Biblia niegodna ochrony

Tak co do istoty uznał w sierpniu miesiącu Sąd Rejonowy w Gdyni, uniewinniając Adama Darskiego „Nergala” od zarzutu obrazy uczuć religijnych wywołanej publicznym podarciem Biblii.

 

Do feralnego zdarzenia doszło we wrześniu 2007 roku podczas koncertu grupy Behemoth dla fanów tego zespołu. Po podarciu i rozrzuceniu Biblii fani muzyka ją spalili. Nagranie wideo z tego koncertu trafiło do internetu, gdzie obejrzało je kilku posłów oraz Ryszard Nowak, znany tropiciel sekt. To właśnie oni złożyli doniesienie do prokuratury.

Darskiemu zarzucono naruszenia art. 196 Kodeksu karnego, który brzmi: „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Przez przedmiot czci religijnej rozumie się każdy przedmiot, który przez daną wspólnotę religijną uznany jest za przedmiot kultu, godny najwyższego szacunku i uwielbienia. W nauce prawa przyjmuje się, że dla Kościołów chrześcijańskich takim przedmiotem jest m.in. Biblia. Znieważenie może przybrać postać na przykład obelżywych słów lub nawet zniszczenia przedmiotu. I niewątpliwie do tego w przypadku Nergala doszło. Jednak warunkiem karalności jest publiczny charakter zachowania sprawcy, czyli działanie w taki sposób, by czyn doszedł lub mógł dojść do wiadomości szerszego, bliżej nieokreślonego kręgu osób. Tu Darski bronił się tym, że koncert miał był biletowany i skierowany tylko do fanów grupy, a film został opublikowany bez jego zgody. Poza tym dla zaistnienia tego przestępstwa prawo wymaga, by intencja sprawcy była wyraźnie zła, tzn. że sprawca musi chcieć obrazić czy znieważyć (jest to działanie w tzw. zamiarze bezpośrednim), a nie jedynie przewidując możliwość obrazy czy zniewagi, na to się godzić (tzw. zamiar ewentualny). Tu Darski bronił się, że nie miał bezpośredniego zamiaru obrażać niczyich uczuć religijnych.

Ostatecznie sąd uznał, że podarcie Biblii było swoistą formą sztuki i że Darski nie działał w zamiarze bezpośrednim. Sąd oświadczył również, że „nie zamierza (...) wyznaczać przy okazji tego procesu żadnych granic dla wolności wypowiedzi, wolności artystycznej religijnej czy krytyki religii”. Dodał też, że można także rozważać, czy zachowanie Nergala nie było krytyką Kościoła katolickiego jako instytucji, a nie atakowaniem wiary chrześcijańskiej.

Tyle wyrok. Jakoś nie czuję się przekonany. Nie żebym zaraz chciał więzienia dla „artysty”. Sąd zawsze przecież może wydać wyrok skazujący, ale odstąpić od wykonania kary. Może nawet umorzyć postępowanie, co jednak nie oznacza uniewinnienia. Wyrok ten, jeśli się utrzyma, będzie oznaczał zielone światło dla podobnych zachowań.

Dziwi, że sąd nie zamierza wyznaczać granic dla swobody wypowiedzi (w domyśle: artystycznej), choć przecież jest jasne, że nawet sztuka musi mieć granice. Jestem ciekaw, jak zachowałby się ten sam sąd, gdyby kreacja artystyczna gloryfikowała komunizm czy nazizm. Powstaje też pytanie, co takiego musi się stać, aby sąd uznał, że do obrazy uczuć religijnych jednak doszło, jeśli nie jest tym publiczne darcie i palenie Biblii. Poza tym Biblia nie jest własnością Kościoła katolickiego, żeby sugerować, że jej podarcie można rozpatrywać w kategoriach dopuszczalnej krytyki tego Kościoła, a nie atakowania wiary chrześcijańskiej. Biblia to dobro wspólne wszystkich chrześcijan.

A swoją droga trzeba podziwiać „odwagę” „artysty” Nergala — podrzeć publicznie Biblię! Ale skoro artysty nic nie powinno krępować, to może niech pójdzie w kreacji artystycznej dalej. Jest jeszcze tyle ksiąg świętych do podarcia: hinduska Bhagawadgita, muzułmański Koran... (choć, jak śmiem przypuszczać, na podarciu tej ostatniej chyba by się skończyło).

Nie jestem specjalnym fanem przepisu o obrazie uczuć religijnych, ale skoro jest, to życzyłbym sobie, aby sądy traktowały go na serio albo aby został zniesiony. Bo dla społeczeństwa nie ma nic bardziej demoralizującego jak prawo, które nie działa; przepisy, które można bezkarnie lekceważyć.

Przyszłym „obrońcom” Biblii sugeruję, że najlepszą formą jej obrony będzie jej czytanie i zachowywanie zawartych w niej rad i przykazań. Najlepszymi jej obrońcami będą rzesze jej fanów, opowiadające z miłością poselstwo w niej zawarte. Bo zło należy zwalczać dobrem.

Andrzej Siciński

 

[Artykuł został opublikowany w „Znakach Czasu” 9/2011].