Astma - złota Justyna ma rację!

Ile procent kibiców wiedziało przed igrzyskami, że w sportowej czołówce są astmatycy, którzy biją rekordy zażywając specyfiki zawierające substancje zakazane zdrowym sportowcom?

 

    2f3680761e7293cff827353ed3b1d8cb.jpg

        Ta pani z lewej to Marit Bjoergen - narciarka, która zdobyła 3 złote medale w Wankuwerze, zaś w tym biegu (na 30 km) o 1/3 sekundy przegrała tylko z naszą Złotą Justyną (z prawej). Pani Justyna jest wyjątkowo zdrową osobą, zaś pani Marit coraz bardziej zapada na astmę i bez lekarstw (zakazanych dla zdrowych sportowców!) nie byłaby w stanie uprawiać wyczynowego sportu! Wielki szacun dla p. Marit, jako osoby dzielnie walczącej z chorobą, ale przy obecnych, niesprawiedliwych przepisach, Norweżka powinna startować jedynie w paraigrzyskach.

        Pani Marit mieszka i trenuje w Norwegii, w supersocjalnym państwie, o które wszechstronnie zadbał Stwórca - nieopodal zawarł był ropę naftową, zaś klimat zapewnił tak koszmarny dla zdrowia, że aż... zbawienny dla tamtejszych wyczynowców, bowiem jest tam coraz więcej astmatycznych... rekordzistów, startujących w wielkich światowych zawodach. Pani Justyna mieszka w Polsce, w której węgiel przynosi deficyt i gdzie klimat zupełnie nie sprzyja sportowcom, bowiem za cholerę nie można zarazić się tu astmą. Zatem - już jest 2:0 dla naszych Przyjaciół z Północy!

 

         Kto słyszał o astmie na igrzyskach?
         Gdyby ktoś powiedział, że światowa czołówka narciarskich biegaczek cierpi na astmę*, to bym uznał to za informacyjne przekłamanie, choćby błędny przekład z języka obcego (co często mediom się zdarzało). Gdyby ktoś powiedział, że panie zdobywające medale w ciężkich zimowych dyscyplinach mają zgodę międzynarodowej organizacji na zażywanie leków zawierających składniki, które nieastmatyczkom są zabronione, to uznałbym to za zamach na logikę i uczciwość w sporcie.
         A jednak to prawda! Tak właśnie jest i o tym powiedziała nasza najlepsza zawodniczka - Justyna Kowalczyk. Może powinien tę aferę wyciągnąć na światło dzienne jakiś znany dziennikarz, może działacz, ale skoro nikt z nich nie miał danych albo odwagi, no cóż, pozostało to na barkach p. Justyny, która jest w końcu najbardziej zainteresowaną osobą w tym skandalu, nie licząc nas, podatników, którzy miliony złotych dajemy na sport, liczymy na duże efekty, natomiast jacyś cwaniacy te osiągnięcia nam zabierają sprzed nosa.
         Polka uważa, że "Norweżka Marit Bjoergen nic by w Wankuwerze nie osiągnęła, gdyby nie przyjmowane przez nią leki na astmę". Ma prawo tak uważać, bo to ona od lat "robi w branży", nie my.
         W Polsce panuje przeświadczenie, że jeśli ktoś jest chory, to może pracować w biurze, na ciepłej (w dosłownym znaczeniu) posadce, nie zaś tyrać (to przecież praca w trudnym zawodzie zimowego sportowca) zmagając się z nartami i kijkami. Każdy z nas, kiedy złapie lekkie przeziębienie, idzie zwykle do lekarza; ba, medycy wręcz nakazują izolację i rekonwalescencję. Przecięty Polak (pracownik i pracodawca) uważa, że będąc chorym nie można świadczyć pracy, natomiast na igrzyskach pokazują stado zawodowych niemal paralityków na dozwolonym haju.


         Gdzie logika?
         Na logikę, to można byłoby sądzić, że albo chory sportowiec zajmuje końcowe miejsce z oczywistych względów (skoro poza sportem świata i innej kariery nie widzi), albo leczy się pomiędzy występami wszelkimi dozwolonymi sposobami, albo ryzykuje doping i gorzko tego żałuje w razie kontroli. Okazuje się, że prosta słowiańska logika ustępuje przed wyrafinowaną i skomplikowaną logiką międzynarodowych działaczy i lekarzy sportowych, bowiem zgodnie z nią można tuż przed zawodami zażyć środki ogółowi... zabronione.
         Ciekawe, ile jeszcze podobnych bezsensów istnieje (i nie zdajemy sobie z tego sprawy) albo niebawem zostanie zalegalizowanych przy aprobacie naukowców z bogatych państw lub koncernów...
         Wielu z nas interesuje się mniej lub bardziej sportem, ale ilu z nas było zdumionych danymi, że większość (wyczynowych!) biegaczy, chodziarzy, pływaków czy kolarzy to astmatycy?
         Normalny człowiek nie chce być astmatykiem, ale w zawodowym sporcie okazuje się, że zawodnik rozważa taką przypadłość jako "opcję do przyjęcia", wszak obserwuje czołówkę zawodników i umie wyciągać wnioski. Jeśli zachoruje, to statystyczne szanse wejścia na podium... wzrastają. Dostaje odpowiednie certyfikaty i pozwolenie na zażywanie leków (preparatów), które go nieco forują. Ile? Może tylko o promil, ale to wystarczy, aby wygrać z pechowymi konkurentami, którzy są zdumiewająco... zdrowi.
     "Bo to jest niesprawiedliwe!" twierdzi Justyna Kowalczyk i dodaje: "Norwegowie tak mocno wypowiadają się na temat dopingu w Rosji, który jest bardzo zły, ale sami jednocześnie świadomie przyjmują doping na choroby. To gdzie jest logika?".

         Ułomni na podia?
         Podobno leki na astmę (obojętnie jakie) nie polepszają wyników, zatem dlaczego nie mogą ich zażywać zdrowi sportowcy? Czy taki zdrowy (zwany dalej pechowcem albo frajerem) nie może brać leków na katar, skoro widzi, że inni zakatarzeni wygrywają zawody? Całe sztaby naukowców zatrudnionych w instytutach (o milionowych budżetach) próbują wszystkim udowodnić, że zażywanie leków na astmę nie faworyzuje rachityków. No to niech wszyscy chętni zażywają te leki! Sport nie jest dla słabeuszy, jednak widać, że organizacje sportowe mają coraz bardziej humanitarne przepisy.
         Jeszcze parę lat a chromi i platfusi zaczną wygrywać z frajerami, bo wywalczą sobie prawo do aplikowania specjalnych leków, które zakazane będą dla pechowców.
         Lekarze sportowi lansują socjalizm w sporcie (każdemu choremu wg potrzeb), co spowoduje, że przez kilka kolejnych pokoleń wytworzy się nowy homo sport sovieticus, bowiem do narodowych wyczynowych drużyn będą dobierani ludzie o ułomnych fizycznych profilach, które będą starannie selekcjonowane i pielęgnowane w instytutach, rodzice będą dobierać się według astmatycznych preferencji, ich potomstwo będzie genetycznie zainfekowane, ale będzie osiągać coraz lepsze wyniki sportowe, przy czym profesorowie z czołowych światowych instytutów będą zdobywać kolejne noble dowodząc, że chorym także coś od życia się należy i wmawiając całemu światu, że przyjmowanie lekarstw nie ma żadnego znaczenia dla osiągnięć w sporcie... A najgorsze jest i to, że my im uwierzymy!
         Jeszcze nie ma ogłoszeń prasowych poszukujących astmatyków o sportowym zacięciu do czołowych klubów? To poczekajmy a doczekamy się. Z dwóch kandydatów na mistrza, trener i lekarz kadry wybiorą astmatyka, bo rokuje lepsze wyniki od ideała. Całkowita paranoja!
         Kiedyś były hece z zawodnikami z NRD, ZSRR i Chin (że brali), teraz sobie lekarze ubzdurali, że astmatycy mogą brać w glorii prawa. Owszem, niech biorą, ale niech nie startują na igrzyskach! Bo to fałszerstwo! Albo niech wszyscy chętni biorą te leki, niezależnie od stopnia choroby!


         Paralitycy na paraigrzyska!
         Norwegów zapraszamy na paraigrzyska! Skończyć z fałszem! Nie po to obaliliśmy komunę, aby teraz właściciele pól naftowych układali sobie regulaminy zawodów. Jeśli Norweżki są chore na astmę, to podczas igrzysk powinny otrzymać skierowania do sanatoriów, tamże kurować się i przed telewizorami kibicować zdrowym sportowcom, nabierając ochoty do walki i zmagać się potem w paraigrzyskach! Jest wolność i każdy chory lub zinwalidziały sportowiec może sobie postartować i to do woli. I garbaci, i kulawi, i wzorcowi. Jeśli ci ostatni przegrywają z ułomnymi, to mamy groteskową sytuację - idea uczciwego wyczynowego sportu jest ośmieszana!
         Jeszcze chwila a sportowcy z bajpasami (na wielomiesięcznych zwolnieniach lekarskich) będą się parać biciem rekordów, bo znakomici lekarze opracują dla nich specjalne dawki podejrzanych a cudownych specyfików... Schorowani urzędnicy będą zwalniani z pracy i będą przechodzić pod rewelacyjną opiekę fachowców, zaś po solidnych treningach zmienią się w wyczynowców - motokrosowców, spadochroniarzy, bokserów, komandosów. Dobrze - niech są coraz lepsi, ale nie w poważnych wyczynowych zawodach sportowych!


         Parytet i Federacja Konsumentów
         Ostatnio jest moda na parytety. Ustalmy zatem - w pierwszej dziesiątce najlepszych zawodników danej dyscypliny, może być tylko połowa astmatyków; jeśli jest więcej, to nadwyżkowi tracą certyfikat na występy w zawodach i w ich miejsce wchodzą zawodnicy zdrowi. Oczywiście, w sytuacji odwrotnej, to nienagannie zdrowi ustępują placu rachitykom. Kuriozalne? Owszem, ale równie idiotycznie jest właśnie teraz!
         Jako konsument opłacający abonament, żądam, aby na liście startowej (obok imienia, nazwiska i nazwy państwa), zamieszczano wiek zawodnika oraz symbol (np. A, jeśli sportsmen jest chory na astmę). Kibice mają prawo do podstawowej informacji! Większość chce kibicować osobom niewdychającym, niełykającym i niewstrzykującym specyfików zalecanych im przez medyków.


         Górą astmatycy
         Wielu ma pretensje do p. Justyny, że nagłaśnia astmatyczną sprawę. A my? Cóż my myślelibyśmy, kiedy po latach ciężkich treningów, podczas wymarzonych zawodów, odrywamy się wreszcie od grupy maruderów i konstatujemy, że w czołówce większość stanowią... astmatycy, zaś my albo jesteśmy nienormalnie zdrowi, albo zabrakło nam paru punktów do uznania nas za niepełnosprawnych? Co ma robić zatem p. Justyna, skoro jest zdrowa, trenuje i walczy, zaś wygrywają z nią chorowite dziewczyny na lekach, których składniki znajdują się na liście dopingów?
         Kiedyś nie było dysleksji albo raczej nie była znana. Jak tylko ją odkryto, to nagle posypały się zaświadczenia o dysleksji. Są szkoły, w których niemal połowa dziatwy ma dysleksję. I oni mają ulgi na maturze i egzaminach. I ta astma to taki ciąg dalszy pewnej idei - jeśli ktoś chory, to mu pomóżmy. Owszem, to humanitarne, ale co to ma wspólnego ze szlachetnym, jednak twardym, współzawodnictwem?


         Płetwy dla bezstopych
         Jeśli ktoś nie ma stopy, to dajmy mu płetwę (o powierzchni obliczonej wg skomplikowanych matematycznych wzorów, które zostaną ustalane przez geniuszy pracujących w kosztownych instytutach utrzymywanych przez budżety szlachetnych państw) i wyrównajmy jego szanse, bo jesteśmy rycerscy. Wyczynowy sport to bicie rekordów, nie zaś działalność charytatywna! Dobroczynność (i owszem!) wskazana, ale na rehabilitacyjnych zajęciach. Bezmózdzy zapewne dostaną twarde dyski w miejsce szarych komórek i zaczną wygrywać z (obrzydliwie zwykłymi) arcymistrzami szachowymi. Pewnie za parę lat rosyjski bokser

4007794710000d6c02405c1b58d5be04.jpg

Wałujew pokona słynnych rosyjskich szachistów, Karpowa i Kasparowa (i to grających wespół oraz pokaże im wała), bo osiągnięcia instytutów medycyny sportowej będą sięgać szczytów techniki, medycyny i... hipokryzji.


         Astma, czyli kombinacja norweska
         Kombinacja norweska to dyscyplina sportowa, na którą składają się skoki i biegi narciarskie. Niestety, od paru dni hasło to można rozumieć całkiem opacznie - jako przepisy sportowe, umożliwiające legalne stosowanie środków zabronionych; medalistami tej konkurencji są zwykle astmatycy. W Norwegii to już niemal narodowa choroba zawodowa. Ten piękny, surowy i zasobny kraj ma teraz już dwa znane koła: podbiegunowe i... astmatyczne. Młodzi Norwedzy garną się do sportów zimowych, ale klimat mają na tyle niesympatyczny, że zapadają na astmę. Mogliby sobie ćwiczyć amatorsko (i tu koło zostałoby przerwane), ale mają wielkie ambicje i doskonałych lekarzy, którzy im zaproponowali rewelacyjne leki, zaś nam zmianę przepisów. Po zaaplikowaniu ostrych treningów i medykamentów, "dziwnym trafem" zajmują czołowe miejsca, wygrywając z dziwnie zdrowymi okazami ludów z południa. Każde takie zwycięstwo powoduje napływ kolejnej fali młodzieży chętnej do trenowania i leczenia, zatem dochód narodowy Norwegii jest tworzony przez ludzi wyjątkowo zdrowych, natomiast sławę dla tego państwa mają zdobywać astmatyczni potomkowie wikingów, którzy zasłynęli z dalekich (a łupieskich!) wypraw. Zdrowi są skazani na zwykle nieciekawą pracę o niewysokich zarobkach, zaś chorzy są leczeni i przeznaczani do celów najwyższych (niczym góry w Skandynawii) - mają ciekawsze i lepiej płatne zajęcia oraz mogą zdobyć trofea, medale i sławę. Powstają więc kolejne instytuty i miejsca pracy dla specjalistów zajmujących się "sportową astmą", zatem owo koło kręci się coraz śmielej i któż ośmieliłby się sypnąć piachem w łożyska?


         Poparcie dla Justyny!
         Obalono Mur Berliński (albo "mur berliński", jak dziwnie chcą słowniki), zlikwidowano granice w UE, wyrzucono do kosza zalecenia o dopuszczalnej krzywiźnie bananów i ogórków i teraz przychodzi pora na walkę z głupotami sportowych urzędasów!
         Justyna bierze się za sportowych działaczy niczym młodzież z Solidarności w 1980 za stetryczałych działaczy niereformowalnych peerelowskich związków zawodowych. Należy zbierać podpisy pod petycją skierowaną do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego i żądać zmiany zdumiewająco niemądrych przepisów, aby zahamować powiększanie się grupy złotych astmedalistów.


         Fory dla wybranych
         Co o sprawie sądzi Marit Bjoergen (Norweżka, która w Wankuwerze zdobyła trzy złote medale)? Oto fragment wywiadu ("Przegląd Sportowy", 27 lutego 2010):
         "Nie rozumiem tego ataku Kowalczyk, bo przecież ja nic nie mówiłam o Justynie. Dotknęły mnie te wypowiedzi, czuję się urażona. To nie jest tak, że jestem jakoś bardzo chora. Ale mam astmę, a przez to o dwadzieścia procent mniejszą pojemność płuc. Światowa Agencja Antydopingowa to sprawdzała i badającym mnie lekarzom wyszło, że cierpię na tę przypadłość. Tyle. I mam trzeci złoty medal".
         A co ongiś sądzili studenci, którzy dostawali się na uczelnie w PRL dzięki dodatkowym punktom za pochodzenie społeczne, kiedy ich kolegom z rodzin inteligenckich brakowało paru punktów i dlatego nie kontynuowali nauki?
         "Nie rozumiemy tego ataku kilku inteligencików, bo przecież my nic o nich nie mówiliśmy. Dotknęły nas ich wypowiedzi, czujemy się urażeni. To nie jest tak, że jesteśmy mniej rozgarnięci. Ale mamy gorsze warunki życiowe i to przynajmniej o dwadzieścia procent. Komisja ds. Równych Szans to sprawdzała i badającym sprawę fachowcom wyszło, że cierpimy niesłusznie, zatem należą się nam jakieś małe fory. Tyle. I będziemy studiować na trzech kierunkach".


         A inni sportowcy i kibice?
         1 marca 2010 w programie telewizyjnym w sprawie astmatyczek wypowiedział się Sebastian Chmara (rekordzista Polski w dziesięcioboju). Nie zgadzał się z działaczami i popierał opinię naszej Królowej Śniegu. Uczciwi kibice i sportowcy domagają się rzeczowej dyskusji na poruszony temat!
         Czy my, jako polscy kibice, bylibyśmy szczęśliwi, gdyby złoto zdobywali nasi rodacy "norweska metodą"? A jeśli były takie przypadki, to czy o tym głośno a uczciwie wspominano? I czy uważamy za sprawiedliwe, że zdrowi sportowcy nie mogą zażywać preparatów dozwolonych chorowitym zawodnikom poszkodowanym przez los?


         Legalny doping
         19 grudnia 2009 na łamach www.sport.pl zamieszczono artykuł o legalnym dopingu. Niestety, do momentu ujawnienia sprawy przez naszą złotą medalistkę, wielu Polaków nie znało sprawy, bowiem może już wcześniej byłyby większe protesty a przynajmniej głośne dyskusje.
         "Norweska biegaczka narciarska Marit Bjoergen zażywa lekarstwa przeciw astmie, które znajdują się na liście środków dopingowych Światowej Agencji Antydopingowej (WADA). Norweżka uzyskała od Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) pozwolenie na ich stosowanie. Bjoergen od wielu lat cierpi na astmę i od 2001 roku regularnie używa środków medycznych. W tym sezonie jednak stosuje o wiele silniejsze lekarstwa, które w dodatku znajdują się na liście zabronionych środków".
         Więcej ujawnia lekarz norweskiej reprezentacji, Lars Petter Stokke: "U osób, które cierpią na astmę, uprawianie sportu wyczynowego jak biegi narciarskie jest porównywalne z jazdą samochodem z zaciągniętym hamulcem ręcznym. Dlatego też bez regularnie stosowanych lekarstw Marit nie jest w stanie uprawiać sportu". No nie! Doprawdy - to jest prawdziwy skandal!


         Czy świat jest normalny?
         Na Ziemi żyje kilka miliardów ludzi i najlepszą biegową narciarką na naszej planecie jest pani, która cierpi na postępującą astmę i musi brać coraz silniejsze leki, których składniki znajdują się na zakazanej liście, a gdyby tych leków nie brała, to nie mogłaby uprawiać tego sportu... Jeśli to nie jest kpina ze sportu i kibiców, to proszę o większy dowcip! A gdzie jest zadekretowane, że p. Marit musi zajmować się sportem i kompromitować szczytne idee współzawodnictwa? Bo kocha to co lubi? Jeśli już musi biegać na nartach, to niech sobie uprawia ukochaną dyscyplinę, byle z dala od igrzysk. A jeśli pilot jest przewlekle chorowity, to możemy go dopuścić do sterowania wielkim pasażerem, faszerując go kontrowersyjnymi lekami, bo "przecież on tak kocha latanie"? Przestańmy sobie w końcu kpić z ludzi (kibiców i pasażerów)!
         Szczerością zaskakuje trener reprezentacji Norwegii, Egil Kristiansen: "Marit, poza świetnym przygotowaniem oraz treningiem psychicznym, stosuje już od kilku miesięcy nowe lekarstwa i już widać efekty. Cztery starty i dwa razy podium, lecz to nie jest jak ktoś może sądzić bezpośredni efekt stosowania nowych środków, lecz efekt zaleczenia dzięki nim schorzenia i tym samym większej wydajności organizmu".
         Może trener zmieni zdanie, jeśli z Marit będą wygrywać jeszcze bardziej chore panie, które zaczną stosować jeszcze bardziej wyrafinowane medykamenty; przecież wyścig o pieniądze i sławę (także dla naukowców) trwa nie tylko w Skandynawii.

         Sport ma być sprawiedliwy, zatem skończmy z dwojakim podejściem do leków albo zabrońmy ich stosowania!   

        *  - łac. Asthma; także dychawica - przewlekła, zapalna choroba dróg oddechowych, charakteryzująca się nadreaktywnością oskrzeli oraz ich skurczem, samoistnie lub farmakologicznie odwracalnym