Anonimowi Seksoholicy

Dla Koriolana...

 

Ci z nas, którzy zdrowieją we wspólnocie Anonimowych Seksoholików, trafili tu z powodu przeróżnych form tego samego problemu. Niektórzy z nas wikłali się w bolesne i destrukcyjne romanse albo byli trawieni przez niezdrową obsesję na punkcie jednej lub większej liczby osób. Wielu z nas zatrzymywało swe obsesję dla siebie, uciekając w świat kompulsywnej masturbacji, obrazów, fetyszów, podglądactwa albo ekshibicjonizmu. Pożądaliśmy i pragnęliśmy być pożądani. Wielu odczuwało samotność i lęk.

Historia życia:

Miałem tylko to wyniszczające poczucie bycia innym. Zewnętrznie miałem kilkadziesiąt lat, ale wewnętrznie byłem emocjonalnie niedojrzałym dzieckiem lub nastolatkiem. Problem był zawsze "na zewnątrz": żona, dzieci, inni ludzie, szef, praca, instytucje, religijna obłuda...

Nie wiedziałem już, czego mam próbować, dokąd pójść, by móc kierować moją wolą i życiem. Teraz to widzę: podejmując wszelkie religijne starania czy poddając się psychoterapii, oczekiwałem, że najpierw nastąpi cud, że zostanę w jakiś sposób przeprogramowany czy naprawiony i nie będę już doświadczać ani upadków, ani pokus. Sądziłem, że jeżeli ktoś potrafi uwierzyć we właściwy sposób, to staje się automatycznie "nowym stworzeniem; to co dawne, mija, a oto wszystko staje się nowe". Wydawało mi się, że wszystkie te przepełnione żądzą myśli zostają wtedy usunięte tak, jak nowotwór zostaje wycięty przez chirurga. "Rozwiązanie religijne" było najbardziej misterną strategią w arsenale mojego zaprzeczania. Nie zdawałem sobie sprawy, że istotą bycia człowiekiem jest posiadanie wolnej woli. Bóg nie chce odebrać mi możliwości upadku: On chce, abym pozostał wolny i sam zdecydował, że nie chcę upaść.(...)

Odkryłem, że program zdrowienia proponowany alkoholikom przez AA pomaga również seksualnym pijakom. Przyznałem, że jestem wobec żądzy tak samo bezsilny, jak alkoholik wobec alkoholu. Paradoks nagle zaczynał mieć sens: aby zwyciężyć, musiałem przestać walczyć i przyznać się do porażki. Byłem dokładnie takim samym pijakiem, jak każdy menel z rynsztoka.(...)

Krok drugi stał się rzeczywistością, kiedy powoli uwierzyłem, że Siła Większa ode mnie może przywrócić mi zdrowie ducha i umysłu. Ponieważ nie korzystałem już więcej z "narkotyków", pozwalających mi uciec od moich prawdziwych emocji, zacząłem je rozpoznawać i czuć. Wszystkie moje drażliwe punkty związane z urazami, negatywizmem, lękiem oraz strachem stały się widoczne i jeszcze bardziej podatne na zranienie. Przede wszystkim, jak mi się zdaje, bałem się zobaczyć jaki jestem - tam w środku...(...) Odkryłem, że pozbawiony ochrony żądzy, seksu, tabletek, alkoholu lub rozrywki jestem zwyczajnym człowiekiem, który musi zacząć dorastać w tym miejscu, w którym w wieku ośmiu lat się zatrzymał. Pojawił się zatem ból. Wtedy odkryłem prawdę dotyczącą kolejnego paradoksu: musimy cierpieć, aby zdrowieć.(...) Stałem się jak małe dziecko, chętne do nauki. Zrozumiałem, że aby pójść nową drogą, muszę odrzucić dotychczasowe postępowanie i myślenie. Rozpocząłem pracę nad moimi błędami. Odsłaniały mi się one nie tylko w trakcie robienia inwentury mojej przeszłości, ale także w nieustającym bólu, który odczuwałem, widząc własne próby budowania relacji z innymi ludźmi na trzeżwo - bez jakichkolwiek środków zmieniających świadomość. Proces ten oczywiście trwa nadal. Starałem się także uporządkować ruiny pozostałe z mojej przeszłości i zadośćuczynić za wyrządzone krzywdy.(...)

Znikły obsesja i przymus seksualnej żądzy. Zostałem wyzwolony. Nie wyleczony. Wciąż jestem seksoholikiem; moje zaprogramowanie ciągle zmusza mnie, abym odwracał głowę za wszystkim, co wygląda interesująco i skorzystał z okazji, choć ten jeden raz - w każdej chwili mogę wypić ten "pierwszy kieliszek" w mojej głowie.

Nie mogę uwierzyć, że tamten człowiek, o którym dzisiaj piszę, jest tą samą osobą i w istocie był niewolnikiem. Żył w świecie fantazji i iluzji - tylko dla siebie i zawsze samotnie. Nigdy nie dojrzał emocjonalnie i był duchowo martwy. Nie radził sobie z własnymi emocjami, ani z życiem w wielkim świecie, który go otaczał, więc ciągle...uciekał. Uciekał, aby zaspokoić swoje żądze, których zaspokoić się nie da. Uciekał od tego, kim naprawdę był, uciekał od życia...

 

 

Autor: Anonimowi Seksoholicy