Andżelika. Pomysł Emiliara.

 603bb2937a4e4dc82f50b08045b5318e.jpg

        Andżelika. Pomysł Emiliara. 


   Andżelika zmywała naczynia, gdy rozgorączkowany Emiliar wpadł do mieszkania i nawet nie ściągnąwszy butów, zaczął zadyszany mówić:
- Wi... wi... widziałem...
- Co takiego? - zaciekawiła się bardzo Andżelika.
Wiedziała już, że zobaczył coś nadzwyczaj interesującego. Wskazywał na to wytrzeszcz jego oczu, który pojawiał się zawsze, gdy towarzyszyły mu silne emocje.
- Canoeee... widziałem piękne żółte canoe! - wrzasnął
- Łał... ale mi ciekawostka.
- Kupię je, Andżeliko! Na Boga, kupię je, jak najprędzej się da.
Rzuciła mokrą szklankę do zlewu. Podeszła do niego bliżej, tak blisko, że stali twarzą w twarz.
- Spróbuj mi tu tylko przytargać coś takiego! Zapomnij - oznajmiła już prawie ze złością.
- Dlaczego??? - zapytał głosem dziecka, którego logika jeszcze nie łapie pewnych oczywistych spraw.
- Bo nie rozumiem, po co nam, do cholery, canoe w centrum miasta!
- No... na wypadek powodzi... - powiedział spokojnie. - Będziemy trzymać na balkonie, a jak tylko woda będzie tak wysoko, jak mieszkamy to tylko siup! do canoe i jesteśmy uratowani!
- Jakiej powodzi? Mieszkamy na siedemnastym piętrze! - Była już wściekła, a widziała, że Emiliar mówi całkiem poważnie.
- Wszystko się może zdarzyć, Andżeliko.Trzeba być przygotowanym na wszystko. Pamiętaj, trzeba zawsze być przygotowanym na wszystko - powtórzył jej to dosłownie rozkładając na sylaby.
- Nie chcę nic słyszeć o takim czymś! Na Boga, Emiliarze, za chwilę muszę wyjść do pracy, a ty mi tu głowę zawracasz jakimiś kajakami. Powiem tyle: zapomnij! Wystarczy?
- Marzyłem o canoe... - posmutniał.
- Nie! - krzyknęła.
Wyszła trzaskając drzwiami. Emiliar wybiegł na balkon, krzycząc jeszcze do niej:
- Pomyśl o tym jeszcze! Trzeba być przygotowanym na wszystko, na powódź również! Kochanie!...
Szła do pracy przepełniona złością, dzięki czemu doszła tam zaledwie w dziesięć minut.
  ***
 Po ośmiu godzinach pracy była zmęczona, ale lekko wyluzowana. Właściwie to zapomniała już o porannej rozmowie. Drzwi były zamknięte. Z trudem udało jej się wygrzebać klucze z torebki.

Weszła do środka. Cicho i ciemno. Emiliara nie było. Powiesiła kurtkę i torebkę. Ułożyła rozwalone buty na miejsca
- Wieczny syf z tymi butami - westchnęła.
Zanim weszła do salonu, wymacała światło na ścianie. Oniemiała, gdy je zapaliła. Emiliara nie było, ale było wielkie, żółte canoe na środku ich salonu. Canoe i dwa wiosła. Usiadła na kanapie.
Po godzinie usłyszała kroki na klatce i po chwili delikatne, lecz słyszalne dla niej skrzypienie klamki.
Myślał, że dając jej czas, dając jej godzinę sam na sam z żółtą niespodzianką, sprawi, że przemyśli to sobie, przyzwyczai się do obecności nowego lokatora, a może i nawet polubi.
Emiliar wszedł z impetem do salonu. Wiosło od canoe mignęło mu przed oczami i nagle ŁUP! Poczuł bardzo silne uderzenie w głowę.
- Kochanie, pamiętaj... zawsze trzeba być przygotowanym na wszystko! - powiedziała łagodnie.

Uśmiechnęła się. Jak zawsze.