Ad ACTA

Twórcy, którzy są oburzeni nielegalnym ściąganiem plików z internetu, mogliby właściwie zacząć ukracanie tego procederu od siebie.

 

Abstrahując od niezmiernie istotnego problemu kradzieży, spróbujmy się przyjrzeć sytuacji z troszeczkę innej strony.

Po pierwsze. Rozdwojenie jaźni. Wróćmy do czasów, kiedy nie było jeszcze internetu, ale były już magnetofony. W jaki sposób dzisiejsi artyści uczyli się grać i śpiewać? Czy nie czerpali z jakichś wzorców? A jeśli tak, to w jaki sposób te wzorce zdobywali? A co na to Kali?

Po drugie. Zaspokajanie potrzeb. Są potrzeby naturalne, jak potrzeba jedzenia, picia itp., ale są także potrzeby wywołane sztucznie, na przykład moda, która zawiera w sobie style „aktualnie obowiązujące”: muzykę, ubiór, gadżety, samochody itp. Kto ponosi większą odpowiedzialność: ten kto próbuje dostosować swoje życie do panującej mody, bo odczuwa różnego rodzaju presje – realne, bądź wyimaginowane – czy też ten, kto wywołał taką potrzebę, tak naprawdę zupełnie niepotrzebną do życia. Kto będzie odpowiedzialny, jeśli zabierze się biednego człowieka z, dajmy na to, Bangladeszu do Disneylandu, a potem odstawi go z powrotem do jego wioski, w której nie ma prądu, bieżącej wody, a pokonywanie pieszo odległych dystansów zajmuje godziny, czy nawet dni? Czy nie wywoła to w tym człowieku potrzeb, których przedtem nie odczuwał i był szczęśliwy, a teraz już taki szczęśliwy nie jest? Czy to on jest za to odpowiedzialny?

Po trzecie. Media. Bez mediów i nośników twórczość muzyczna i filmowa byłaby znana jedynie ograniczonemu kręgowi osób, a zatem i pojęcie gwiazd byłoby zgoła inne. Gwiazdą byłaby osoba znana, dajmy na to, tysiącowi osób – znana i podziwiana. Ale czy jeździłaby mercedesem i mieszkała w willi z basenem? Zatem komu zawdzięcza swoje gwiazdorstwo? Czy nie radiu i telewizji. A czy nagrywanie z radia i telewizji jest przestępstwem?

Po czwarte. Pieniądze. Jeżeli już mamy radio i telewizję oraz dostępne w legalnej sprzedaży urządzenia do nagrywania (zdarza się, że intensywnie reklamowane), to po co twórca wypuszcza swoje utwory na nośnikach? Czy po to żeby je rozpowszechnić wśród jak najszerszej publiczności? - ale wówczas kopiowanie ich byłoby jak najbardziej po myśli twórcy? Czy też wyłącznie po to, żeby zarobić pieniądze?

Po piąte. Współzależność. Prawdziwy fan, który czerpie przyjemność z twórczości danego artysty będzie się z nim identyfikował i kupował jego płyty. Jeżeli naprawdę mu zależy, aby nadal słuchać/oglądać utwory swojego faworyta, będzie go wspierał finansowo właśnie poprzez kupowanie płyt, chodzenie na koncerty czy do kina, bo będzie miał świadomość, że ten musi z czegoś żyć. Matka, która karmi swoje dziecko robi to bezinteresownie, ale nie pokarmi go długo, jeżeli sama nie zje.

Po szóste. Realna siła nabywcza. Jeżeli w człowieku zostanie wywołana potrzeba, wówczas będzie próbował ją zaspokoić – wszelkimi sposobami. A jeżeli nie będzie go materialnie stać na jej zaspokojenie? Będzie podejmował wysiłki, na które zezwala mu jego sumienie, aby tę potrzebę zaspokoić. Jeżeli cena za płytę, będzie dla niego ceną „z kosmosu”, a podoba mu się tylko jeden utwór, który się na niej znajduje, to czy myśląc ekonomicznie kupi jej legalny egzemplarz?

Po siódme. Szczere oddanie fanów. Artysta dający koncert z entuzjazmem pozdrawia swoich fanów, a oni z równie wielką radością odwzajemniają mu pozdrowienia. Czy artysta zakłada, że wszyscy na jego koncercie, to jego wielbiciele, z których każdy kupił legalnie wydaną płytę? Czy naprawdę tak zakłada? Bo jeśli nie, to dlaczego warunkiem dostania się na koncert nie jest pokazanie legalnego egzemplarza płyty? Dlaczego artysta nie powie: „pozdrawiam tylko tych, którzy mnie nie okradają, a złodzieje won!”. Czy w takim wypadku ofiara (okradany artysta) nie daje cichego przyzwolenia przestępcy („nielegalnemu fanowi”) na to żeby go okradał? To tak, jakby do czyjegoś domu zakradł się złodziej: mąż bierze telefon, żeby zadzwonić po policję, a żona mówi: „zostaw, bo jeszcze go spłoszysz”.