Ach, te ciepłe słoneczne dni.

Kto mieszkał trochę czasu na wyspach, wie jak to jest, kiedy potrafi padać tygodniami. A nawet, jak nie pada, to starczy spojrzeć w niebo i wiadomo, że wkrótce będzie.

 

 

Kto to przeżył, wie, jak bardzo pogoda bywa deprymująca.  Ta jednostajna szarość, kiedy niebo nie zmienia barw tygodniami, a nawet miesiącami, a odstępy między deszczami starczyć mogą co najwyżej na dotarcie do centrum miasta, jeśli dopisze nam szczęście. O górskich wycieczkach nie ma mowy i nie chodzi tu o ryzyko przemoknięcia. Z tym dałbym sobie radę za pomocą odpowiedniej odzieży. Kto nie był w tych górach, nie wie, jak rozmoknięta jest ziemia po deszczach, jak niebezpieczne i śliskie stają się podejścia pod górę i zejścia ze szczytów. Kto był, ten wie, jak ziemia po paru godzinach deszczu obsuwa się pod nogami. Ale na szczęście zdarzają się inne dni. Te ciepłe, słoneczne, kiedy po wyjściu z domu nie chce się do niego wracać ani na chwilę. Kiedy chce się chłonąć każdy promyk słońca i każdą minutę wykorzystać do granic możliwości, bo taka okazja może się nie zdarzyć przez następny tydzień, a może dwa tygodnie. Może nawet miesiąc. Są takie dni. Na szczęście są. Nawet, jeśli wycieczka w góry nie jest dobrym pomysłem, to jednak można robić coś innego. Cieszyć się słońcem, oddychać. A jak jest słońce, jak niebo zachęca do wyjścia z domu, to w moim ręku musi zagościć aparat. To był jeden z tych dni. Na początek za cel wybrałem sobie miejsce, jakich na zielonej wyspie jest sporo. Stare, opuszczone, tajemnicze i mroczne ruiny, w których żyli dawni zakonnicy. Spacerując wśród tych starych murów przypominam sobie stare opowieści z dzieciństwa. O rycerzach, bitwach, duchach. Siłą rzeczy próbuję sobie też wyobrażać, jak wtedy ludzie tam żyli. Co wiedzieli? Czy byli szczęśliwi? Do czego dążyli w życiu? Co by powiedzieli o nas, o naszych czasach? Co my byśmy powiedzieli o ich czasach, gdyby przyszło nam przeżyć chociaż kilka dni w taki sposób, jak oni żyli? W takich chwilach myślę też o tym, że kiedyś też ktoś zmierzał w stronę tego klasztoru, jak ja idę w stronę pozostałych po nim ruin. Że czasem mógł to być ktoś przychodzący z daleka, przynoszący wieści z miejsc, których większość nie znała, bo wtedy ludzie nie podróżowali tak, jak jest to możliwe teraz. Często wieści o różnych wydarzeniach rozchodziły się za pośrednictwem oficjalnych posłów czy heroldów, albo przez różnego rodzaju wędrowców, którzy z różnych powodów przemierzali świat i w wielu miejscach byli witani z ciekawością. Wszyscy chcieli wiedzieć, skąd idzie i co ma do powiedzenia. 

 

84b75e61a66c7881c521368557c36204.jpg

 

 

e3c1d6ce40e24dfcd7ae52e999db3a99.jpg

 

Wizyta w starych ruinach wcale nie trwała cały dzień, a więc korzystania z pogody ciąg dalszy. Jak większość z was wie, Irlandia jest krajem prawie pozbawionym lasów. Zdarzają się, ale są to lasy stosunkowo młode, a stare drzewa wiele lat temu wycięli Anglicy, bo potrzebowali ich do budowy swoich okrętów. Na szczęście są tereny leśne. Niewielkie są to obszary, ale mimo wszystko można cieszyć się spacerem między drzewami. Mi osobiście ten las kojarzy się z bajkami z dzieciństwa. O Wiedźmach i różnych, leśnych stworach. Przyznaję, że żadnego nie widziałem, ale to nie znaczy,  że ich nie ma. Właściwie wcale się nie dziwię, że nie mają ochoty przywitać się ze mną. Czasami, będąc z dala od ludzi, lubię sobie pośpiewać. Dla tego, kto to usłyszał, nic już nie będzie takie samo. W obecności ludzi stronię od popisów wokalnych, gdyż nie mam skłonności sadystycznych. Ale może to moja forma zemsty za te wszystkie lata dzieciństwa, gdy bałem się, że porwie mnie wilkołak albo natknę się w lesie na jakąś straszną wiedźmę. Teraz mam w strunach głosowych broń, przed którą drżą najstraszniejsze potwory. 

40c8f2c9b5024d90517704c8a712ffd4.jpg

890a7f4b54aa3548b27d7c46eb8fb767.jpg

56ea769a0f34e31cd1bb709c39d1493d.jpg

40f950a9b93a26a0205583973f6304f2.jpg

b05a0aa0a110982cc968e45cc6b4a577.jpg

b106f16c92a6754bd3fb7ada27618099.jpg

a2fe827b9805565f427693a1b9861e39.jpg

410daa8e49a30eeaaeb5802f20cb3fc9.jpg

8caa5fa85cc7e91c62b1e877d0161377.jpg

12f9c6e37bc3ef86b036c3f758808978.jpg

 

 

 

 

81626f1e7c5d56a68b6cb7070c607e0b.jpg

 

 

 

Dzień się skończył, ale dobra pogoda nie miała zamiaru przeminąć. Do tego wiatr był bardzo słaby. Była nadzieja, że to właśnie taka noc, na jaką czekam od miesięcy. Kiedy ani jeden podmuch wiatru nie zmąci wody. Wtedy można w niej zobaczyć lustrzane odbicia okolicznych budynków. To była prawie taka noc, bo jednak woda była lekko poruszona przez wiatr. Ale i tak warto było zrobić sobie ten nocny spacer. To była piękna noc z księżycem w pełni. Ciepła i pełna magii. Jedna z tych, kiedy oczyma wyobraźni inaczej widzimy to wszystko, co setki razy mijamy w dzień. 

48f2d28bb615c62473b583313baa5d7b.jpg

d08b0d46a1750d5e1de864a37d904bd7.jpg

Ach, te piękne, słoneczne dni i ciepłe, magiczne noce. Niech przychodzą jak najczęściej, a odchodzą jak najrzadziej.