szczęśliwy zanim jeszcze dotrzesz do jakiegokolwiek wyznaczonego sobie celu. Gdy tam dotrzesz, radość i szczęście będzie podwójne.

 

Piotr - ducho