Adam Bobryk: Janukowycz dąży do jedności

Komentarz po wyborach prezydenckich na Ukrainie

 

Adam Bobryk, adiunkt w Zakładzie Socjologii Stosunków Politycznych Instytutu Nauk Społecznych Akademii Podlaskiej, specjalista ds. wschodnich, wiceprzewodniczący Rady Miasta Siedlce - rozmawia Przemysław Prekiel

ac1981528bb804d9b599a3e17a6a090e.jpg
Czy zwycięstwo Wiktora Janukowycza możemy uznać za niespodziankę?

Dla polskich obserwatorów, intensywnie kibicujących Juszczence i Tymoszenko na pewno. To dość zaskakujące, jak ukraińscy nacjonaliści mogą być bliscy naszym elitom. Ukraińcy natomiast już od długiego czasu wykazywali coraz większą niecierpliwość dla rządów osób z pomarańczowym rodowodem. Doszli oni do władzy na fali wielkich społecznych nadziei. Rozczarowanie jest więc szczególnie bolesne. Dość zaskakująca była też metodologia zapewniania spójności kraju poprzez preferowanie skrajnych ugrupowań i postaci nawiązujących do tradycji OUN i UPA. Przy jednoczesnych próbach ograniczania aktywności grupowej ludności rosyjskojęzycznej. Nacjonalizm na dłuższą metę nie zastąpi braku sukcesów ekonomicznych. Janukowycz zaś zyskiwał stopniowo poparcie przez dystansowanie się od sporów ideologicznych i podkreślanie znaczenia gospodarki. On raczej dąży do jednoczenia społeczeństwa, niż dzielenie jego na swoich i obcych.

Czy możemy spodziewać się jakiś niepokojów społecznych? Julia Tymoszenko przyjmie porażkę bez żadnych skarg i protestów?

Przyjąć porażkę z godnością to wielka sztuka. Tymoszenko wezwała do walki za każdy głos i protokół wyborczy. Wyraźnie widać, iż usatysfakcjonuje ją tylko zwycięstwo. Zapowiedziała już szereg działań, manifestacji i procesów sądowych. Drugiego Majdanu jednak już nie będzie. Ulice należą do Janukowycza. Jej reakcje i działania dalekie są od racjonalności. To może źle służyć jej dalszej karierze politycznej. Zapomina ona, że historia polityczna nie kończy się na jednych wyborach. Wystarczy popatrzeć na przykład Janukowycza. Tymoszenko ma duży kapitał polityczny. Wychodziła ona już z wielu trudnych sytuacji. Niewykluczone, że jej gwiazda rozbłyśnie na nowo. Musi jednak nastawić się na długi marsz, a nie hołdowanie zasadzie wszystko, albo nic.

Wszyscy zauważają "pomarańczową klęskę". Czy porażka Julii Tymoszenko to efekt kłótni pomarańczowej rodziny?

Pomarańczowi byli bardziej pospolitym ruszeniem niż rodziną. Przeciwnik zawsze spaja konkurencję. Po rewolucji zaś okazuje się, że zdobyć Bastylię, to rzecz godna czynu bojowego, ale społeczeństwo chce też godnie żyć i trzeba zaspokajać bardzo prozaiczne potrzeby zbiorowe. Pomarańczowi mieli wielu ambitnych liderów, dla których walka wewnętrzna z konkurencją była ważniejsza niż zwalczanie przeciwnika zewnętrznego. To zniechęcało wyborców. Destabilizacja państwa, kryzys ekonomiczny, budził oczekiwanie stabilizacji. Nie dostrzegali tego pomarańczowi bardziej zajęci sobą i eliminacją potencjalnej konkurencji z tego samego środowiska. Wśród kandydatów na prezydenta było wielu kandydatów, którzy nawiązywali do tradycji Majdanu, a Janukowycz był jeden bowiem Tihipko próbuje startować jako nowa trzecia siła.

Jakim prezydentem może być Janukowycz? Czy będzie ciągnął Ukrainę w stronę Rosji? Zapowiadał on m.in. uczynienie języka rosyjskiego urzędowym czy przedłużeniem stacjonowania Floty Czarnomorskiej

To pragmatyczny polityk. Doskonale zdaje sobie sprawę, że wszelkie wojny z Rosją dla Ukrainy zakończą się klęską. Współdziałając może zaś wzmocnić gospodarkę. Jego zapowiedzi są reakcją na postulaty obywateli. Będzie on dążył do likwidacji konfliktów, a nie pokazywanie swego patriotyzmu, przez ich wywoływanie. To bardziej chłodna kalkulacja niż wielka miłość. Nie zapominajmy też, że w ostatnich miesiącach znacznie więcej życzliwych gestów Moskwa wykonała wobec pięknej Julii niż Wiktora z Donbasu. Drugą sprawą jest też to czy te obietnice, które zapewniły mu wsparcie ludności rosyjskojęzycznej zostaną w pełni zrealizowane.

Jak będą wyglądały relacje Janukowycza z polskimi władzami? 5 lat temu nie miał dobrej prasy w Warszawie. Jego współpracownicy jak i on sam zapewnia, że Polska jest dla Ukrainy nadal strategicznym partnerem.

Polskie władze nie mają innego wyboru niż zaakceptowanie wyboru Ukraińców. Wbrew pozorom efekty współpracy mogą być bardziej efektywne. Na pewno też nie będzie takich nieoczekiwanych min w naszych relacjach jak chociażby nagrodzenie przez wielkiego przyjaciela naszych elit Juszczenkę, nacjonalisty Stepana Bandery. Jeśli chcemy mieć realne korzyści z wzajemnych relacji mamy szansę. To kwestia pragmatyki. Chyba, że dalej będziemy zainteresowani eksportem prawicowej rewolucji.

Czy ten wynik potwierdza tezę Mykoła Riabczuka, że istnieją dwie Ukrainy?

Ukraina jest i pozostanie jedna. To wielki kraj. Zróżnicowanie jest więc naturalne. Równie efektownie po wyborach prezydenckich w Polsce mogliśmy mówić o dwóch Polskach np. Kwaśniewskiego i Wałęsy. Janukowycz ma trudne zadanie. Zapowiedział on jednak dążenie do jednoczenia narodu, a nie gloryfikowanie tylko jego części. To właściwa droga.

Jak oceni pan słowa ustępującego prezydenta Juszczenki, który mówił, że Ukraińcy będą się wstydzić swojego wyboru. Brak klasy czy gorycz porażki?

Do ostatniej chwili nie mógł się on pogodzić z utratą swego zaplecza politycznego. Nawet po oddaniu głosu w pierwszej turze, zapytany co będzie robił jeśli przegra, a sondaże miał mizerne, odpowiedział, że wygra. Cóż uważa się zapewne za najlepszego prezydenta dla Ukrainy. Nie potrafił jednak do tej idei przekonać obywateli. Zawsze jest wybór. Zmienia się społeczeństwo lub prezydenta. Są zapewne kraje gdzie dalej będzie on życzliwie witany jak u swojego kuma Saakaszwilego. Zapewne spotka się tam ze zrozumieniem.

W którą stronę pójdzie teraz Ukraina? Jej przyszłość jest w UE? Sami Ukraińcy jak na razie nie mogą się zdecydować, na kogo postawić. Jak więc powinna wyglądać polityka polska wobec zmian na Ukrainie?

Ukraina nie będzie się obrażać ani na Wschód, ani na Zachód. Ekonomiści nowej ekipy będą zapewne kalkulowali co przyniesie większe korzyści, czy ubieganie się o mglistą perspektywę wstąpienia do Unii Europejskiej, czy realne przyłączenie się do unii celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu. Polska polityka powinna wykazywać dużą aktywność, ale nie w sferze idei, emocji i polityki historycznej, a realnych korzyści, które może nam przynieść aktywizacja współpracy gospodarczej. Nie powinno się też zapominać, że złe relacje z Rosją nie poprawią nam notowań na Ukrainie.