Oczywiście był przygotowany na tak nagły wybuch paniki. W końcu nie było to niczym dziwnym, lecz równocześnie uświadomiło mu jak głęboko ta dziewczyna siedzi w swojej chorobie... Do tej pory nie był tego pewny. Myślał, że wciąż może wepchnąć ją w to szaleństwo, ale ona już znajdowała się na samym dnie. Teraz, albo mógł ją wyciągnąć, albo trzymać pod powierzchnią...
Tak czy inaczej, w tym momencie, bez względu na dalsze działanie, musiał ją uspokoić. Choć raz pozwolić zaczerpnąć jej świerzego powietrza... – Emily. – Po raz kolejny wymówił jej imię. Następnie ujął jej twarz w dłonie tym samym zmuszając do tego by na niego spojrzała. – Jestem tu... Nie dostaną cię póki tu trwam, rozumiesz? – Patrzył wprost w jej przerażone oczy mając nadzieje, że te słowa do niej dotrą. Cóż... Przeważnie to działało, ale to była zupełnie inna sytuacja.
- Weź głęboki wdech... Rozejrzyj się... Widzisz? Wszystko jest w porządku. – Mówił nie pozwalając jej się odsunąć. Naprawdę chciał załatwić to wszystko jedynie za pomocą słów. Nie potrzebował leków... – Gdzie jest Caleb? Wsłuchaj się w jego głos... Czy nie mówi ci tego samego?