8 maja 1945. Arytmetyka biologicznego przetrwania - rocznicowe refleksje

“Zostaliśmy uwięzieni po niewłaściwej stronie” – "perełka" Radosława (Radka) Sikorskiego o po-jałtańskiej Polsce

 

*

"Bijcie Polaków tak długo, dopóki nie utracą wiary w sens życia. Współczuję sytuacji, w jakiej się znajdują. Jeżeli wszakże chcemy przetrwać, mamy tylko jedno wyjście - wytępić ich" - Otto Bismarck

*

“Szukaj przyjaciół blisko a wrogów daleko”

Po upadku PRL-u i Związku Radzieckiego polscy jak i rosyjscy politycy zaprzepaścili ogromną szansę na ułożenie normalnych, partnerskich stosunków między naszymi narodami. Po 1989 roku nasza krotkówzroczna polityka zagraniczna była prawie całkowicie zdominowana budowaniem "RELACJI" z USA i Zachodem. Z PRL-u odziedziczyliśmy kompletnie zdemonizowany obraz Rosji jako “Ziemi Nieludzkiej” (o ile pamiętam termin wprowadzony do polskiej historiografii przez Józefa Czapskiego). Godnym uwagi jest fakt, że nasi dziennikarze i historycy nigdy nie odważyliby się użyć podobnego przymiotnika wobec Niemiec.

Innymi słowy wybiórcza znajomość i poważne luki i uproszczenia w prezentowaniu historii najnowszej (zwłaszcza epoki PRL-u) młodszemu pokoleniu Polaków jest rezultatem uzależnienia od naszych nowych uwarunkowań i koniunktury geopolitycznej. 

Fenomen PRL-u można najlepiej zrozumieć poprzez pryzmat stosunków polsko-rosyjskich. Dlaczego były, są i będą one dla Polski tak ważne? Krótką odpowiedź odnajdziecie w starym mądrym przysłowiu fińskim: “Szukaj przyjaciół blisko a wrogów daleko”. Przytaczam je nieprzypadkowo bowiem Finowie podobnie do Polaków mieli burzliwe i krwawe stosunki ze swoim olbrzymim wschodnim sąsiadem. Jednakże mimo pewnych zbieżności natury geopolitycznej w przeciwieństwie do nas Finowie nie byli na hitlerowskiej liście narodów/”ras” przeznaczonych do stopniowej eksterminacji (Hitler planował całkowite zakończenie “odpolszczania” Ostland-ów do 1955 roku).
Zastanawia mnie fakt dlaczego tak wielu polityków a nawet historyków III RP o tym zapomina.

 

O pisaniu historii na zamówienie

Stawiane znaku równości między  hitlerowskim terrorem w Generalnej Guberni a PRL-em albo w najlepszym wypadku określanie PRL-u jako kontynuacji okupacji niemieckiej nie wytrzymuje żadnej moralnej próby i jest niczym innym jak prymitywnym celowym falsyfikowaniem historii na potrzeby bogoojczyźnianych polityków . 
Tak przynajmniej odbierali/odbierają podobne - do dziś lansowane w Naszym Kraju - tezy członkowie mojej rodziny, którzy doświadczyli bicza historii na własnej skórze.

Jak można wysuwać takie analogie wiedząc, że żyją jeszcze ludzie, którzy tamtą rzeczywistość doskonale pamiętają?
Polecam wszystkim zapoznanie się z dokumentem z Procesu Norymberskiego "Generalplan Ost", “Mein Kampf” i “Rozmowami przy stole” Hitlera, "twórczością" Rosenberga, Dziennikami Goebbelsa, Hansa Franka, Rudolfa Hoessa, przemówieniami Leya czy Himmlera: które jednoznacznie nakreślały “przyszłość” dla “slawischen Untermenschen” na Wschodzie w ramach realizacji tzw. “Lebensraum”.

Nic w dziejach ludzkości nie jest porównywalne do OFICIALNEJ RZĄDOWEJ RASISTOWSKIEJ DOKTRYNY LUDOBÓJSTWA I MASOWEJ PRZEMYSŁOWEJ EKSTERMINACJI LUDZI przez III Rzeszę. Zbrodnie hitlerowskie i stalinowskie zawsze pozostaną zbrodniami, jednakże składając kwiaty w Katyniu polskim ofiarom NKWD pamiętajmy o milionach Rosjan, którzy mieli odwagę aby się stalinizmowi sprzeciwiać, którzy razem z moim dziadkiem żywcem gnili w NKWD-owskich łagrach. Ci, ktorzy nie dożyli chruszczowowskiej "amnestii" po XX zjeździe KPZR spoczywają w nieoznaczonych zbiorowych mogiłach rozsianych po całej Rosji... nie tylko w Katyniu. 
Z drugiej strony anty-hitlerowców w III Rzeszy wśród Niemców i... Austriaków - note bene narodu, który po wojnie po arcymistrzowsku wmówił całej Europie i światu, że - tak jak wszyscy sąsiedzi III Rzeszy - zalicza się do jej ofiar - nawet po 1944 roku można ze świeczką szukać.

Bądźmy szczerzy; tzw. Konferencja w Jałcie (Układ Monachijski numer 2), po której sprzedano Polskę Stalinowi jest nie tylko radzieckim/rosyjskim problemem moralnym.

*

Ekscesy (gwałty) CZĘŚCI słabo nadzorowanych, podpitych i zdemoralizowanych brutalnością wojny sowieckich żołnierzy (zazwyczaj z jednostek tyłowych) nigdy nie były częścią doktryny Armii Czerwonej (nie są one doktryną żadnej regularnej armii). Było to po prostu karygodne zaniedbanie dyscypliny i regulaminów wojskowych niedostatecznie karane przez dowództwo. W żadnym wypadku nie może być argumentem mitygującym fakt, że ofiarami gwałtów oprócz Niemek, Polek/Ślązaczek były rownież Rosjanki, Białorusinki, Ukrainki i Jugosłowianki powracające z robót przymusowych w III Rzeszy. Z pełnym szacunkiem do ofiar, jakimi Armia Czerwona okupiła ostateczne zwycięstwo na faszyzmem pozostawiam ten - godny potępienia - aspekt tzw. Wielkiej Wojny Ojczyźnianej sumieniu radzieckich weteranów i rosyjskim historykom. 

Jako uzupełnienie warto tu wspomnieć o jedynym (odnotowanym) przypadku skazania żołnierzy niemieckich za "przestępstwa seksualne" (w tym wypadku zbiorowy gwałt), który miał miejsce podczas okupacji w Busku Zdroju. Faszystowski sąd polowy oskarżył trzech żołnierzy Wehrmachtu nie o gwałt (sic!), ale o popełnienie tzw. przestępstwa "Rassenschande" (w dosłownym tłumaczeniu : "zhańbienie rasy"). Tak w terminologii prawnej obowiązującej w III Rzeszy określano "zbrodnię przeciwko rasie germańsko-nordyckiej".

*

Wojnę totalną na froncie wschodnim pod względem okrucieństwa nie można w żaden sposób porównać z w miarę "rycerskimi" walkami na Zachodzie (poza nielicznymi wyjątkami jak np. zamordowanie 84 jeńcow Amerykańskich w Malmedy).

Stalin jak i większość jego dowodców nie liczył się ze stratami ludzkimi, traktując swoich żołnierzy jak przysłowiowe mięso armatnie. Słał niedożywionych, niewyszkolonych i niedozbrojonych cywilów prosto na linię frontu do walki z doskonale wydrylowaną, zaopatrzoną i już bojowo doświadczoną nazistowską machiną wojenną mając za plecami oddziały zaporowe NKWD. (W pierwszej - pełnej sukcesów - fazie agresji niemieckiej na ZSRR stosunek strat w ludziach stanowił 1:10. Dopiero po bitwie stalingradzkiej stosunek ten zaczął ulegać wyrównaniu.) Szanowany przez prostych żołnierzy rosyjskich gen.Rokossowski - dla nas Polaków nadal “narodowy zdrajca”- był pod tym względem szlachetnym wyjątkiem. Nigdy nie wydał rozkazu skazującego swoich podkomendnych na pewną śmierć.
Rosyjskich jeńców wojennych hitlerowscy oprawcy traktowali gorzej od bydła i to wcale nie lepiej od Żydów. Pierwsze eksperymenty z masowym gazowaniem ludzi przeprowadzono w K.L.Auschwitz nie np. na zestrzelonych nad niemieckimi miastami lotnikach brytyjskich czy amerykańskich ale właśnie na jeńcach radzieckich.

2ce5261ddc6fef30d142e1fd02a86ed4.jpg

Słowo o martyrologii czyli tatusiu, co robiłeś w 1981 roku?

W 1981 gen.Jaruzelski nie potrzebował "ruskich". Nasz Naród masochistycznie gloryfikujący rodzimą martyrologię/wiktymologię, przyzwyczajony do obelg i kopniaków od obcokrajowców w 1981 został powalony na kolana przez naszych braci Polaków, co było i jest bólem szczególnie dotkliwym. Prawda jest smutna, niemalże trywialna, nastrojem przywołująca “Wesele” Wyspiańskiego. Do stłumienia naszego płomiennego narodowego zrywu w 1981 wystarczyły ZOMO-wskie gumowe pały i sikawki. Ten opluwany reżim jakoś nigdy nie miał kłopotów z werbunkiem wielotysięcznej armii ZOMO-wców badź co bądź tych samych prostych polskich chłopaków, kolegów ze szkolnej ławki, wierzących katolików uczęszczających na niedzielne msze, przystępujących do komunii swiętej i chodzących do spowiedzi. Oni byli naszymi szkolnymi kumplami i sąsiadami.
Tak chciałbym wiedzieć gdzie dzisiaj są tysiące tych byłych weteranów ZOMO? Jaka partie popieracie, panowie? Czy rozpoznajecie na ekranach telewizyjnych swoje byłe ofiary, które pałowaliście z takim animuszem za trochę lepsze racje żywnościowe?
A może rozpoznajecie swoich byłych rozkazodawców? Kiedy zamierzacie zorganizować zjazd weteranów ZOMO ? W końcu powiedzcie jak wy rozumieliście/rozumiecie pojęcie patriotyzmu? Zapewne powiecie, że wykonywaliście tylko rozkazy ?
Wszyscy, nawet nasi postokrągłostołowi historycy cierpią na zbiorowa amnezje w tej kwesti. Temat jednostek ZOMO jakby za sprawą czarodziejskiej rożdżki zniknął z naszej świadomości narodowej. Przypominam, ze mówimy tutaj o tysiącach jeśli nie setkach tysięcy naszych rodaków, o których istnieniu po 1989 zaginął wszelki słuch.

 

Oportunistyczny patriotyzm i relatywistyczny idealizm

Przypomnijcie sobie naszych znajomych w RFN rodem ze Ślaska, którzy w 1944/45 witali wkraczających Sowietów jako Polacy a w latach 70/80-ych pożegnali Polskę jako etniczni Niemcy na podstawie odnalezionych na strychu i zakurzonych (raczej skrzętnie odkurzonych) dokumentów potwierdzających ich koniunkturalne "pochodzenie".
Przypomnijcie sobie sporą grupę byłych działaczy robotniczej "Solidarności", którzy po stanie wojennym ze wszystkich możliwych krajów przyjmujących emigrantów wybrali (jeszcze wtedy) rasistowską RPA, gdzie dokładnie w tym samym czasie stary Nelson Mandela dogorywał w więzieniu. Szybko się urządzili i oczywiście kontynuowali swoją walkę o: „Wolność Waszą i Naszą” oraz „równość i sprawiedliwość społeczną” ze swoich posiadłości otoczonych drutem kolczastym i  w "towarzystwie" czarnoskórej pomocy domowej, której zrzeszanie się w normalnych związkach zawodowych było zabronione. Delikatnie im to wytknąłem. Obruszyli się na mnie. “Twój młodzieńczy idealizm możesz sobie wsadzić do d..py. Daj czarnuchom władzę i zobaczysz jak rozpie...dolą ten kraj”. Przypomniały mi się wtedy słowa Bismarcka: “Wystarczy dać Polakom władzę i sami się wyniszczą”.

 

Sierpniowe dylematy. Wolność słowa czy tańsza kiełbasa ?

Wyśmiewanie PRL-owskiego cyrku "w okupowanym przez Rosjan" kraju (nawet na ekranach oficjalnej tv) było tak powszechne, ze nawet ówczesne władze machnęły na nie ręką.
Stosunkowo dużej jak na tamte czasy swobody słowa i bogactwa życia kulturalnego mogły nam pozazdrościć nie tylko pozostałe "baraki" obozu socjalistycznego ale rownież wiele krajów zachodnich.
Walka PRL-owskiej cenzury z tzw. “literaturą drugiego obiegu” przypominała walkę z wiatrakami.
Większość parlamentarzystów dzisiejszej RP posiada dyplomy i tytuły naukowe zdobyte na "komunistycznych" uczelniach, na które dostała sie na fali tzw. “awansu społecznego” z pomocą “punktów za robotniczo-chłopskie pochodzenie” do czego jednak żaden z nich już się nie przyzna. Wielu z tzw. “represjonowanych” (włączając ś.p. prezydenta Kaczyńskiego) robiło w PRL-u karierę naukową.
Tworzenie mitów i przeginanie historii to w jedną to w drugą stronę na zamówienie kolejnych elit politycznych oportunistycznie wPiSujących się do zmieniających się kontekstów geopolitycznych stało się w III RP akceptowaną i powszechnie stosowaną praktyką. Nawet - z założenia niezawisła - instytucja jak IPN ulegała naciskom politycznym. Nasze młodsze pokolenie jest gotowe uwierzyć, że przed 1989 roku czekaliśmy na zagładę w gettach albo obozach koncentracyjnych, w atmosferze masowych ulicznych łapanek-zdejmując czapki przed patrolami żołdaków sowieckich. Nie zdziwię się gdy za kilkadziesiąt lat podręczniki opiszą braci Kaczyńskich jako członków walczącego podziemia, którzy rzucali butelki z mieszanką zapalającą na tanki z czerwoną gwiazdą.
Nie chcę umniejszać naszych cierpień i upokorzeń w PRL-u: słuchanie tej głupawej PZPR-owskiej nowomowy, karmienie nas przyprawiającą o mdłości propagandą z jednoczesnym zagłuszaniem “Radia Wolna Europa” i “Głosu Ameryki”, nieustanne kolejki, strajki o zniesienie podwyżek cen, smród gazu łzawiącego. Nie sposób zapomnieć o tych okrutnych, ciągnących się bez końca nocach godziny milicyjnej, które mniej więcej od sierpnia 1982 roku zaowocowały niespotykanym w historii Narodu Polskiego przyrostem naturalnym.
Te 45 lat okupacji radzieckiej przetrwaliśmy kosztem wielu innych wyrzeczeń: brakowało kiełbasy zwyczajnej, papierosów, papieru toaletowego...Czy kogokolwiek w ówczesnej Polsce martwiła niedostępność na półkach księgarskich np. "Folwarku zwierzęcego" czy "1984" Orwella?  Podejrzewam, że żaden z - wyprostowanych na baczność przed flagami EU, USA i...Watykanu - polskich prezydentów nigdy nie trzymał tych książek w ręku.

 

Arytmetyka biologicznego przetrwania.

Mimo wszystko pomyślmy o tych 600 tys. rosyjskich/radzieckich żołnierzy poległych na Naszych Ziemiach. Chyba to jednak dzięki nim możemy DZISIAJ w XXI wieku mówić do naszych dzieci i wnuków po POLSKU w Gdańsku, Wrocławiu, Szczecinie, Olsztynie, Opolu, Chorzowie czy nawet w Poznaniu. 

Zapytacie o “polski” Lwów, Wilnio, Nowogródek. Szukajcie odpowiedzi u naszych ukraińskich, litewskich i białoruskich sąsiadów. Ci, którzy nie mogą się pogodzić z utratą Kresów Wschodnich nigdy nie zadali sobie trudu aby sobie uzmysłowić, że utrzymywanie ogromnych mniejszości, litewskich, białoruskich nie mówiąc już o ukraińskich w granicach Polski (w jakimkolwiek ustroju politycznym) wcześniej czy później skończyłoby się scenariuszem bałkańskim (przywołam pamięć o rzeziach na Wołyniu).
Tym, którym kompletnie brakuje wyobraźni proponuję spojrzeć na przedwojenną mapę II RP i wymazać z niej ziemie należące do dzisiejszych niepodległych państw naszych wschodnich sasiadów. Pozostałaby nam plamka na mapie rozmiarami przypominająca cherlawe maleństwo zrodzone swego czasu z namiętnej miłości Pani Walewskiej do Napoleona Bonaparte.

 

Spójrzmy w zwierciadło historii

Każdy naród ma białe... a raczej ciemne plamy w swojej historii. Czy to, co sanacyjny rząd wśród wiwatujących tłumów uczynił wobec Braci Czechów w październiku 1938 roku z moralnego punktu widzenia aż tak bardzo różni się od podłości Stalina 17 września 1939 wobec konającej Polski? Niezależnie od uzasadnionych pretensji terytorialnych II RP nie można nie porównanać podobnego postępowania do kopania leżącego. Jako Polak rownież chciałbym przeprosić naród Hiszpanii za “nasze wyzwalanie Polski” pod Samosierra. Haitanczyków za podobne pranie napoleońskich brudów. Przepraszam moich żydowskich współobywateli za “szmalcowników”, za Jedwabne i rownież za to, że nie stanąłem w ich obronie w 1968. (Za Pogrom Kielecki to zapewne nie powinniśmy nikogo przepraszać bowiem była to prowokacja polskich komunistów, z których - o dziwo - większość to byli przecież "polskojęzyczni" Żydzi. Tak jak i wy do dzisiaj próbuję się doszukać w tej tezie logiki.) Przepraszam wielkich polskich poetów Juliana Tuwima i Bolesława Leśmiana za naszych współobywateli, dla których ich poezja “śmierdziała czosnkiem”. Przepraszam za sanacyjny (ND-cki) apartaheid na polskich uczelniach II RP, za urzędowy zakaz wychowywania WSZYSTKICH polskich dzieci Naszemu najwybitniejszemu pedagogowi Januszowi Korczakowi.   
Przepraszam za Polaków, którzy pamiętając o Bermanach i Różańskich celowo zapominają o 160 000 polskich żołnierzy wyznania mojżeszowego walczących w Kampanii Wrześniowej czy o gwiazdach Dawida na nagrobkach cmentarzy wojskowych żołnierzy polskich pod Monte Cassino czy w Tobruku.

*

18ca10e7ab7a01d594258bf7cb8ed797.jpga16f517c677a78f0c0538049a84d5268.jpg

Polski Naród stał się "polską ludnością"  

*

 

"Drang Nach Osten"

Wielu historyków do dziś przemilcza łatwość z jaką hitlerowska propaganda sprzedała elitom politycznym i intelektualnym okupowanej Europy Zachodniej mit o ataku na ZSRR jako krucjacie w obronie kultury europejskiej przed żydo-komunizmem. Wielu z nich uwierzyło w posłannictwo dziejowe III Rzeszy w ramach tzw. cywilizacyjnej i ...rasowej solidarności. Ta racjonalizacja więzi germańsko-romańskich "zaowocowała" pokaźną rekrutacją ochotników z Francji, Holandii, Belgii a nawet z miłujących pokój krajów skandynawskich do służby w dywizjach SS Wiking, Nordland, Nederland, Charlemagne, Wallonien, Langemark... 

Należy przypomniećże prekursorami tzw. demografii rasowej (i istnienia dominującej rasy aryjskiej) nie byli pseudonakowcy z Niemiec ale ich skandynawscy (eugenika) a zwłaszcza francuscy koledzy, ktorzy tworzyli jej fundamenty już w połowie XIX wieku (Joseph Arthur Comte de Gobineau).


III Rzesza w ramach polityki “Drang Nach Osten” uderzyłaby na Wschód bez względu na ustrój panujący w "tak ważnej" dla rozszerzenia przestrzeni życiowej narodu niemieckiego części Europy. Obsesyjne tezy historyków Holocaustu, że wyniszczenie Narodu Żydowskiego było GŁÓWNYM celem imperialnej polityki III Rzeszy są rownież przesadzone. Nawet po rozpoczęciu ekspansji terytorialnej na Wschód Niemcy nie mieli skrystalizowanych planów dotyczących rozwiązania “Judenfrage”. Dopiero konferencja w Wannsee 20 stycznia 1942 roku określiła dokładnie intencje Hitlera wobec europejskich Żydów.
Walka o “Lebensraum” była GŁÓWNA PRZYCZYNĄ II wojny światowej – i to właśnie ona leżała u podstaw hitlerowskiego ludobójstwa.
Jak mawiał sam Hitler: "Europa Wschodnia będzie dla nas tym czym dla Brytyjczyków są Indie", “nasi bauerzy/koloniści wykorzystają słowiański pomiot jako nawóz na swoich polach na Wschodzie” .
Równie obrazowo wyraził sie o nas Robert Ley autor instrukcji Organizacji Frontu Pracy: “Rozmawiając z robotnikiem przymusowym ze Wschodu patrz mu prosto w oczy, jak robisz to ze zwierzęciem, aby wiedział kto jest Panem”.

Goebbels poszedł jeszcze dalej/niżej: “Opinia Führera o Polakach jest miażdżąca. Bardziej zwierzęta niż ludzie, całkiem tępi, bez wyrazu. Obok nich warstwa rządząca będąca przynajmniej produktem mieszaniny klas niższych z aryjską rasą panów. Brud Polaków jest wprost niewyobrażalny. Również ich zdolność dokonywania ocen jest równa zeru”.

Himmler rownież nie przebierał w słowach: “Mein Führer! (..) W ciągu pięciu-sześciu tygodni pokonamy ich. Ale wtedy Warszawa – stolica, głowa, inteligencja tego niegdyś 16-17 milionowego narodu Polaków, będzie starta. Tego narodu, który od siedmiuset lat blokuje nam Wschód i od pierwszej bitwy pod Tannenbergiem (Grunwaldem) ciągle nam staje na drodze. Wtedy polski problem dla naszych dzieci i dla wszystkich, którzy po nas przyjdą, a nawet już dla nas – nie będzie dłużej żadnym wielkim problemem historycznym.” - Himmler w rozmowie z Hitlerem.

"Musimy tych wszawych Polaków wytępić... od kołyski począwszy. Rodacy, w wasze ręce oddaję los Polaków. Róbcie z nimi co chcecie." - z przemówienia Gauleitera Gdanska Alberta Forstera

Pomińmy losy polskich i europejskich Żydów...Wypada się zapytać gdzie dziś byłaby Polska i Polskość gdyby ziściły się plany Hitlera o zbudowaniu na naszym trupie 1000-letniej III Rzeszy?

 

*

 

0703934ce1e48611f7f85f19431cab20.jpg2af2762007675d4001237f4ff972489f.jpg

Pragnąłbym przypomnieć zwłaszcza naszym gościom-obcokrajowcom, że Polacy byli pierwszymi, którzy głośno i zdecydowanie powiedzieli Hitlerowi "NIE!". Polacy podczas II wojny światowej - w przeciwieństwie do prawie wszystkich narodów podbitych/”wyzwolonych” przez Hitlera (włączając w to dumnych Francuzów, Belgów, Holendrów... a nawet Skandynawów, nie mówiąc już o naszych "słowiańskich pobratymcach" Własowcach z oddziałów RONA, Ukraińcach w mundurach SS, czy wreszcie Chorwatach-Ustaszach i Słowakach) poza lokalną tzw. Policją Granatową nie prostytuowali się względem III Rzeszy. Walczyliśmy z faszyzmem właściwie na wszystkich jej frontach (oprócz Pacyfiku).

685f62d42aacb0463a651edd583ca070.jpg9018e3199b931de11a9a19019cfd766d.jpg

Fakt, że losy wspaniałej cywilizacji europejskiej roztrzygnęła przysłowiowa walka na śmierć i życie pomiędzy dwoma najkrwawszymi tyranami w dziejach ludzkości na zawsze pozostanie dziejową kompromitacją wszystkich Zachodnich demokracji, które przed Hitlerem (nomen omen pseudonim partyjny... „Wolf”) jak przestraszone kundelki zawijały pod siebie ogonki.

 

380288a6333ce8b595640cfcd10d5ffe.jpg

Ciekawe jak potoczyłby się losy Josepha Ratzingera gdyby "Herrenvolk" jednak pokonał "podludzi ze wschodu". Czy zostałby Arcybiskupem Generalnej Guberni, archidiecezji Krymskiej a może ironicznie zamknąłby koło historii zostając...papieżem?

 

060d9840c7d22b33c13db6050fb37df4.jpg 

fot. ze zbiorów rodzinnych

Każda rocznica zakończenia II wojny światowej skłania mnie do refleksji nad znaczeniem tej daty dla Polaków...a szczególnie dla członków mojej rodziny.
Przedstawiona na powyższym (oryginalnym) zdjęciu moja (wówczas 15-letnia) ś.p. matka chrzestna Stefania Smyła (więźniarka K.L.Auschwitz Birkenau nr obozowy 25541) całowała ręce bezbożnych ale płaczących na jej widok sowieckich sanitariuszek, które w porę uratowały ją (a właściwie ledwo poruszający się szkielet człowieka) w trakcie tak zwanych „marszów śmierci”. (Jej opowieści obozowe godne są oddzielnego artykułu.)

Mój dziadek ze strony matki - Mikołaj (drugi mój dziadek Teofil był podczas wojny na robotach przymusowych w Rzeszy) na mocy "amnestii" dla Polaków na terenie ZSRR z 12 sierpnia 1941 roku wyszedł cało z NKWD-owskich kopalń węgla w Karagandzie w Kazachstanie. O Rosjanach zawsze wyrażał się ze współczuciem. Groteskowy, niemalże kafkowski tragizm i zakłamanie stalinowskiego systemu totalitarnego podsumowywał słowami swojego umierającego rosyjskiego współtowarzysza niedoli z pryczy, ofiary partyjnych czystek, bolszewika od 1917: "Gdyby tylko tow. Stalin wiedział, co oni tu z nami wyprawiają...".

e395a0170b29d129545e4b1521f330f7.jpge6b6e4c3dc0bdab576c8224a0b536688.jpg

"Zostawcie nas, wszak wy nie znacie
tych krwią ociekających stron,
ran, wykąpanych w krwi szkarłacie,
gdzie każdy z nich to ból i zgon."

- Aleksander Puszkin

*

Na zakończenie zwracam się do was tzw. "Prawdziwi Polacy" dewastujący żołnierskie groby w ramach rekreacyjnego leczenia się z kompleksów (odpowiedź na pytanie czy są to kompleksy wyższości czy niższości pozostawiam psychoanalitykom i psychiatrom).

Odwagą nie dorastacie do pięt tym poległym chłopakom, całkiem możliwe, że waszym rówieśnikom. Czy bohaterstwem można nazwać pastwienie się nad resztkami pamięci o ludziach spoczywających w Naszej Ziemi? Czy pomyśleliście o ich rodzinach?

Mimo wszystko zastanówcie się dobrze przed jakże inną historyczną alternatywą uchronili oni Nasz Naród zanim 8 maja kopniecie kolejny nagrobek na jednym z  zaniedbanych cmentarzy “ruskich okupantów” rozsianych po całej Polsce - od Bałtyku do Tatr... zarzucając mi relatywizowanie historii i oskarżając mnie o... zdradę polskiej racji stanu.

*

“Nie możemy tej walki załatwić w ten sposób, że 16 mln Polaków otrzyma 16 mln strzałów w tył głowy. Polacy muszą mieć wrażenie, że w prasie są traktowani nie jak świnie, lecz jak Europejczycy i ludzie” - Hans Frank o niemieckiej polityce prasowej w okupowanej Polsce (wypowiedź z kwietnia 1942 r.) 

*

(w artykule wykorzystano materiał graficzny i fotograficzny z zasobów "Google images")