1981

"Radujmy się więc, dopókiśmy młodzi, po przyjemnej młodości, po uciążliwej starości posiędzie nas ziemia, posiędzie nas ziemia. "

 

1981

Studia zaczęliśmy od inauguracji w audytorium Sołtana i odśpiewania Gaudeamus igitur.  Ale wpadka, nikt nie znał słów i dopiero po samej uroczystości pobiegliśmy do biblioteki żeby zobaczyć słowa pieśni.  Spodziewaliśmy się, że po łacinie, ale może będzie tłumaczenie.  Krótka rozmowa i już szperamy w książkach. Nigdzie tłumaczenia. Wreszcie jest, cztery zwrotki.

Radujmy się więc, dopókiśmy młodzi,

po przyjemnej młodości, po uciążliwej starości

posiędzie nas ziemia, posiędzie nas ziemia.

Życie nasze krótko trwa i szybko się kończy,

chyba nadchodzi śmierć i porywa nas okrutna

nikogo nie oszczędzi, nikogo nie oszczędzi.

 

Niech żyje Akademia, niech żyją profesorowie,

niech żyje każdy członek naszej społeczności,

niech żyją wszyscy członkowie,

niechaj kwitną zawsze, niechaj kwitną zawsze!



Niechaj żyje i państwo, i ten, kto nim rządzi,

Niechaj żyje i państwo, i ten, kto nim rządzi,

niech żyje nasze miasto, mecenasów łaskawość,

która nas tu chroni, która nas tu chroni!

 

Niechaj żyją wszystkie dziewczyny,

przystępne, piękne,

Niechaj żyją wszystkie dziewczyny,

przystępne, piękne,

niechaj żyją i mężatki

delikatne, miłe,

dobre, pracowite.

dobre, pracowite.

 

 

Mnie najbardziej podobały się mężatki, te miłe, przystępne i piękne. Tylko czy my wszystkie zwrotki śpiewaliśmy? Tego nie wiedział nikt. Niebo zaciągnęło się ciemniejszymi chmurami i zaczęło padać. Zimne strugi wody uporczywie tłukły w płyty chodnikowe, mężatki się pochowały, zostały tylko wyobrażenia i puste przystanki.

 

Pierwsze dni to jakaś euforia, ci „lepsi”, ci co wygrali wyścig o indeks mogą chodzić na studia. Zaraz też okazało się, że ci „lepsi” muszą zapieprzać od rana do nocy nad książkami, bo inaczej żegnaj Heniu. Nikt cię tu nie trzyma. Plan zajęć fatalny, okienka po 3 godziny. Kto będzie czekał taki szmat czasu na wykład? Idziemy do kawiarenki na piętrze. Spotyka się tutaj wiele osób z różnych środowisk. Jakieś zakazane książki i bibuła krąży po stolikach.  Jedni kupują, inni biorą po parę pozycji do rozprowadzenia wśród znajomych.   … .

 

Dziś idziemy zamanifestować swoją postawę przeciwko totalitaryzmowi. Chcemy być wolni, chcemy demokracji. Precz z komuną. Precz z zakłamaniem i zniewoleniem osobowości. Z roku poszło tylko parę osób, reszta się nie interesuje, są zajęci.

Pogoda sprawiła wszystkim psikusa i zamiast ponurych chmur świeci ostre słońce.  Zupełnie nie przejmuje się naszymi poważnymi planami. Zbiórka przed kościołem Podwyższenia św. Krzyża. Ludzie dochodzą grupkami po parę osób. Na placu przed kościołem zgromadziło się parę tysięcy osób. Początkowo wszyscy tylko stali, jednak z czasem zaczęliśmy śpiewać i skandować Solidarność, Solidarność, Sooliidaarnoość. Było nas tak dużo, że skandowanie nie wychodziło w jednym momencie, lecz z pewnym przesunięciem w czasie.  Wydawało się, że to echo odpowiada. Wokoło pełno niebieskiego motłochu milicyjnego. Mają pały, samochody opancerzone i krótką broń. Pełno milicjantów po cywilnemu, aresztowania. Część osób została wyciągnięta z tłumu i zabrana do dużej niebieskiej suki. Nikt się nie decyduje na odbicie, jesteśmy mało zorganizowani. Mijają kwadranse a może godziny protestu, dziś trudno powiedzieć, ale po społecznej naradzie formujemy pochód i idziemy do Katedry, na Piotrkowską. Pochód przechodzi wzdłuż ulicy Sienkiewicza. Cały czas towarzyszą nam oddziały milicji poustawiane w bramach i zaułkach pobliskiego parku. Na wysokości parafii Najświętszego Imienia Jezus jakiś ksiądz wyszedł na balkon i zaczął nas pozdrawiać i błogosławić. Pozdrawiamy się nawzajem i idziemy dalej. Co chwilę rozlegają się oklaski i okrzyki Solidarność. Całe centrum miasta jest zdezorganizowane, stają autobusy, tramwaje i samochody. Skręcamy do ulicy Piotrkowskiej.

Gdzieś na wysokości ulicy Radwańskiej1 pochód zostaje zatrzymany przez oddział ZOMO, pluton może dwa rozsypał się w podwójną tyralierę i zagradza przejście wzdłuż ulicy. Sami milicjanci nie wiedzą co robić, jest ich zbyt mało żeby oprzeć się masie pochodu, a z drugiej strony na tyle dużo by stworzyć tyralierę. Pochód staje i faluje. To w przód, to na boki. Naraz pojawia się wyrwa z boku, zaraz przy ścianie kamienicy i otwiera drogę. Setki ludzi napiera i ZOMO się miesza, cofa. Krzyki, rozkazy i przekleństwa. Tumult coraz większy. Skręcamy w Radwańską, bo od przodu wyskakują następne, spóźnione oddziały milicji.

 

Mimo tego całego zamieszania, dwie kobiety idą w poprzek oddziałów ZOMO i protestujących, tak jakby to je w ogóle nie dotyczyło. Obie ubrane w ciepłe i długie płaszcze. Jedna ma płaszcz rozpięty, jest w ciąży. Wielki jak piłka lekarska brzuch widać z daleka. Równy i stosunkowo szybki krok jest zbyt wolny jak na ówczesną sytuację. ZOMO rusza do ataku. Protestujący odskakują na bezpieczną odległość, lecz owe dwie Panie nic sobie nie robią z szarżujących milicjantów. Idą stosunkowo wolno, przy ścianie czerwonej kamienicy. W jednej chwili sytuacja się zmienia, paru, może trzech czy czterech zomowców odrywa się od tyraliery i zaczyna gonić kobiety. Ciosy są silne, dobrze, że miały na sobie te lisy. Krzyk, wołanie o ratunek. Protestujący wracają. Naraz z boku, z bramy wyskakuje paru młodych chłopaków. Zatrzymują się, z gołymi rękoma trudno coś zrobić. Kamienie, pada jak strzał uwaga. Wracają do bramy i już za chwilę wracają. Jakiś wysoki blondas z wielkim nosalem rzuca w tyralierę, inni w milicjantów zajętych pałowaniem nieszczęsnych kobiet. Jeden podbiega bliżej i sprzedaje kopniaka z boku. Zaatakowani zomowcy są zaskoczeni, zdezorientowani i wreszcie uciekają, któryś się potyka i wali z tarczą w krawężnik. Chcą jeszcze wrócić, jeszcze im mało ale pada inna komenda i wracają na Piotrkowską.

Zdenerwowani mężczyźni nie szczędzą uszczypliwych uwag kobietom.  Po cholerę się tu szwendasz, zabieraj córkę i spierdalaj do domu. Nie widzisz co się dzieje?

Nie pamiętam, czy pada słowo dziękuję. Zawracamy, idziemy pod Katedrę. Cały się trzęsę.

 

Dla Tych co zapomnieli,

Ku odnowie ducha.

 

 

1. Po II wojnie światowej, w czasach komunistycznych ul. Radwańska nosiła nazwę Świerczewskiego Karola. Po roku 1990 nazwa powróciła do dawnego brzmienia sprzed roku 1939.