Bariery i paradoksy transplantologii

Skąd się bierze opór części społeczeństwa wobec idei przeszczepów organów? Jakie paradoksy wiążą się z praktyką transplantacji narządów?

 

4 września 2006 r. telewizyjna „Dwójka” rozpoczęła nadawanie pięcioodcinkowego filmu dokumentalnego pt. „Żyć z przeszczepem”. Film jest tylko elementem rozpoczętej już w styczniu szerokiej Kampanii Społecznej na Rzecz Transplantacji. Jej celem jest upowszechnianie transplantacji jako skutecznej i bezpiecznej metody leczenia schyłkowej niewydolności narządów, a także przełamywanie barier społecznych w zakresie pobierania narządów.

 

Opory

Opory mają różnorakie podłoże. Jedną z przyczyn jest zepchnięcie śmierci w naszej kulturze na margines świadomości społecznej. Śmierć jest dla nas tematem tabu. Nie chcemy o niej myśleć. Boimy się o niej rozmawiać z bliskimi. Być może jest to objaw swoistego fatalizmu — wiary w to, że jeśli się rozmawia o czymś złym, to prowokuje się to zło do zaistnienia. Niezależnie od tego, z czego wynika ta obawa, efekt końcowy jest taki, że większość ludzi nie jest na śmierć przygotowana, nie dokonuje żadnych rozporządzeń na jej wypadek, nie pozostawia ostatniej woli. Rodziny nagle zmarłych są całkowicie zaskoczone taką śmiercią, zdruzgotane. W tym szoku nie są w stanie rozsądnie i bez emocji ustosunkować się do rozmowy z lekarzami o pobraniu narządów z ciała ich bliskiego, więc odmawiają. A tymczasem co 14 minut lekarze kwalifikują kolejną osobę do przeszczepu, ale codziennie kilkanaście takich osób umiera, nie mogąc doczekać się transplantacji serca, wątroby lub nerki.

Ludzie odmawiają, bo często nie rozumieją, co się dzieje. Lekarze mówią, że ich bliski umarł i że chcą pobrać od niego narządy do przeszczepu. Ale przecież on jest jeszcze ciepły, być może jego serce jeszcze bije — więc dla nich wciąż żyje. Nie wiedzą, że już od co najmniej trzydziestu lat obowiązuje nowa definicja śmierci. Śmierć ma miejsce wtedy, gdy umiera mózg, a nie wtedy, gdy przestaje bić serce lub zmarły przestaje oddychać. Te dwie ostatnie czynności mogą jeszcze trwać jakiś czas po śmierci mózgu lub być sztucznie podtrzymywane. Nie ma jednak niebezpieczeństwa pobrania narządów od żywej osoby.

Opory wynikają również z ogólnego spadku zaufania do służby zdrowia. Czego oni od nas chcą? Co oni chcą zrobić naszemu bliskiemu? Niech go zostawią w spokoju. Dość się nacierpiał, a oni chcą go jeszcze pokroić, a może nawet zarobić na pobranych organach! To dość powszechne podejrzenia i obawy, wiążące się z niesłusznym, ale częstym postrzeganiem sekcji zwłok i pobierania narządów do przeszczepów jako formy bezczeszczenia ciała. Nie należy się również bać ryzyka handlu narządami, gdyż przeszczepianie narządów jest tak skomplikowaną procedurą, angażującą tak wielu wysokiej klasy specjalistów, że pokątne przeszczepianie narządów jest praktycznie niemożliwe.

Nie bez znaczenia są także opory wynikające z pobudek religijnych. W drugim odcinku filmu „Żyć z przeszczepem” przedstawiono rozmowę parafianki z księdzem, w której kobieta dzieliła się z duszpasterzem swoimi wątpliwościami w kwestii przeszczepów. Skoro wierzymy w zmartwychwstanie ciał — mówiła — to jak Pan Bóg sobie poradzi z takim ciałem pozbawionym organów? Na szczęście ksiądz odciął się od takiego rozumienia nauki o zmartwychwstaniu, w którym wszechmogący Bóg miałby sobie z czymś takim nie poradzić, a tego typu myślenia nie wahał się nawet określić zabobonnym.

Przy tej okazji obecny na konferencji ks. Józef Jachimczak, krajowy duszpasterz służby zdrowia, przedstawił obecny stosunek Kościoła rzymskokatolickiego do przeszczepów. Przytoczył m.in. wypowiedź z katechizmu tego Kościoła: „Bezpłatne przekazywanie narządów po śmierci jest dopuszczalne i może zasługiwać na uznanie”[1] oraz wypowiedź Jana Pawła II z 2000 r., że „transplantacja to duży krok naprzód w służbie nauki dla człowieka”, a dawstwo narządów jest jedną z dróg pielęgnowania prawdziwej kultury życia[2]. Zastanawia tylko, dlaczego według katechizmu bezpłatne przeszczepy jedynie mogą zasługiwać na uznanie, a nie zdecydowanie zasługują; dlaczego kilkakrotnie podkreślano, że jest to obecne stanowisko Kościoła; dlaczego tylko kilku na kilkudziesięciu polskich biskupów wypowiada się pozytywnie o przeszczepach, a reszta milczy. Być może tu należy upatrywać odpowiedzi na pytanie, skąd w naszym — w większości katolickim — społeczeństwie biorą się religijne opory wobec przeszczepów.

 

Paradoksy

Zdaniem profesora Wojciecha Rowińskiego, krajowego konsultanta ds. transplantologii, na niewielką popularność przeszczepów w Polsce mogą mieć jakiś wpływ paradoksy związane z tą praktyką. Z badań socjologicznych wynika bowiem, że więcej Polaków gotowych jest przyjąć cudzy narząd (87%), niż zdecydować się na oddanie po swojej śmierć własnego (66%)[3]. Czy to nie dziwne? I to w kraju, o którym przy okazji każdego święta religijnego mówi się, że ma uchodzić za wzór chrześcijańskich cnót dla zgniłego moralnie Zachodu! Przecież jedno z głównych przesłań chrześcijaństwa mówi, że „więcej szczęścia jest w dawaniu niż w braniu"[4]. Sam Bóg tak „umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny"[5]. Jezus „wydał samego siebie za grzechy nasze”[6], a zapowiadając swoją śmierć, mówił: „Ja jestem chlebem żywym (…) a chleb, który Ja dam, to ciało moje, które Ja oddam za żywot świata”[7]. Jezus nie wahał się oddać swego ciała, aby inni mogli żyć. Dziś Jego naśladowcy w najbardziej chrześcijańskim kraju Europy mają poważne wątpliwości, czy w tym punkcie należy iść za Jego przykładem. Bardziej wolą brać niż dawać.

Inny paradoks — powodujący niezrozumienie, a przez to brak akceptacji — to pobieranie żywych organów od ludzi martwych. Rozwiązanie tego paradoksu leży we wspomnianym wyżej zrozumieniu definicji śmierci mózgowej.

Niektórzy uczestnicy konferencji zwrócili uwagę na jeszcze jeden paradoks — prawno-obyczajowy. Prawo stoi podobno po stronie biorcy, co oznacza, że nie wymaga istnienia uprzedniej zgody na przeszczep ze strony dawcy; wystarczy, że brak jest z jego strony sprzeciwu[8]. Formularze sprzeciwów znajdują się w każdym zakładzie opieki zdrowotnej. Moc prawną ma również każde własnoręcznie podpisane (i przechowywane na przykład w domu) oświadczenie o sprzeciwie lub oświadczenie ustne złożone w obecności dwóch świadków, którzy je pisemnie potwierdzili. Mimo to przyjęło się, że lekarze pytają rodzinę zmarłego o zgodę na pobranie z jego ciała narządów, a gdy spotykają się z odmową, odstępują od zamiaru ich pobrania. Zgoda jest w tym przypadku wyrażeniem nieprecyzyjnym, gdyż — jak wyjaśnili obecni na konferencji specjaliści — lekarze pytają krewnych zmarłego ewentualnego dawcy nie o ich zgodę, a o to, czy mają świadomość pozostawienia przez zmarłego pisemnego lub ustnego sprzeciwu. I wtedy bardzo często, niestety, lekarze spotykają się ze stwierdzeniem, że co prawda nic o tym nie wiedzą, ale zmarły na pewno nigdy by się na coś takiego nie zgodził. Okazuje się, że w praktyce tego typu oświadczenia — będące raczej przypuszczeniami niż stwierdzeniem faktów — wystarczają lekarzom do wycofania się z zamiaru pobrania organów.

Jak ocenić taką praktykę? Z perspektywy rodziny zmarłego będzie to oczywiście odbierane jako uszanowanie jego woli (a faktyczne woli jego rodziny). Ale jak to ocenić z perspektywy osób od lat oczekujących na odpowiednie organy i mogących w każdej chwili umrzeć, nie doczekawszy się ich? Czy nie mamy tu czasem do czynienia z zaniechaniem udzielenia pomocy człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia? Zachowania takie traktowane są w kodeksie karnym jako przestępstwo (art. 162)! Spostrzeżenia tego nie należy oczywiście rozumieć jako postulatu karania lekarzy, którzy pod presją rodzin osób zmarłych rezygnują z pobrania organów mogących uratować życie innym. Z kuluarowych rozmów po konferencji wynikało, że często takie zachowania lekarzy podyktowane są obawą przed ewentualnymi procesami, jakie mogą wytoczyć im rodziny zmarłych. I to jest właśnie paradoks — w obawie przed kłopotami z prawem lekarze de facto nie korzystają z pełni uprawnień przyznanych im ustawą oraz w pewnym sensie nawet prawo łamią.

Andrzej Siciński

 

[1] Katechizm Kościoła Katolickiego, Pallotinum, Poznań 1994, s. 522. [2] Cytat i myśl zaczerpnięte zostały z wypowiedzi Jana Pawła II podczas XVIII Kongresu Międzynarodowego Towarzystwa Transplantacyjnego. [3] Z badań przeprowadzonych w maju 2005 r. przez TNS OBOP (źródło: informacja prasowa TVP2 z 5 września 2006 r.). [4] Dz 20,35 Biblia ekumeniczna. [5] J 3,16. [6] Ga 1,4. [7] J 6,51. [8] Zob. ustawa z dnia 1 lipca 2005 r. o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów (Dz. U. Nr 169, poz. 1411).

 

[Artykuł ukazał się w miesięczniku „Znaki Czasu” 10/2006]