Biją dzwony. Ale dla kogo?

Niedzielne południe. Za oknem słońce oślepiająco rzucone na świeży śnieg nastraja pozytywnie do weekendowego odpoczynku.

Niedzielne południe. Za oknem słońce oślepiająco rzucone na świeży śnieg nastraja pozytywnie do weekendowego odpoczynku.

 

Niedzielny poranek, pobudka nie wywołana żadnym budzikiem, leniwy czas na regenerację sił po ciężkim tygodniu, lub kolejny dzień w pracy czy na studiach od świtu do późnej nocy.
Po co nam niedziela ? Potworny pęd życia jak wyścig Le Mans to walka o Pole Position  zatracająca sens i znaczenie niedzieli.

 
Sprawa marketów nikogo już nie dziwi. Otwarte nie rzadko siedem dni w tygodniu od 8 do 21 stanowią idealne miejsce wyładowania swoich frustracji. To miejsca już prawie kultowe, gdzie spotkać można każdego. Praca w niedzielę, nie zważywszy na wiarę to już chyba konieczność. Tkwiąc w gospodarce rynkowej dla właścicieli sklepów dodatkowy dzień sprzedaży to szansa na utrzymanie jako takiej pozycji na rynku. Gorzej sytuacja wygląda z pracownikami. Ludzi, którzy identyfikują się ze swoja firmą jest około 2%, reszta posłusznie wykonuje swoje zadania odliczając godziny do fajrantu.

 
Gdzie tu miejsce na życie, dla rodziny ?

 
„Pamiętaj abyś dzień święty święcił” – to przykazanie to początek kaca moralnego z jakim spotykamy się co tydzień. Większość z nas to katolicy. Obchodzimy święta, radością pojąc nasze oczy gdy stół syto zastawiony przysłania choinkę pod którą prezentów hałda kipi z przesytu. Śpiewamy kolędy, święcimy jajka. Dla sporej grupy ludzi to jedyny kontakt z kościołem. Nie stojąc po żadnej ze stron, zastanawiam się czy co raz większe zaniedbanie praktyki niedzielnej spowodowane jest ewolucja gospodarczą, społeczną czy może jakimś substytutem skutecznie zastępującym naszego ulubionego księdza.

 
Według mnie jest to wymierna transponacja stosunku ludzi do siebie i do życia ogółem. Obserwując świat widzę powrót anarchii. Wszystko co nie niszczy dosłownie jest dozwolone. Dzieci terroryzując rodziców wprawiają w zachwyt ludzi z telewizji, którzy dla ich pokrzepienia wymyślili Super Nianię, ja bym został przy super pasie, który jest tańszy, nie nosi różowych swetrów a pamięć po nim to pamiątka na całe życie.
Słyszałem ostatnio, iż dzieci w szkołach podstawowych dają sobie kartki na których piszą „Jeśli nie dasz mi do jutra 100 zł zginiesz”. Pomyśleć co im przyjdzie do głowy, gdy będą miały po 18 lat. Może morderstwa, kradzieże i tego typu akty będą dla nich alternatywą dla konsoli ?

 

Nie tracąc ducha niedzieli, popatrzmy na świat inaczej. Może warto odejść od telewizora zabierając dzieci i żonę na spacer. Może warto po prostu porozmawiać.