Ad Kurestwo Szatana

Jakiekolwiek emocje prowadzą właśnie tam.

 

Teresa Rembielińska w opublikowanym wczoraj na tym forum tekście „Myśli wyprzedzające zdarzenie...” przytoczyła przypisywane Sokratesowi powiedzenie: „Znajdujesz to, czego szukasz, umyka ci to, co zaniedbujesz”, niech będzie ono podstawą dla poniższych rozważań.

Tak jakoś dziwnie jesteśmy skonstruowani, że z działaniami przedstawiciela jakiejś społeczności identyfikujemy całą grupę. Jeżeli słyszymy o aktach pedofilii, których dopuszczali się duchowni katoliccy, to nasze emocje przenosimy na wszystkich kapłanów tego kościoła i automatycznie wszyscy oni są podejrzani. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że lubimy uproszczenia i chodzenie na skróty, które pomagają nam w ogarnianiu otaczającego nas świata. I nic w tym dziwnego, każdy z nas ma swoje życie – zawodowe, rodzinne – i na co dzień większość nie zajmuje się filozofią; ale na szczęście filozofowie są na świecie (przykład tego forum) i próbują oni streszczać nam swoje przemyślenia na intrygujące tematy, chociażby w formie artykułów, wyręczając nas tym samym w zagłębianiu się w splątane gąszcze różnych myśli.

Jesteśmy ludźmi i pewnie każdy z nas jest omylny, ale dopóki nie doznajemy od danego człowieka konkretnej krzywdy (powtarzam: konkretnej, czyli powodującej określone skutki, dające się umieścić w precyzyjnie określonym czasie i miejscu, a które to skutki są zagrożeniem dla ludzkiego życia, zdrowia lub majątku), to pozwólmy mu wypowiadać się na obrany przez niego temat – niech on będzie kontrowersyjny, niech wywołuje dyskusje, ale niech nie prowadzi do osobistych ataków na autora, a co gorsza społeczności, z której się wywodzi.

Łatwo powiedzieć: powstrzymaj emocje, ale jak to zrobić? Po pierwsze, nie mijać się z prawdą i nie podważać prawdy. A czymże jest prawda? Zakotwiczmy się przy Mistrzu i Małgorzacie Bułhakowa: Poncjusz Piłat zadaje pytanie: co to jest prawda? Na co uzyskuje odpowiedź: „Prawdą jest przede wszystkim, że boli cię głowa”. Zatem prawda to fakty.

Po tym przydługim wstępie, chcę przejść do sedna, a mianowicie do tekstu FranticMonka „Kurestwo Szatana”. Hm, sprawa jest dość skomplikowana.

Filozofia działalności Kościoła katolickiego opiera się na kontynuacji dzieła Jezusa Chrystusa. Abstrahując od tego, czy ta postać istniała rzeczywiście, chyba nie znajdzie się nikt, kto by powiedział, że jego działalność przyczyniła się do czyjejkolwiek krzywdy. Ale po Wniebowstąpieniu „pałeczkę” przejął człowiek – dla ludzi starających się żyć zgodnie z nauką Jezusa Chrystusa, był to człowiek święty, jeden z dwunastu apostołów. Człowiek, ze wszystkimi swoimi zaletami... i wadami; został nawet swego czasu upomniany przez św. Pawła, że wyprawia jakieś hece. Miał jednak ten człowiek istotną przewagę – widział na własne oczy działanie dobra, widział skutki wywoływane przez dobro, a jeśli widział, to ciężko byłoby komukolwiek wmówić mu, że tego dobra nie ma. Minęły lata i on także odszedł do Boga. Minęło następnych kilka lat i nie było już na ziemi żadnego świadka, który znał Jezusa Chrystusa, chodzącego po ziemi... i otworzyło się ogromne pole do popisu dla Szatana. I w to właśnie wierzą ci, którzy starają się być uczniami Jezusa Chrystusa, a wierzyć, jak podaje Słownik Języka Polskiego to: <<przyjmować, uznawać coś za prawdę; być przekonanym o czymś>>,  do tego dodajmy słowa przypisywane Jezusowi Chrystusowi: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” i dochodzimy do sedna wiary – nie rozum, a serce jest tu istotne, co zupełnie nie wyklucza współdziałania serca z rozumem (patrz: encyklika Fides et ratio Jana Pawła II).

Wracając do „Kurestwa (...)” Podejrzewam, że w tym sarkastycznie, aczkolwiek według mnie świetnie napisanym tekście, górę wzięły emocje, wywołane niezgodą na zawłaszczanie sobie przez Kościół katolicki jedynie słusznej prawdy. Zauważmy jednak, że w imieniu tegoż to Kościoła, głos zabierają ludzie – a według wiary wyznawanej przez osoby próbujące postępować według nauki Jezusa Chrystusa, tam gdzie są ludzie, tam jest i Szatan; im większe dobro będzie starał się czynić człowiek, tym bardziej Szatan będzie stawał na głowie, i nie tylko, żeby w czynieniu tego dobra przeszkodzić. I zapewne w wypadku łączenia muzyki z Szatanem to właśnie miało miejsce – duchowni chcąc dobrze, w efekcie zrobili niezbyt dobrze. Ot, trudna sztuka komunikowania się.

Podejście chrześcijańskie jest takie: tam gdzie jest jakiekolwiek powiązanie z Szatanem, tam zawsze jest zło. I ludzie, którym leżą na sercu chrześcijańskie, idee będą zawsze przestrzegać przed złem, czyli przed Szatanem, w każdej postaci. Na przeszkodzie stają jednak emocje, które Szatan sprytnie wykorzystuje. Spójrzmy (odchodząc już od tematu muzyki) chociażby na nasze bagienko polityczne: ludzie, którzy bronili krzyża na Krakowskim Przedmieściu wpadli w chytrą pułapkę – broniąc chrześcijańskiego symbolu, sprzeniewierzyli się zarazem wartościom, które on symbolizuje, między innymi pokorze.

Polemizujmy i przedstawiajmy swoje poglądy na sporne kwestie, ale nie atakujmy ludzi, bo to do niczego nie doprowadzi – w końcu wszyscy jesteśmy braćmi. A czy są źli ludzie? Chyba nie, są tylko tacy, którzy dokonują złych wyborów. A być może Pan Bóg dopuszcza to zło, żeby wyprowadzić z niego jeszcze większe dobro?

P.S. Jeśli powiem, że jest upał i słonecznie, podczas gdy będzie ulewa, to może znaleźć się ktoś, kto może powiedzieć, że jest inaczej, a to już prosta droga do konfliktu. Ale jeśli powiem:  „według mnie jest upał i słonecznie” - podczas gdy będzie ulewa - to droga do dyskusji zamyka się – nikt nie może polemizować z tym co ja widzę, słyszę i czuję, bo nie jest mną; co najwyżej może mi współczuć lub pomyśleć, że jestem głupi...