Spowiedz

Spowiadałem się,by w zgodzie z księdzem być..

 

Spowiedź

Katecheta wolał gawędzić w kancelarii niż prowadzić zajęcia z klasą. Długie przerwy ,dzieciaków  cieszyły. Nie spieszył się też na plebanię, gdzie z obiadem czekała  Magda. Wolał nalewkę popijać  i namawiać do spowiedzi.

, spowiadałem prymasa Wyszyńskiego w celi klasztornej w Stoczku. I ciebie rozgrzeszę,boś cierpiał za grzechy uciemiężonej ziemi naszej,wyrzuć z pamięci kratę więzienną, zasłania świat - powiadał ,a klasztor    niedaleczko, pokaz go dzieciom ,  tylko wprzódy wyspowiadaj się,

Pamiętałem żywo zdradę tajemnicy spowiedzi zakonnika i nie miałem ochoty na podobne pieszczoty. Skąd wie o kracie ,dlaczego  namawia zastanawiałem się?

A głos wewnętrzny podpowiadał „ zmień jak najprędzej wspomnienia o przeszlosci” , co było,a nie jest nie pisze się w rejestr,ale jak to uczynić dumałem gapiąc się w okno, migały gwiazdy, gałęzie kołysały się i jakby chciały powiedzieć dlaczego klecha ciągnie do konfesjonału. I  wtedy zaskrzypiało, raz i drugi okno a zegar ścienny dzwonił północ dzyń, dzyń. Czyżby duchy - pomyślałem, wyciągając spod poduszki niemiecki bagnet. Otworzyłem okno, gałęzie lip tylko szumiały i pachniały miodem ,ale w świetle księżyca zobaczyłem zwisającą grubą nić kiedy pociągnąłem palcami zaskrzypiała. Moim poprzedniczkom duch zrywał kołdrę z łożka, zimne kładł dłonie na uda , z półek wyrzucał dzieła Stalina, a mnie woskowaną niteczką częstuje? Jak minęla noc,zapytala rano wozna?Spokojnie, lipy szumiały , ksiezyc zaglądał do okna-odpowiedziałem

. Na zajęciach praktycznych ujawniłem tajemnicę dźwięków  nawoskowanej nitki . Wiele okien skrzypiało potem na wsi,a wiersza Brzechwy "Tańcowała nitka z igłą" hymnem szkolnym został

Pan sam to wymyślił pytała  Aldonka . Od Brzechwy się nauczyłem,poeta napisał ten wierszyk , a ona wtedy wyszeptała”ksiądz kazał zaprowadzić pana do spowiedzi, a klasa to usłyszała”– zaprowadzimy” wołała .

Z hymnem szkolnym dzieci stanęły przed drzwiami kościoła. Z plebanii wyszła w rozpiętej jak zwykle bluzce gosposia,a to co fuknęła ,

Pana do spowiedzi przyprowadziliśmy, a gdzież on?

Jak zobaczyła mnie -wybuchnęła śmiechem,dzieci tez zaczęły chichotać, ksiądz wyjrzał przez okno,a kogo to licho,tak wcześnie goni? Pana  mamy do spowiedzi-odpowiedziały wyuczonym chórem.

Daj im piłkę,w sadzie pograją -rozkazał gosposi Magdzie,a pan niech wejdzie do świątyni. Chrystus z ciernistą koroną na mnie spozierał i jakby się tłumaczył;

- nie wymyśliłem kruchty i nie kazałem wylewać prawdy z pomyjami,a tylko nosić ją w sercu i umyśle prosiłem. Improwizowałem więc grzechy spowiednikowi do ucha, marzenia senne o dziewuchach zamieniałem w fakty , w każdej napotkanej Marię Magdalenę nagą widziałem,a najpiękniejszy biust ma Magda księdza,sam o tym najlepiej wiem burknął,poczym zapytał

,jak się nazywał więzienny spowiednik?Nie wiem , skazańcy poduszką go udusili za zdradę tajemnicy spowiedzi wyjasniłem.

Pobłogosławił i zaprosił do plebanii na poczęstunek.

Magda jak łania kołysała się w biodrach, nalewając zupę do talerza pochyliła się tak bardzo, że czułem na szyi gorący dech jak wtedy nad brzegiem jeziora.

Spirytusowa nalewka z miodem i orzechami wzmagała apetyt . Ksiądz wychylał szklanicę do dna, aż się zakrztusił i poszedł do łazienki. Wtedy gosposia mnie i objęła za szyje , całować zaczęła, dorwę cię znów obiecała. O niego nie obawiaj, tylko po francusku to potrafi. Kiedy drzwi skrzypnęły w łazience, czmychnęła do kuchni.

Wyszedłem z plebanii czerwony jak burak,a dzieci okrążyły mnie i pytały,odpuścił grzechy,jaką pokutę zadał?Wszystko dobrze,bóg mnie zrozumiał -wyjaśniłem. Trzymając się za dłonie, z hymnem na ustach, maszerowały przez wieś, Na polnej ścieżce rozproszyły się, jasnowłosa Aldonka wciąż dreptała obok mnie i obiecała,że jak dorośnie zostanie moją żoną, bo w oczach widzi moich słońce.

Rowy i brzegi stawów kaczeńcami świeciły, nad nimi kolorowe motyle i pszczółki, z ich kielichów nektary sączyły. Obserwowałem te cuda w niemym zachwycie. Czy one też grzeszą i spowiadają-pytała?Na lekcji religii zapytaj się u księdza radziłem.

Wracaliśmy z bukietami ,dajcie je rodzicom jako podarunek od wiosny, w zeszytach narysujcie i opiszcie wycieczkę, Do widzenia panu – odpowiedziały i niby ptaki pofrunęły do rodzinnych gniazd,tylko Aldonka została. Co się stało,? Nie mam rodziców, ze łzami w oczach wyszeptała, a pana kocham , przylgnęła do kolan i wyszeptała "nie zostawi pan nas? Ze wzruszenia łzy w oczach poczułem .Babcia jak rodzice, dla niej kwiatuszki daj i ucałuj ode mnie i gładziłem włosy,a sąsiad jej z miasta wracał,z bukiecikiem pobiegła do niego. Furmanka schowała się za wzgórzem, a stałem na ganku szkoły jak kołek wbity w ziemię , o niej i babce myślałem. I pragnąłem tu wtedy zostać na zawsze.Na zajutrz wroble cwierkć w kazdej zagrodzie poczęły o spowiedzi,babcia Aldonki z tej okazji butelczynę nalewki dała.