Andżelika. Jajka faszerowane.

Moje krótkie opowiadanko inspirowane własnymi świątecznymi przygodami w kuchni.

 

 funny-eggs-humor-art-creative-humor-funny-eggs-dba00ef7e91a044b5e541de617655698h.jpg

 

 

Niedziela. Była ciągle w szale gotowania świątecznego i nie sposób było ją z tego wyrwać. Ugotowane jajka na twardo właśnie studziły się pod strumieniem zimnej wody, a pieczarki na farsz do nich stały w tej małej słodziutkiej porcelanowej miseczce, którą tak uwielbiała.

- Czas już je obierać - mruczała sama do siebie. - Ja się nie wyrobię, nie wyrobię się znowu, do jasnej cholery. Ale jajka faszerowane muszą być i koniec.

Znała dobry sposób, by obierać je ze skorupek, najpierw ostukując z każdej strony, a potem zanurzając w zimnej wodzie, gdzie nabiera się woda pod skorupkę i wtedy lekko i ładnie odchodzi od jaja. I tak też zaczęła.

- No co jest? - znów zamruczała spokojnym głosem do siebie samej. W kuchni radio grało dość głośno, a to dodawało jej energii do pracy, więc jej mruczenie pod nosem słyszała tylko ona. Jajko nie chciało się obierać. Skorupka nie odchodziła ładnie. Wzięła kolejne i to samo. Po czwartej sztuce już była zdrowo rozdrażniona i bardzo brutalnie zgniotła na wpół obrane jajko w dłoni.

- Ciebie nie będzie na świętach! - wrzasnęła do rozgniecionego w dłoniach jajka.

Kolejne to samo. Na dwanaście ugotowanych jajek, miała zaledwie jedno, z którego też nie była zadowolona.

Gdyby człowiekowi mogła iść ze złości para z nosa, ona zaparowałaby już całą kuchnię z salonem. Andżelika była wściekła. W duszy grzmiała na to całe gotowanie i święta, na te swoje obowiązki i najbardziej na te jajka. Wrzuciła wszystko do garnka, brudnego jeszcze po bigosie i z całej siły zaczęła dźgać to nożem, tworząc pastę jajeczno-skorupkowo-pieczarkową.

- Święta, święta, święta, dupa, a nie święta. Ja wam dam jajka faszerowane, ja wam je zrobię, znikąd pomocy, znikąd wsparcia.

Wstała rano, by zrobić dla nich te jajka, dokończyć gotowanie i zrobić się na tak zwane bóstwo. Po pięciu minutach brutalnego karania jajek wyglądała tragicznie, makijaż ściekał jej, twarz była cała w tej dziwnej, nerwowo wypracowanej nożem masie.

Nie było już mowy o udanych świętach. Gdy jej mąż Emiliar i brat Konfacy usiedli do śniadania, żaden z nich nie miał odwagi spytać co się stało. Każdemu z nich z hukiem nałożyła na talerz po łyżce masy jajecznej.

- Jajka faszerowane - powiedziała spokojniej już, odgarniając włosy.

- Jajka? Ale to...

- Jeść jajka! - wrzasnęła na całe gardło, wbijając nóż w stół. - Proszę jeść jajka faszerowane - dodała już spokojnie i grzecznie.

Nie mieli odwagi odmówić. Odwagę odbierał im wbity w stół nóż. Nie spuszczali obaj z niego oczu.

Andżelika usiadła na swoim miejscu, nalała sobie kawy z dzbanka i spokojnie piła, słuchając jak chłopakom skorupki jajek chrupią z każdym kęsem.

- Wesołych Świąt, chłopcy - dodała uśmiechając się jak aniołek. Oni jednak wciąż widzieli obłęd w oczach. Jedli dalej.