Bardzo śmieszne, "Tato"...

Wyzwanie wiary, czyli modlitwa uparcie bezbożna. Zbyt długo trzymana w szufladzie, oto moja szansa na nowy początek bez cieni przeszłości.

 

d9da25b3e9432074b9101a192667b25e.jpg

- Już jestem!
Przecież sam kazałeś mi być.
Dostałam wyprawkę, łajbę rozklekotaną,otwarte morze i dłonie.
Kurczowo na sterze zaciskam, bezsilne i tak słabe na niespokojnym oceanie żądz.
Bardzo śmieszne, tato.

- A oni mi dokuczają!
Nauczyłeś mnie jak wyryć w skale listę własnych grzechów i jak po piasku wodzić palcem,
żeby pisać o cudzych. I Ty uznałeś, że dwa mi policzki do nadstawiania wystarczą?
Ale dowcipny.

- To nie ja!
To Ty zarezerwowałeś dla mnie bilety na wcześniej już zajęte miejsca.
Trwa przedstawienie, a gdzieś obok moja gra... ale pozorów, bez światła, tylko balet pustych ciał.
Przezabawne.

- Tato, chce mi się spać.
Kołysanka z pozytywki, a ciało zimne i opuszczone, laleczka z porcelany.
Przeszklone oczy, proste ruchy, ślady upokorzenia na cienkiej tafli lodu. Nieobecna, zabawkowa.
Gdyby mogła mówić to by sobie powiedziała: dobrze ci tak, sama chciałaś! A chciałaby usnąć, nie może.
Ubawiłeś się do łez?

Tatusiu, mój ster w kawałkach, niech mnie fale poniosą.
Będę płynąć, tańczyć i walczyć!
Bilety ukradnę i zasnę jak zechcę!
Rachunek sumienia? Palcem po wodzie.
A chciałam móc przecież znów spojrzeć w lustro, miałeś mnie zrobić wyrachowaną suką!
Za to jaką mnie chciałeś potępiaj, wydziedziczaj, codziennie od nowa i do znudzenia.

I co? Miałam w ciebie wierzyć.
Tymczasem tak bardzo nie istniejesz... bardzo śmieszne, "Tato"?